POLITYKA

Poniedziałek, 24 lipca 2017

Polityka - nr 29 (3068) z dnia 2016-07-13; s. 19-21

Polityka

Jacek Żakowski

Słuchajcie populistów! Uważnie

Populiści są brzydcy, nieracjonalni, szkodliwi i źli. Ale ważne jest nie to, jacy populiści są, tylko dlaczego obywatele chcą oddać im władzę. Kto tego nie rozumie, ten się skazuje na klęskę.

Zaciągnęło się, proszę państwa. Jak diabli. I to chyba na dłużej. Gdzie nie spojrzeć, podnosi się populistyczna fala zalewająca zachodnie demokracje. Stare i młode. Bogate i biedne. Pierwsza – jeszcze w końcu lat 90. – padła Rosja. Po Rosji – Białoruś i Włochy. Później – Austria i Ukraina. Po Ukrainie – Słowacja, Węgry, Turcja. Potem Grecja, czemu trudno się dziwić. I Polska – co wielu zaskoczyło. Austria i Włochy zostały odzyskane, ale znów się chwieją. Podobnie jak Francja, Holandia, USA, Anglia i Czechy. Jakoś się trzymają Niemcy i Skandynawia, ale i tam fala rośnie.

Dobrze to nie wygląda. Zwłaszcza z punktu widzenia tych, którzy są dumni z tego, jak nasz świat dotąd wyglądał, bo go współtworzyli lub dobrze się w nim czuli. Sądząc po sytuacji dzisiejszej, pod ładnie wyglądającą powierzchnią, coś złego, a niezauważonego, musiało się dziać od dawna. Fakt, że to, co działo się pod powierzchnią, tak wielu mądrym ludziom tak długo umykało, niestety, kwestionuje ich mądrość. Trudno to przyznać, ale trzeba.

W każdym kraju wygląda to inaczej. W Anglii populizm jest secesjonistyczny. We Francji – islamofobiczny. W Ameryce – izolacjonistyczny. W Polsce – tradycjonalistyczny. W Austrii – ksenofobiczny. Na Węgrzech – nacjonalistyczny. W Grecji – antyrynkowy. W Hiszpanii – antypartyjny. Wszędzie populistyczne wątki jakoś się przeplatają, ale jeden napędza dynamikę, a inne go wspomagają. Różnice wynikają z tradycji i słabości lokalnych elit.

Bezlik odmian populizmu łączą liczne cechy wspólne.

Po pierwsze, antyelitarność lub antyestablishmentowość. Populiści zawsze twierdzą, że elity (lub elity władzy – czyli establishment) zdradziły społeczeństwo (wyborców, naród, prostych ludzi) i dbają tylko o swoje interesy. Nawet rządząc, przemawiają w imieniu prostych ludzi przeciw możnym, bogatym, uprzywilejowanym. „Przywileje” to kluczowe słowo ich retoryki. Wymiana elity to podstawowy postulat.

Po drugie, populiści odrzucają obowiązujący porządek (prawo, instytucje), bo uważają, że służy on elitom, które go stworzyły. Na drodze do mglistego „dobrego porządku” zwykle akceptują „chwilowy nieporządek” – prawny, gospodarczy, instytucjonalny – „przejściowo” kontrolowany przez władzę silnej ręki. Jest to ręka otoczonego kultem zbawcy, wodza, prezesa.

Po trzecie, populiści odrzucają dorobek poprzednich elit – ich wiedzę, argumenty, pewniki. W formie radykalnej – palą książki. W łagodnej – postponują ich treść i autorów, arbitralnie ustanawiając nowe autorytety. Miejsce wiedzy w ich dyskursie zajmują tezy oparte nie na dowodach lub ugruntowanych poglądach, ale na sile wyrażanych przekonań.

Po czwarte, atomową bronią populizmu jest uwolniona z pęt racjonalności retoryczna ekspresja, która stwierdza, co chce, i niczego nie dowodzi. Zamiast potwierdzonych statystycznie dowodów wystarczą anegdoty. Jeśli minister lub związkowiec ukradnie, to znaczy, że politycy lub związkowcy kradną. Gdy uchodźca zgwałci, to dowód, że uchodźcy gwałcą.

Po piąte, populistyczne recepty obiecują zastąpienie realnego, ułomnego świata światem idealnym. Stworzenie raju na ziemi jest proste. Starczy usunąć zakałę lub oddać władzę dobrze wiadomo komu, by wszystko rozkwitło.

Po szóste, w populistycznej narracji zawsze są jacyś „oni” – wróg, który wszystko psuje. To może być uchodźca, Żyd, homo sovieticus, kapitalista, roszczeniowy pracownik (związkowiec), globalny finansista, lewak, gnuśny chłop, spekulant, Niemiec, Rosjanin, kosmopolita, muzułmanin, państwo (zbyt silne lub słabe), partie, komuchy, agenci – zależnie od warunków i ideologicznych skłonności. Wróg jest spersonalizowany – ma imiona, nazwiska i adresy, pod które przychodzą agenci, gdy populiści zdobywają władzę.

Po siódme, populizm przekracza tradycyjne ideologiczne podziały. Podobnie jak powstania, terroryzm i spiski, może być prawicowy, lewicowy, liberalny, narodowy, konserwatywny lub socjalistyczny – zależnie od tego, co zdaniem populisty populus (lud) chce usłyszeć. Może też wedle potrzeb lub skłonności łączyć ideologiczne klocki, tworząc logicznie niemożliwe hybrydy – narodowy liberalizm (Kukiz’15), socjalistyczny konserwatyzm (PiS), liberalny socjalizm (Wałęsa), narodowy socjalizm (wiadomo) itp.

Po ósme, kluczem do populistycznej wizji świata jest wola. Nie możliwości, współzależności, realia. Populista wyraża marzenia, intencje, aspiracje. Mają się one spełnić mocą jego intencji i swojej (zdaniem populisty) słuszności. Jedne „prawa fizyki” (ekonomii, logiki, arytmetyki, historii) zostają unieważnione, a inne są absolutyzowane. Drzewa mogą rosnąć korzeniami do góry lub wcale nie rosnąć – „tak ma być”.

Po dziewiąte, populizm jest stopniowalny. Może częściowo uwzględniać rozmaite realia i normy (jak u Kaczyńskiego), bujać w odległych kosmosach (jak u Korwin-Mikkego lub Macierewicza) lub być tylko narzędziem zdobywania poparcia przez polityków z grubsza głównego nurtu (jak u Millera i Tuska). Ale każdy populista (takż...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]