POLITYKA

Niedziela, 26 marca 2017

Polityka - nr 43 (2728) z dnia 2009-10-24; s. 30-35

Raport

Cezary ŁazarewiczPiotr Pytlakowski

Służby na długiej smyczy

Odwołanie szefa CBA to dobry moment, aby zastanowić się, jak powinien w Polsce funkcjonować system służb specjalnych. Ile ich jest potrzebnych i do czego, zwłaszcza że kosztują nas w sumie grubo ponad 1 mld zł rocznie i zatrudniają aż 10 tys. funkcjonariuszy. Nie licząc agentów.

Dymisja Mariusza Kamińskiego nie likwiduje problemu CBA. Wiele działań byłego szefa Biura wynikało ze złej ustawy, czyli z grzechu założycielskiego, do którego dołożyła się także Platforma Obywatelska. CBA od początku było pomyślane jako służba polityczna, wyjątkowa, z ideologiczną misją, i pod takie potrzeby skonstruowano przepisy.

Dlatego samo ulokowanie tam nowych ludzi, a zostawienie bez zmian struktury i zasad działania grozi wewnętrznym konfliktem „starych z nowymi”, kolejnymi przeciekami i oczywistymi zarzutami, że Biuro jest łagodne wobec ludzi władzy. Mechanizm produkowania politycznych afer przez i wokół CBA trudno będzie wyłączyć. Problem degenerowania się służb specjalnych dotyczy, oczywiście, nie tylko CBA, które jednak skupiło w sobie w wyjątkowym stopniu wszystkie negatywne zjawiska.

Już sama definicja, co jest służbą specjalną, sprawia kłopoty. Przyjęto, że podstawowym kryterium są szczególne uprawnienia tych formacji. Uznano więc, że służba specjalna to taka, która prowadzi działania operacyjno-rozpoznawcze. Wewnątrz kraju o charakterze niejawnym, poza granicami – tajne.

Służby z zasady są tajemnicze. Śledzą, podsłuchują, prowokują i wyłapują. Korzystają z tajnych współpracowników. Funkcjonariusze działający pod przykryciem podszywają się pod inne osoby, raz mogą być biznesmenami, raz gangsterami. Pozwala im na to prawo. Mogą fałszować dokumenty tożsamości, wręczać łapówki, ba, nawet włamywać się do cudzego domu, aby zainstalować swoje mikrofony i kamery. To rodzi ogromne ryzyko – ale także pokusę – przekraczania, niewyraźnie narysowanych, granic prawa.

Agenci CBA, jak pamiętamy, sfałszowali podpis urzędującego wójta gminy Mrągowo, a to jest nielegalne. Jeśli już, to powinni stworzyć postać fikcyjnego samorządowca i podpisać się jego fikcyjnym nazwiskiem. Po Polsce wędrują przebierańcy ze służb specjalnych, jak legendarny już piękny Tomek w roli amanta, i uganiają się za sukcesem. Oplatają kraj jak gęsta sieć. Czasem tak gęsta, że sami się w nią zaplątują.

Dlatego tak ważne jest ustalenie tego, co wolno takim funkcjonariuszom, gdzie jest granica działań operacyjnych w warunkach pokoju, poza którą dobro chronione już nie równoważy rozmaitych strat obywateli. Także utraty zaufania do państwa. O tej filozofii służb mówi się rzadko, zbyt łatwo uznając uprawnienia takich instytucji za oczywiste. Ale dzisiaj, kiedy próbujemy podnosić standardy życia publicznego, warto te pozorne oczywistości poddawać weryfikacji. Służby chcą te tendencje do zwiększenia jawności i kontroli puszczać bokiem, ale nie należy im tego ułatwiać. Zwłaszcza że to imperium ma stałą, naturalną skłonność do rozrastania się.

Ciało fasadowe

Na liście polskich służb specjalnych wylicza się już dwanaście instytucji (formacji, „firm” – jak mówią funkcjonariusze), a w kolejce czekają kolejne. Trzy od razu można z tej grupy wyłączyć: BOR, Służbę Celną i Służbę Więzienną. Mają uprawnienia szczególne, ale akurat nie do prowadzenia działań operacyjno-rozpoznawczych. Pozostaje więc dziewięć służb: Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW), Agencja Wywiadu (AW), Służba Kontrwywiadu Wojskowego (SKW), Służba Wywiadu Wojskowego (SWW), Centralne Biuro Antykorupcyjne (CBA), Policja, Żandarmeria Wojskowa, Wywiad Skarbowy i Straż Graniczna.

Prawdziwą elitę stanowi pierwsza piątka z tej wyliczanki. Narodziły się, według Krzysztofa Kozłowskiego, pierwszego niekomunistycznego ministra spraw wewnętrznych za czasów rządu Tadeusza Mazowieckiego, nie z rzeczywistego zapotrzebowania, ale politycznych ambicji partii, które fundowały sobie nowe supertajne agencje i biura w nagrodę za sukcesy wyborcze. – Jest w politykach złudne przekonanie, że do rządzenia, oprócz telewizji, potrzebne im są również własne służby specjalne – mówi. Praca w takiej służbie dodaje nie tylko prestiżu. Wyższe pensje, emerytura po 15 latach, dodatki za niebezpieczną pracę – jest o co powalczyć. To atrakcyjne miejsca pracy.

Najwyższa Izba Kontroli, która w 2005 r. próbowała ocenić organizację służb specjalnych i nadzór nad nimi, tak podsumowała: „NIK nie miała możliwości przeprowadzenia kontroli sposobu uregulowania zasad i dokumentowania czynności operacyjno-rozpoznawczych i analityczno-informacyjnych w ABW i AW z uwagi na odmowę przedłożenia do kontroli stosownych dokumentów i wyjaśnień przez Szefa ABW i Szefa AW”. Nie przedłożyli i nie wyjaśniali, bo – jak tłumaczyli – nie pozwalają im na to ustawy o ich służbach i instrukcje wewnętrzne. – Traktują te instrukcje jako parawan dla obchodzenia przepisów – mówi emerytowany oficer ABW.

Krzysztof Kozłowski (za jego czasów Urząd Ochrony Państwa, powstały na gruzach dawnej SB, podlegał resortowi spraw wewnętrznych) mówi, że z chwilą podporządkowania służb premierowi nastąpiła ich nobilitacja, ale jednocześnie wyzwoliły się one spod kontroli. – Premier nie ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Etaty i budżety służb

Marek Henzler

Największą (jeśli chodzi o liczbę etatów) służbą specjalną jest Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, dla której w 2009 r. zaplanowano 5490 etatów. Pozostałe cztery służby w sumie mają ich mniej niż ABW (AW – 1034, CBA – 1000, SKW – 1100, SWW – 549, Wywiad Skarbowy – 363). Zapewne z tego powodu tylko szef ABW, jako jedyny szef tajnej służby, znalazł się w wykazie osób zajmujących kierownicze stanowisko państwowe, z wynagrodzeniem na ten rok w wysokości 204 tys. zł. Limit etatów dla służb zazwyczaj nie pokrywa się z faktyczną liczbą zatrudnionych funkcjonariuszy i pracowników cywilnych. Na jego podstawie nalicza się środki na płace dla funkcjonariuszy i te z „zaoszczędzonych” etatów zazwyczaj idą ma podwyżki uposażeń już zatrudnionych agentów. Niektóre służby dopiero prowadzą intensywny nabór kadr, np. 31 marca br. w CBA pracowało 808 funkcjonariuszy i 51 pracowników cywilnych (limit to 1000 etatów). Pięć naszych służb specjalnych w sumie ma 9173 etaty i ich liczba rośnie – w 2010 r. dodatkowe 97 ma otrzymać SKW i SWW. Budżet (ogólny) tajnych służb jest jawny. Tu także potentatem jest ABW, której w tegorocznej ustawie budżetowej (przy jej nowelizacji służby dotknęły ok. 5-proc. cięcia) przyznano 499,6 mln zł. Dalej mamy Służbę Kontrwywiadu Wojskowego – 137 mln zł, Agencję Wywiadu – 134,9 mln zł, CBA – 104,9 mln zł i Służbę Wywiadu Wojskowego – 89,2 mln zł. Tylko na te pięć służb podatnicy wyłożą 965,6 mln zł. I zapewne znów drugie tyle na tajne operacje policji, SG, ŻW i wywiadu skarbowego. W projekcie ustawy budżetowej na 2010 r. dla tej tajnej służby fiskusa zaplanowano 40,3 mln zł na „dostarczanie informacji na potrzeby bezpieczeństwa finansowego państwa”. Służby specjalne nie chwalą się też wysokością funduszu operacyjnego. W 2008 r. CBA na tym koncie miała 12 mln zł. W br. kwotę tę obcięto do 6,3 mln zł. Wywiad Skarbowy dysponuje 250 tys. zł. Z oficjalnych źródeł wiemy też, że fundusz operacyjny SWW w 2009 r. wynosi 12,1 mln zł, SKW – 1 mln zł i Żandarmerii Wojskowej – 1,25 mln zł. Jest to zdecydowanie mniej niż choćby w 2007 r. i 2008 r., kiedy to SWW z konta FO wydała 16,3 mln zł i 23,2 mln zł, a SKW – odpowiednio 41,7 mln zł i 2,7 mln zł. Czy da się jakoś wytłumaczyć tak wielkie różnice w wydatkach z FO w wojskowych służbach? Zapewne ma to związek z tym, iż w 2007 r. mocno jeszcze byliśmy zaangażowani w wojnę w Iraku, że w 2007 r. służby te wykorzystywano nawet do tajnych operacji na „cywilnym” froncie (choćby w sprawie doktora G. z warszawskiego szpitala MSWiA). Okazuje się też, że wojskowe służby nie tylko tropią szpiegów i zdobywają informacje o potencjalnych przeciwnikach. Robią też zakupy na rynku broni. W ub.r. kupowały m.in. sprzęt radiowy dla naszych kontyngentów w Afganistanie i Iraku. „Wydatki zrealizowała Służba Kontrwywiadu Wojskowego w wysokości 20 121,8 tys. zł” – podaje jeden z ostatnich raportów NIK. Tajemnicze operacje wykonywano też z funduszem operacyjnym SWW. W ubiegłorocznej ustawie budżetowej jego wysokość zaplanowano na kwotę 12,1 mln zł, potem powiększono ją do 32,2 mln zł, a ostatecznie wydano 23,2 mln zł.

Marek Henzler