POLITYKA

Poniedziałek, 27 marca 2017

Polityka - nr 25 (2710) z dnia 2009-06-20; s. 80-86

Przewodnik / Przewodnik wakacyjny

Piotr Sarzyński

Smaki Europy

Już po raz szósty podpowiadamy, gdzie – poza plażą, muzeami i zabytkami – warto szukać w czasie urlopów dodatkowych wrażeń. W tym roku proponujemy coś zdecydowanie bardziej dla ciała niż ducha.

Kiedy Rachida Dati, francuska minister sprawiedliwości, wróciła do pracy pięć dni po porodzie, zaatakowały ją i francuskie feministki, i stowarzyszenia obrońców rodziny. Pierwsze zarzuciły jej podporządkowanie się seksistowskim wymaganiom prezydenta Sarkozy’ego, a drugie karierowiczostwo.

Feministki nie darzą specjalną sympatią czterdziestoletniej pani minister – zbyt efektownej jak na ich gust, chociaż ze względu na pochodzenie i wytrwałość w pokonywaniu kolejnych szczebli kariery mogłaby stać się z powodzeniem ich ikoną. W ciągu ostatnich 20 lat ruch feministyczny nad Sekwaną bardzo się zmienił.

Z dawnych, radykalnych tendencji lat 70. XX w., reprezentowanych przez Monique Wittig, Antoinette Fouque i Josiane Chanel, założycielki Ruchu Wyzwolenia Kobiet (MLF), pozostało jedynie wspomnienie legislacyjnych i socjalnych osiągnięć. Ich symbole to ustawa Veil (1975 r.), zezwalająca na legalne przerywanie ciąży, pierwsza ustawa skierowana przeciwko seksizmowi (1983 r.), prawo zakazujące molestowania seksualnego (1992 r.) czy ustawa o parytecie, zwiększająca obowiązkowo liczbę kobiet na partyjnych listach wyborczych (2002 r.).

Francja, chętnie dająca lekcje innym narodom i uchodząca za ojczyznę praw człowieka, bynajmniej nie paliła się do przyznania ich piękniejszej części populacji. Kobiety, uznawane przez Kodeks Napoleona (1804 r.) za istoty nieodpowiedzialne i wiecznie niepełnoletnie, pozostawały tu pod stałą kuratelą ojców i mężów. Francuzki otrzymały prawo głosu dopiero w 1944 r. (Australijki w 1895 r., Polki w 1918 r.), a na możliwość posiadania własnego rachunku bankowego, książeczki czekowej i podejmowania pracy bez zgody męża musiały czekać aż do... 1966 r.!

Było więc o co walczyć i hasła MLF „Nie wyzwalaj mnie, sama się tym zajmę” czy słynna maksyma „Nasze ciało należy do nas” zdeterminowały mentalność całego pokolenia współczesnych sufrażystek, odrzucających wieki patriarchatu jednym prowokującym pytaniem: „Jestem kobietą, dlaczego nie wy?”. MLF i poprzedzające go lewicujące ugrupowanie uosabiały linię radykalną. Z biegiem lat, liberalizacji gospodarki i kolejnych zwycięstw w ruchu feministycznym kobiety stały się coraz bardziej otwarte na kompromis. Powstałe w 2003 r. stowarzyszenie Nie Kurwy i Nie Niewolnice Fadeli Amary (odpowiedzialnej za problemy przedmieść w rządzie Sarkozy’ego) koncentrowało się już głównie na dyskryminacji społecznej, obyczajowej i etnicznej młodych kobiet.

– Zajmujemy się konkretnymi problemami życiowymi – mówi Asma Guenifi, wiceprzewodnicząca ruchu – i jesteśmy świadome, że droga do wyzwolenia kobiet prowadzi przez wykształcenie. Kwestiami legislacyjnymi zajęły się bojowniczki organizacji Suki Obronne, zarejestrowanej w 1999 r. w ramach reakcji na agresywny, machistowski klimat panujący we francuskim życiu politycznym. Czy kraj, w którym wita się minister i przyszłą premier Edith Cresson plakatem „Mamy nadzieję, że jesteś lepsza w łóżku niż w ministerstwie”, może uważać problem równości damsko-męskiej za rozwiązany? Na pewno nie.

Czy feminizm jest wciąż żywy? Pytanie to zadał czytelnikom tygodnik „Nouvel Observateur”, za nim poszły pisma kobiece. Z otrzymanych odpowiedzi wyłania się zróżnicowany obraz Francji, wyraźnie uwarunkowany przynależnością pokoleniową. Podobne wrażenie odnosi się, wertując pozycje wydawnicze, które są nośnikami poglądów adekwatnych do wieku i sytuacji życiowej ich autorek. Nigdy jeszcze nad Sekwaną gdzie 5 mln kobiet żyje samotnie, co druga para rozwodzi się, ale równocześnie przychodzi na świat dużo dzieci (niemal najwięcej w Europie: 12,73 narodzin na tysiąc osób, Polska z 10,01 proc. zajmuje 16 miejsce) przepaść między pokoleniami nie była tak wyraźna.

Po siedemdziesiątce nie dyskutuje się o feminizmie, chyba że jest się jedną z aktywistek-założycielek ruchu. Dyskutuje się o przypadłościach wieku i o mężczyznach, którzy odchodzą (w grupie tej na 6,6 mężczyzn przypada 10,6 kobiet). Marie (troje dzieci, pięcioro wnuków) będzie obchodzić w tym roku 56 rocznicę ślubu. Nigdy nie pracowała, rodzinę utrzymywał mąż. Nie pił, nie krzyczał, majsterkował, przynosił dobrą pensję i zabierał ją na wakacje. To on był domowym autorytetem, Marie robiła to, co zechciał – prała, myła, prasowała. Czy nie żałuje życia spędzonego na krzątaniu się po domu? Nie, bo to było dobre życie, z miłością i wzajemnym szacunkiem. – Gaston zawsze bardzo się mną opiekował, pocieszał. Feminizm? – Feminizm nie był mi potrzebny, miałam to, co chciałam – ciepły dom – mówi Marie. Mogłaby być pierwowzorem postaci matki z „Villa Amalia” – ostatniego filmu Benoît Jacquota z Isabelle Huppert w roli kobiety porzucającej swoje dotychczasowe życie – cicha, z ciepłym, trochę bezradnym uśmiechem spogląda na świat z pełną wyrozumiałości pogodą.

Nie wszystkie osoby w jej wieku są jednak pogodzone z rzeczywistością. Feministka Benoîte Groult pisała w książce „Oby się stała”: „Wszystkim, którzy żyją iluzją, że cykl ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Top ten

Najciekawsze letnie imprezy kulinarne i okołokulinarne w Europie:

Europejski Festiwal Żywności
(Strasburg, 2–12.07)
. Niemal dwutygodniowe popisy rzeźników, piekarzy, cukierników, kucharzy, ale też winiarzy i browarników z całej Europy. Z efektowną paradą kulinarnych cechów i z dumnym hasłem przewodnim: „Żywność źródłem tożsamości kulturowej”.

Festiwal Czekolady
(Bludenz, Austria, 11.07)
. Słodycz leje się ze wszystkich stron. Są konkursy (m.in. do wygrania tona czekolady), pochody, zabawy. W zeszłym roku organizowaną po raz 26 imprezę odwiedziło 30 tys. osób.

Les petites Fetes de Dionysos
(Arbois we Francji, 2–5.07)
. Impreza w harmonijny i naturalny sposób łącząca literaturę z degustacją win. To spotkania z pisarzami, tzw. literackie spacery, aktorzy czytający wiersze i fragmenty powieści, a wszystko przy kieliszku (lub dwóch) zacnych francuskich trunków.

Cherry Festival
(Brogdale Farm, Faversham w Wlk. Brytanii)
. Niezwykłe miejsce – jedna z największych farm owocowych na świecie (64 hektary). A na niej ponad 3500 gatunków i odmian owoców. Od trzech lat tę rządową placówkę można zwiedzać na specjalnych festiwalach poświęconych poszczególnym owocom. Tego lata: czereśniom (11–12.07) oraz śliwkom (16.08). Nie tylko próbować surowych i przetworzonych, ale podziwiać sady, porozmawiać ze specjalistami, poznać sposoby przetwórstwa. Ku nauce i zabawie.

San Pellegrino Cooking Cup
(Wenecja, na przełomie czerwca i lipca)
. Dziwne zawody, łączące gotowanie i... żeglowanie. 60 ekip rywalizuje ze sobą przed południem pod żaglami, a po południu – w kuchni. Finał: na placu Świętego Marka.

Omlet gigant
(Malmedy, Belgia, 15.08)
. Małe miasteczko, ale omlet gigant: usmażony z 10 tys. jaj na specjalnej patelni o powierzchni 4 m kw. No, a później zbiorowa degustacja i zabawa.

Festiwal podróży kulinarnych
(Austria, Graz i okolice, połowa czerwca)
. Piętnastu słynnych kucharzy, ściągniętych z całego świata, szykuje przez tydzień potrawy na bazie regionalnych produktów Styrii.

Festiwal Pierogów w Krakowie
(połowa sierpnia)
. Polski wkład w myśl kulinarną Starego Kontynentu. Ma wprawdzie konkurencję w podobnych imprezach w Lublinie i Gdańsku, ale ten pod Wawelem zdecydowanie najlepiej się reklamuje (trafił nawet do europejskich informatorów). W ubiegłym roku zjedzono na nim 180 tys. pierogów.

Mistrzostwa Puszystych
(Forcoli we Włoszech 25.07)
. 21 już edycja imprezy będącej raczej przestrogą przed zbyt gorliwym uczestnictwem w festiwalach kulinarnych. Nagrody rozdawane są w 10 różnych kategoriach (mister i miss wdzięku, elegancji, urody itd). Oraz w najważniejszej, kategorii open, w której w ubiegłym roku wygrali Ben z Bolonii (242 kg) oraz Susanna z Ferrary (156 kg). Jest wesoło i bardzo pucułowato.

Tomatina
(Bunol w Hiszpanii, 26.08)
. Jedyny festiwal polegający nie na konsumowaniu, ale niszczeniu jedzenia, czyli wielka bitwa na pomidory (użytych zostaje ponad 10 ton tych warzyw). Marnotrawstwo ogromne, zabawa – jeszcze większa.

Załączniki

  • Mapa

    Mapa - [rys.] JR

  • Mapa

    Mapa - [rys.] JR

  • Mapa

    Mapa - [rys.] JR