POLITYKA

Poniedziałek, 23 października 2017

Polityka - nr 44 (2729) z dnia 2009-10-31; s. 68-69

Historia

Wiesław Władyka

Spowiedź niedokończona

Rozmowy z Mieczysławem F. Rakowskim to znakomite uzupełnienie znanych już „Dzienników”. Dzięki wielu wymuszonym przez autorów dygresjom MFR wchodzi w rejony wcześniej nieodkrywane.

Rok temu pożegnaliśmy Mieczysława F. Rakowskiego, wieloletniego redaktora naczelnego „Polityki”, twórcę jej sukcesów w latach 60. i 70., ale też ostatniego premiera PRL i ostatniego pierwszego sekretarza KC PZPR. W ciągu kilku miesięcy przed śmiercią Rakowskiego Jan Ordyński, znany dziennikarz, oraz Henryk Szlajfer, profesor i dyplomata, przeprowadzili z nim kilkanaście rozmów, które teraz w postaci książki udostępnili czytelnikom.

Jak sami piszą, nie zdążyli swojego planu zrealizować w całości, niektóre wątki były omówione pełniej, niektóre ledwie naszkicowane, a wielu nie zdążyli nawet dotknąć. Niewątpliwie potrafili ze swoim rozmówcą złapać dobry kontakt i wydobyć wiele cennych, a nieznanych wcześniej relacji, szczerych spowiedzi, a też często pikantnych drobiazgów i szczegółów. Pozostając z MFR w bezpośredniej i zażyłej relacji – rozmowa prowadzona jest na „ty” – jednocześnie ustawiali się wobec niego w kontrze (stąd chyba tytuł książki „Nie bądźcie moimi sędziami”). Na marginesie, Henryk Szlajfer ma biografię komandosa, zaświadczoną usunięciem w marcu 1968 r. z Uniwersytetu Warszawskiego wraz z Adamem Michnikiem, co było bezpośrednim powodem osławionego wiecu studentów przed biblioteką tejże uczelni 8 marca.

Dla czytelnika średnio zorientowanego we współczesnej, aczkolwiek już minionej historii Polski, ta spowiedź Redaktora, sięgająca czasów przedwojennych i wojennych, potem pierwszego dziesięciolecia PRL, zachowuje swoją fabularną atrakcyjność, znakomicie pokazuje trudne i straszne warunki tamtych czasów i wpleciony w nie los dorastającego i wyrastającego ponad przeciętność syna chłopskiego z Wielkopolski (choć sam podkreśla, że był synem rolnika, a nie chłopa).

Tę opowieść już słyszeliśmy od samego Rakowskiego, niemniej dzięki zastosowanej formie nabiera ona dodatkowej ekspresji. A tu siostra, a tu ciotka, a oto ojciec, który na wieść, że urodził się mu syn, dwa dni fetował poza domem.

Do tej wstępnej części książki należy także relacja, jak Rakowski wchodził w nową Polskę po 1945 r., jak się z nią utożsamiał i jak chciał jej służyć. Czy to w wojsku, w którym w przyspieszonym tempie zrobił maturę, a potem został oficerem politycznym, czy na studiach w specjalnej placówce kształcącej janczarów komunistycznych, tzw. Instytucie Kształcenia Kadr Naukowych, czy wreszcie w centralnym aparacie partyjnym, skąd w lutym 1957 r. przeszedł do utworzonej właśnie „Polityki”.

I w tym momencie zaczyna się, można powiedzieć, publiczny życiorys Mieczysława F. Rakowskiego. „Polityka” została powołana przez Gomułkę w celu zatrzymania rewolucji październikowej w 1956 r. i wyznaczenia „porcji wolności”, by posłużyć się znanym określeniem Jakuba Karpińskiego. Była redagowana przez wysokich funkcjonariuszy partyjnych, a jej głównym wrogiem był zrewoltowany tygodnik „Po prostu”, jesienią 1957 r. ostatecznie rozwiązany decyzją samego Gomułki. „Polityka” nie miała zatem u zarania chwalebnej karty, a Rakowski z towarzyszami robił politrucką robotę. Zresztą zabawne, gdy przypomina sobie, że od razu doszło do starcia z „Po prostu”, które jakoby zaatakowało „Politykę” tekstem „Wyjąć konserwę z puszki”.

Zabawne dlatego, że tekst ten, którego współautorem był Jerzy Urban, później bliski współpracownik i przyjaciel Rakowskiego, nie tylko w redakcji, a także w polityce przez małe „p”, ukazał się dobrze ponad miesiąc przed pierwszym numerem „Polityki”. Atakował on konserwę, ale w aparacie partyjnym, a nie konkretne pismo, które jeszcze przecież nie istniało, choć zapewne pracownik Komitetu Centralnego, jakim był jeszcze wówczas w styczniu 1957 r. Rakowski, poczuł się osobiście dotknięty i to mu w pamięci zostało. Może dlatego, że czuł się jeszcze przez jakiś czas bardziej częścią aparatu, a nie redaktorem.

A potem dokonał się cud, narodził się Redaktor. Z redakcji odszedł Stefan Żółkiewski, pierwszy naczelny, którego zastąpił Mieczysław F. Rakowski i który w ciągu kilku lat nie tylko wyprowadził swoje pismo na pierwsze miejsce spośród polskich tygodników, ale wręcz stworzył własną szkołę redagowania, wybierania tematów, rozmawiania z czytelnikami. Ta historia jest opisana, także przez samego Rakowskiego, zwłaszcza w jego wielotomowych, bezcennych informacyjnie „Dziennikach politycznych”. W książce znajdujemy interesujące uzupełnienia do faktów już znanych, charakterystyki postaci, ponowne powroty do dziejów „Polityki” w Marcu 1968 r., niezwykle dramatycznych, ale też wyjątkowo chwalebnych, zwłaszcza na tle wielu innych pism i redakcji.

Aparat, partia, sekretarze, polityka – to teraz w opowieści Redaktora są byty i fantomy, z którymi obcuje, ale już z innych pozycji, niemniej zawsze gdzieś blisko dworów władzy i w gabinetach najbardziej prominentnych działaczy. Prowadzi swoje pismo przez meandry polityki, ale też wywiera na nią wpływ ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]