POLITYKA

Piątek, 22 września 2017

Polityka - nr 18 (2703) z dnia 2009-05-02; s. 108-109

Świat

Tadeusz Olszański

Sprawdzian dla Madziara

Nowy premier Węgier Gordon Bajnai jest w sytuacji trudniejszej niż jego poprzednicy. Im nie zwalało się na głowę tyle problemów i konfliktów naraz.

Bajnai nie ma wiele czasu – zaledwie rok do następnych wyborów parlamentarnych, oczywiście jeśli nie zostanie wcześniej obalony przez opozycję lub ulicę. Jedno wszakże jest pewne: nie będzie gorszy od poprzednika, Ferenca Gyurcsanya.

Ten ostatni uciekł przed odpowiedzialnością za fatalną sytuację ekonomiczną Węgier, składając pod koniec marca dymisję. Był pierwszym szefem rządu, któremu na demokratycznych Węgrzech udało się wywalczyć drugą kadencję dla Węgierskiej Partii Socjalistycznej. Za cenę kłamstw w kampanii wyborczej, potem ujawnionych w przemówieniu na zamkniętej konwencji posłów WPS. Szybko to przedostało się do mediów, a zaraz potem polityka przeniosła się na ulice Budapesztu. Nawet sprzyjające lewicy media z ulgą przyjęły ustąpienie Gyurcsanyego i przypominają, że w wyniku jego samobójczego przemówienia w Budapeszcie pojawiły się barykady, podpalono siedzibę publicznej telewizji i nie udało się przeprowadzić żadnych znaczących reform.

Mimo tej krytyki Gyurcsany został ponownie wybrany na przewodniczącego partii przewagą aż 85 proc. głosów. Zaakceptowano też wysuniętego przez niego kandydata na nowego szefa rządu – 41-letniego Gordona Bajnaia, który na zasadzie konstruktywnego wotum nieufności, popartego przez Wolnych Demokratów, został siódmym premierem demokratycznych Węgier. Wygląda na to, że Gyurcsany nadal, z tylnej ławy, będzie kierował rządem i dlatego postawił na współpracującego z nim od lat Bajnaia.

Kim jest nowy premier? Był jednym z dwóch bezpartyjnych ministrów w rządzie Gyurcsanya, w którym od maja 2008 r. kierował resortem rozwoju regionalnego, a następnie gospodarki. Przedtem działał w biznesie. Z Gyurcsanyim poznał się na studiach na budapeszteński Uniwersytecie Ekonomicznym. Wystąpił z socjalistycznej młodzieżówki, założył Niezależną Organizację Studencką i w 1987 r. zorganizował bojkot akademickich stołówek, co jak na owe czasy było czymś zupełnie niezwykłym. Praktykował w londyńskim EBOR. Miał 27 lat, kiedy został dyrektorem zarządzającym firmy maklerskiej CA-IB. Potem trafiał do zarządów wielu znaczących spółek i przedsiębiorstw. Nie jest specjalnie lubiany przez posłów WPS. Jednak postawiono na niego, aby posprzątał to, z czym nie mogli uporać się socjaliści. Ktoś musi ciąć uposażenia, emerytury, wydatki socjalne.

Wiele wskazuje, że nowy rząd przetrwa do końca kadencji, a więc do wiosny 2010 r. Rozkołysana ulica, nim jeszcze Bajnai objął urząd, zaczęła domagać się jego odejścia. Kiedy go wybierano, na placu pod parlamentem demonstrował kilkunastotysięczny tłum. Miała to być pokojowa demonstracja, zwołana przez stowarzyszenia. Z miejsca jednak włączyli się skinheadzi i znów doszło do bitwy z policją, kilkanaście osób zostało rannych. W tłumie pod parlamentem bezradnie błąkało się też 60 przerażonych gęsi. Przynieśli je demonstranci, bo z życiorysu Bajnaia pamiętają, że przyczynił się do bankructwa 60 ferm gęsi tuczonych na eksport wątróbek, co jest węgierską specjalnością eksportową. Jednak w życiorysie premiera jest również inny – sportowy – epizod. Podobnie jak Gyurcsany czy Orban grał w piłkę nożną, przez kilka lat był bramkarzem A-klasowej drużyny Epitok z dzielnicy Ferencvaros. I już jako premier w jednym z pierwszych wywiadów powiedział: Będę grał fair. Bramkarz nie może oszukiwać!

Od pięciu lat Węgrów we własnym kraju jest już mniej niż 10 mln. Od połowy lat 80. gwałtownie zaczął spadać przyrost naturalny, ostatnio rodzi się co roku o 30–40 tys. Węgrów mniej, niż umiera. Niż demograficzny przybrał tak dramatyczny poziom, że za 20 lat będzie ich już niecałe 9 mln i socjologowie mówią wręcz o wymieraniu narodu. Niezależnie od kryzysu gospodarczego niż demograficzny ma wpływ na stały spadek liczby pracujących. W styczniu br. na Węgrzech zatrudnionych było ok. 3,7 mln osób w wieku od 15 do 64 lat. O ponad 60 tys. mniej niż rok temu! To tylko nieco więcej niż połowa zdolnych do pracy. To oni utrzymują ponad 6 mln Węgrów, bo reszta, nawet jeśli pracuje w szarej strefie, to nie płaci podatków! Te proporcje stawiają Węgry na jednych z ostatnich miejsc w Europie.

Z demografii wynika też w dużej mierze nagły konflikt z Romami, z którymi przez lata żyło się Węgrom całkiem spokojnie. Madziarskie małżeństwa w połowie są bezdzietne, romskie mają nawet po 10 dzieci i żyją z państwowych zasiłków. W malejącym przyroście naturalnym Węgier gwałtownie zmieniają się więc proporcje na korzyść cygańskiej biedoty. W spisach ludności nie ma obowiązku podania, że jest się Romem. Oficjalnie więc jest na Węgrzech tylko ponad 400 tys. Romów. W rzeczywistości – dwukrotnie więcej.

To dwa, trzy lata temu, najpierw po cichu i głównie na wsi, zaczęto mó...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]