POLITYKA

Piątek, 20 października 2017

Polityka - nr 47 (2884) z dnia 2012-11-21; s. 90-93

Ludzie i style

Marta Sapała

Stać ich na mniej

Umówili się, że przez pół roku będą kupować tylko to, co niezbędne. Zaczęli 1 kwietnia, skończyli 30 września. Dobrowolnie ograniczyli konsumpcję. Co to zmieniło w ich życiu?

Sześć rodzin, dwoje singli, pojedyncza matka z córkami. Górny Mokotów, Ząbki, domy w Krakowie, Częstochowie i Reykjaviku, kawalerka we Wrocławiu, blokowisko w Skawinie, wieś niedaleko Białej Podlaskiej. Po odliczeniu rachunków i stałych zobowiązań mieli do dyspozycji od 600 do 6000 zł miesięcznie na gospodarstwo domowe. Każdy sam decydował, co jest dla niego niezbędne.

Lena (32 lata, mama dwójki dzieci, dorabia szyciem, zdarza się, że mają z mężem na życie 600 zł) już raz próbowała przeżyć miesiąc bez kupowania. Wytrwała siedem dni, teraz planuje przynajmniej osiem tygodni: – Nie robię zapasów. To byłoby oszustwo.

Agata i Gustaw (po trzydziestce, ona – inżynier środowiska, on – stolarz, 4800 zł na trójkę), zanim urodził się Antek, odkładali jedną całą wypłatę. Agacie na studiach zdarzało się przeżyć dwa tygodnie na ryżu z cebulą. Chce sprawdzić, czy po drodze jej z totalnym zakupowym minimalizmem.

Grażyna (37 lat, urzędniczka państwowa, 1500 zł na prawie pięcioosobową rodzinę, jest w 7 miesiącu ciąży) nie ma zamiaru z niczego rezygnować. Do sklepu i tak zagląda tylko po to, co niezbędne. Mąkę na chleb kupuje w młynie, mleko bierze od gospodarza, za jajka oddaje to, co udaje jej się wyhodować w ogrodzie.

Cel Przemysława (38 lat, copywriter, 6000 zł do dyspozycji) jest jasno określony: odłożyć jak najwięcej. Jego 60-letni rodzice znaleźli na Dolnym Śląsku dom marzeń. Przemek chce wziąć kredyt, żeby to marzenie się zrealizowało.

W przeddzień startu do Iwony z Reykjaviku (lat 28, przedszkolanka) dzwoni mąż Jarek (lat 34, kierowca). Głos mu drży: Dostałem właśnie esemesa od operatora. W ramach abonamentu mam prawo do zakupu iPada. Za pół ceny. Kupić? – Nie kupić. Chwilę po odłożeniu słuchawki Iwona zaczyna się łamać. Przecież po odliczeniu VAT iPad kosztowałby ćwierć sklepowej ceny!

Iwonie i Jarkowi po odjęciu stałych wydatków (m.in. ubezpieczenie, hipoteka, zadłużenie na trzech kartach kredytowych) zostaje na życie 140 tys. koron. Najtańszy bochenek chleba na Islandii kosztuje 300 koron.

Kwiecień: euforia

Zaczyna się od porządków. Aleksandra (32 lata, specjalistka w korporacji, ma ok. 3000 zł na życie) wynosi z sypialni siaty z ciuchami. Jeszcze w marcu przyszła do niej przyjaciółka stylistka. Przejrzały garderobę, odłożyły 80 proc. szmat, zostawiły niezbędną bazę, zrobiły listę masthewów, za którymi Aleksandra ma się niespiesznie rozglądać. Aleksandra trzyma listę w portfelu i dyscyplinuje się wewnętrznie, gdy codziennie przecina Galerię Mokotów, skracając sobie drogę do pracy. Na wystawie zauważyła już pozycję z listy: czarny trencz Hugo Bossa. Czeka na przecenę.

Torby lądują w bagażniku Volvo, Aleksandra jedzie do przyjaciółki Idy (32-letniej dziennikarki o nieregularnych dochodach, które przeznacza na siebie i dwie córki). Robi Idzie porządek w łazience, na kuchennym stole stawia plastikowe pudełko: – Na rachunki.

W ponad 100-metrowym mieszkaniu w poniemieckiej kamienicy, które Aneta (30-letnia redaktorka ze Szczecina, 2800 zł na czwórkę) zajmuje razem z mężem, synkiem i babcią, jeszcze kilka lat temu mieszkały trzy rodziny. Zostały po nich trzy meblościanki, trzy komplety wypchanej pierzem pościeli, firanek, zastawy stołowej z Włocławka, tysiące rzeczy. Aneta zaprasza sąsiadkę. Przez najbliższe tygodnie będzie rozdawać.

Wielkanoc już zaraz. Anna (25 lat, studentka psychologii, 1300 zł na trójkę) inwestuje 70 zł w mazurki, które wraz z ukraińskim mężem Wołodią zawożą do jego rodzinnego domu. Święta są spokojne; pierwszego dnia zasiadają do stołu z mnichami w monasterze, drugiego idą do lasu i ściągają sok z brzóz.

Jedzenie w kwietniu: Lena wydaje 509 zł, Anna i Wołodia – 667 zł, Iwona z Jarkiem – 42 950 koron (z tego 7250 pochłania jedzenie dla kota), Agata z Gustawem – 502,20 zł. Ida, mama dwóch córek, wydaje 436 zł, raz kupuje coca-colę – pozycję z Zakazanej Listy.

Maj: optymalizacja

Niekupowanie wydaje się proste, dopóki nie trzeba kogoś obdarować. Gdy Anna z Wołodią idą na ślub, owijają w bibułkę książkę zdjętą z półki. Wiedzą, że przyjaciele nie będą pytać o jej pochodzenie. Lena szyje dla siostry papucie, które wyglądają jak z kolekcji bieliźnianej sieciówki. Siostra rok wcześniej sprezentowała Lenie własnoręcznie zrobiony bon na kilka godzin opieki nad dwójką dzieci. Przemek siedzi wieczorami nad kolażem, który wykleja z gazetowych skrawków, a zamiast kupować butelkę wina u Mielżyńskiego, piecze ciasto. Znajomych nie dziwi jego kurs na ascezę. Wiedzą, co to minimalizm, downshifting, zrównoważony rozwój; branża reklamowa też się stara gospodarnie żyć.

Aleksandra przestaje zamawiać taksówki. Ida pożycza znajomym terenówkę – ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Dzień Bez Zakupów to jednodniowy protest konsumencki, którego idea narodziła się w 1992 r. w Meksyku i szybko się przeniosła – dzięki pomocy organizacji AdBusters – do USA, Kanady i Europy. W Europie obchodzi się go w ostatnią sobotę listopada, w tym roku 24 listopada.