POLITYKA

Piątek, 20 października 2017

Polityka - nr 30 (3120) z dnia 2017-07-26; s. 15-17

Temat tygodnia

Malwina Dziedzic

Stany opozycji

Ostatnie wydarzenia były nie tylko sprawdzianem dla obywateli, ale przede wszystkim stress testem opozycji. Co może przy władzy większościowej? Czy jest w stanie się zjednoczyć? I czy ma siłę pokonać PiS?

Grzegorz Schetyna powtarzał w ubiegłym tygodniu swoim posłom, że „trzeba wyjść ze słoika” (wymiennie używał słowa „akwarium”). Wyjść z Sejmu na ulice, być z ludźmi. To przede wszystkim tam aktywna miała być opozycja. W miastach, miasteczkach, na skrzykiwanych co rusz protestach przeciwko autorytarnym zapędom rządzących. Poprzedni, grudniowy kryzys parlamentarny pokazał, że przy władzy większościowej pole manewru opozycji jest ograniczone, a wszystkie działania obstrukcyjne mają znaczenie symboliczne.

W praktyce – górą zawsze będzie PiS, taką władzę dostał w 2015 r. Na wyłamanie się posłów z obozu rządzącego też nie ma co liczyć – Jarosław Gowin, choć ze skwaszoną miną, głosował za demontażem państwa prawa. PiS ma zresztą w odwodzie część kukizowców, posłów z kół Republikanów oraz Wolność i Solidarność (rozłamowcy Kukiz’15), a także kilku niezrzeszonych. Jest z czego dobierać. Wystarczy spojrzeć na wyniki głosowania ustawy zawłaszczającej Sąd Najwyższy – poza klubem PiS poparło ją jeszcze czterech posłów (WiS + 1 niezależny), a 23 się wstrzymało. To potencjalne zaplecze władzy. – Wysłali czytelny sygnał, że są w gotowości. PiS coś im obieca i będzie mógł liczyć na ich wsparcie – tłumaczą zgodnie politycy PO i N.

A jeszcze tydzień wcześniej, kiedy Sejm procedował ustawy o KRS i ustroju sądów powszechnych, wydawało się, że członkowie ruchu Kukiza chcą zerwać z łatą „opozycji koncesjonowanej”. Dołączyli przecież do posłów PO, N, PSL, UED i wyjęli swoje karty do głosowania (chodziło o to, aby zerwać kworum – jednak PiS się zabezpieczył, przekonując do udziału w głosowaniu członków kół). Nawet władze PO przyjęły to wówczas za dobrą monetę. Jednak w zachowaniu kukizowców trudno dostrzec konsekwencję i jakąś przemyślaną strategię. Niespełna tydzień później, kiedy PiS przepychał ustawę o SN, Paweł Kukiz pytany przez nas o to, jak się zachowa podczas tej bezpardonowej próby zamachu na Sąd Najwyższy, odpowiadał już w swoim stylu – atakiem na PO, żądaniem JOW i referendum odwoławczego. Czyli tradycyjnie. – Stoję po stronie obywateli, którzy nie mają zamiaru ani wychodzić na ulicę z tymi ludźmi, którzy tam się gromadzą, ani nie mają zamiaru zaakceptować jeszcze większego upartyjnienia sądów przez PiS – mówił, dodając: – Protestuję zgodnie z prawem, czyli głosując przeciw projektom PiS. Po ulicach biegałem w latach 80. Jednak wbrew temu, co deklarował, nie zagłosował przeciwko ustawie o SN, ale wstrzymał się od głosu. Podobnie postąpiło 19 innych posłów jego klubu.

Warto przy okazji zwrócić uwagę także na wymowne zachowanie sejmowej drobnicy. Przy ustawie o SN od głosu wstrzymała się też członkini koła Republikanów Anna Maria Siarkowska. Kilka godzin później, kiedy posłowie antypisowskiej opozycji udali się pod Pałac Prezydencki, aby domagać się od Andrzeja Dudy potrójnego weta, zaś w Sejmie po celowo przeciąganej przerwie wznowiono głosowania, siedząca na sali obrad Siarkowska dowcipkowała: „Głosujemy właśnie podczas nieobecności PO i N oraz większości PSL (poszli protestować). Na sali cisza, spokój i... jednomyślność ;)” [pis. oryg., Twitter]. Jej wpis celnie skomentował prowadzący prześmiewczy profil Piknik na skraju głupoty: „Pragnę nieśmiało zwrócić uwagę, że jednomyślność jest co prawda podstawą demokracji, ale wyłącznie tej »ludowej«”. Chwilę wcześniej na mównicę sejmową wszedł Robert Winnicki, narodowiec, który także dostał się do Sejmu z listy Kukiza (obecnie niezrzeszony): „Może by teraz na szybko jakieś prace nad konstytucją rozpocząć?” – pytał rozbawiony. „Tak jest!” – odkrzykiwał Dominik Tarczyński (PiS). Była przecież jednomyślność i wymagana połowa ustawowej liczby posłów.

Ciekawa jest też wolta Andżeliki Możdżanowskiej, która w przeddzień głosowania ustawy o SN opuściła PSL. Oficjalnie niezrzeszona, nieoficjalnie – coraz bliżej PiS. Jej byli koledzy z klubu utrzymują, że ma obiecane stanowisko w rządzie. I w nieparlamentarnych słowach wyrażają się o jej decyzji. Emocje są zrozumiałe – ostatnie dni były czasem próby i sprawdzianem przyzwoitości.

Łączony

Dlatego, mimo programowych różnic, personalnych niesnasek i dotychczasowej konkurencji, politycy opozycji – tej niekoncesjonowanej – zawiązali w ubiegłym tygodniu wspólny front w obronie polskiego sądownictwa. Na razie doraźny, niesformalizowany i „punktowy” – jak mówią – ale dający szansę na dalszą współpracę, a w perspektywie: na stworzenie wspólnych list wyborczych. Wyjściową platformą porozumienia był tzw. sztab kryzysowy – czyli narady oddelegowanych przedstawicieli PO, N, PSL oraz UED, którzy mieli koordynować działania antypisowskiej opozycji w Sejmie. Łącznicy przekazywali ustalenia swoim klubom, a sztabowi – sugestie partyjnych kolegów. Wszystko po to, aby uniknąć chaosu, nie mnożyć inicjatyw, działać efektywniej, razem.

<...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]