POLITYKA

Czwartek, 17 maja 2012

Polityka - nr 32 (2717) z dnia 2009-08-08; s. 74-75

Świat

Barbara PietkiewiczJoanna PodgórskaJoanna Cieśla  [wsp.]

Stara kobieta i psy

Zamieniła salony artystycznej Warszawy na błotniste hektary pod Rawą Mazowiecką, gdzie mieszka w otoczeniu kilkuset psów: starych, chorych, kalekich, po przejściach. To jest całe życie Bożeny Wahl. Zabrać jej schronisko to prawie tak, jakby ją zabić. W dodatku oskarżono ją o zdefraudowanie pieniędzy przeznaczonych dla zwierząt.

Kiedyś, dawno temu, mieszkała w pięknie urządzonej pracowni na warszawskiej Starówce. Miała wszystko: talent, sławę, pieniądze, luksus i urodę. Sznur sławnych mężczyzn zabiegał o jej względy. Ale miała też przeklętą nadwrażliwość, która nie pozwala przejść obojętnie obok cierpiącego zwierzęcia. I którą ludzie potrafią fantastycznie wykorzystywać. Bo wiadomo, że wystarczy przywiązać jej przed drzwiami psa albo postawić pudełko z kotem. Przecież będzie musiała wyjść kiedyś z domu. Wychodziła i brała – piątego, dziewiątego, siedemnastego.

Gdy w pracowni mieszkało z nią 86 kotów i 22 psy, czego sąsiedzi nie wytrzymywali, wyprowadziła się do Boguszyc pod Rawą Mazowiecką, gdzie założyła schronisko dla swoich zwierząt. I fundację o nazwie Ostatnia Szansa. Na początku to był raj: przestrzeń, zieleń, powietrze. Siostra, Alicja Wahl, dała bowiem Bożenie pieniądze na nowy dom, w którym miała mieć pracownię malarską.

Ale szybko zaczęło się to samo co na Starówce. Psy wyrzucane z samochodów przed bramą, przerzucane przez siatkę; ciągłe telefony: pani weźmie, bo przywiązany do drzewa w lesie albo zdycha przy drodze. Albo ktoś robi z psów smalec i trzeba znaleźć natychmiast lokum dla 40, które jeszcze nie zostały przetopione.

Jeździ do rolników i podrzuca jedzenie łańcuchowym szkieletom. Ukradkiem, bo chłopi przepędzają wariatkę. Wykupuje psy od dręczycieli. Kiedy pewna kobieta i jej 70 psów musi się wynieść ze Starachowic, jak ona niegdyś ze Starówki, przygarnia kobietę i psy. Przechodzą na utrzymanie fundacji.

Nie wyznacza sobie pensji za prowadzenie schroniska i fundacji. Bożenie Wahl nie przychodzi to w ogóle do głowy.

Pieniądze za sprzedane obrazy też oddaje na psy. Od lat chodzi w darowanych przez ludzi ubraniach. Nigdy nie była na urlopie, na wczasach. Wszystkie święta spędza w schronisku, czasem zupełnie sama. Cały majątek – mieszkanie na Starówce, puste od 16 lat, ziemię schroniskową i stojące na niej budynki, wszystkie swoje obrazy zapisuje fundacji. Niczego więcej nie posiada. Ostatnia Szansa ma po jej śmierci przejąć wszystko na własność. Ta fundacja, jej fundacja, oskarża ją teraz o kradzież.

Bratnie dusze

Zarząd i rada fundacji Ostatnia Szansa Bożeny Wahl były ubezpieczeniem, gwarancją, że po śmierci Bożeny jej majątek zostanie w fundacji. Autorki tego tekstu miały honor być za takie ubezpieczenie uznanymi. Popełniły błąd. Odeszły z fundacji, bo praca, rodzina, bo to, tamto. Z własnej nieostrożnej woli. Beatę Tyszkiewicz, aktorkę, nowe władze wyrzuciły bez jej wiedzy i zgody.

Po tym, jak odeszłyśmy z zarządu, powstały w nim wakujące miejsca. Od czerwca 2007 r. zaczęła pomagać w schronisku Ewa Wiśniewska, pracownica opieki socjalnej z Warszawy. A pomoc była potrzebna, bo Bożena coraz starsza, coraz bardziej chora, przestała sobie radzić z ogromnym schroniskiem. Wiśniewska była serdeczna, miła. Bardzo się przejmowała problemami schroniska. Bratnia dusza. Nigdy nie miałam tak wspaniałej przyjaciółki, mówi Wahl, ufałam jej we wszystkim, jak siostrze. – Nigdy nie byłam przyjaciółką Wahl – mówi teraz bratnia dusza. Ewa Wiśniewska zostaje w końcu zastępczynią Bożeny w zarządzie fundacji, a do rady wprowadza swego partnera życiowego.

Bożena Wahl postanawia sprzedać mieszkanie na Starówce, znikną wtedy problemy finansowe. Nowi członkowie władz fundacji gorąco optują za projektem prezeski. Ale w kryzysie sprzedaż jest trudna, nie ma chętnych. Za sumę mniejszą niż wartość mieszkania Bożena sprzedać go nie chce. Nowe władze są rozczarowane.

Więc może już za życia przepisałaby grunt na własność fundacji? Będzie nim wtedy zawiadywał zarząd, nie Bożena. Żaden notariusz nie sprzeda fundacyjnego gruntu bez stosownej uchwały zarządu. Ale przecież nie o to chodzi, łatwiej, tłumaczą nowi członkowie, uzyskać wówczas pieniądze z Unii na schronisko i może miejscowa gmina by pomogła. Bujda. Schronisko nie spełnia kryteriów wymaganych przez Unię, a gmina nie będzie z budżetu łożyć na prywatne schronisko. Małgorzata Wesołowska, która miała najpierw również wejść do rady fundacji, ale zrezygnowała, widząc, co się święci, radzi Bożenie: póki żyjesz, nie zapisuj im ziemi. Niczego więcej nie podpisuj bez wiedzy adwokata.

Bożena dostaje do podpisu nową wersję statutu bez zapisu o uprawnieniach fundatora, który mógł sam powołać lub rozwiązać zarząd i radę. W statucie nie ma też zapisu, że zarząd działa społecznie. Pewnie nawet go nie czyta. Ma w końcu w Wiśniewskiej największą przyjaciółkę. Teraz nowe władze fundacji już bez przeszkód informują Bożenę, że jest wyrzucona z funkcji prezeski. <...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]