POLITYKA

Piątek, 21 lipca 2017

Polityka - nr 46 (2731) z dnia 2009-11-14; s. 91-93

Świat / 20 lat bez muru

Michał Księżarczyk

Sycylia Bałkanów

Atanas Atanasow, deputowany do parlamentu, były szef kontrwywiadu, ujmuje rzecz lapidarnie: inne państwa mają mafię. W Bułgarii to mafia ma państwo.

Rumena Guninskiego porwano 19 października. Ten 20-letni student Akademii Sportowej w Sofii wyszedł wieczorem na spacer z psem. Obok zatrzymał się biały Volkswagen Transporter. Wyskoczyło z niego trzech uzbrojonych i zamaskowanych mężczyzn. Wokół było pełno ludzi, udało się więc odtworzyć przebieg wydarzeń. Rumen się bronił, nawet udało mu się kilka razy uderzyć napastników. Włączył się pies, który broniąc pana, złapał zębami but jednego z intruzów. W końcu jednak wciągnęli Rumena do samochodu. Czwarty z porywaczy siedział za kierownicą, ruszyli natychmiast.

Tego wieczora w Sofii zaalarmowana policja zatrzymywała wszystkie podobne pojazdy. Bez skutku. Spalony wrak skradzionego, jak się okazało, samochodu znaleziono później. Porwany jest synem znanego biznesmena uznawanego za prawą rękę szefa największego kombinatu petrochemicznego w Bułgarii Neftochim, należącego do rosyjskiego Łukoilu. Do niego porywacze skierowali ultimatum: „Mamy twojego syna, jeśli chcesz zobaczyć go żywego, przygotuj 500 tysięcy euro”. W kraju panuje powszechna opinia, że z porwaniami mają związek nie tylko byli, ale i obecni funkcjonariusze MSW, którzy mogą informować bandytów o przebiegu śledztwa. Porywacze, lepiej zorganizowani i lepiej wyposażeni, zawsze są dwa kroki przed policją.

To nie pierwsze w Bułgarii porwanie dla okupu. Dziś opinia publiczna zobojętniała: traktuje te przestępstwa jako swego rodzaju karę za nieuczciwe wzbogacenie. – Zwykli ludzie nie boją się mafii, bo mafia się nimi nie zajmuje – mówi Adelina Marini, bułgarska dziennikarka.

W ostatnich latach było ich co najmniej 25. O dziesiątkach przypadków Ministerstwo Spraw Wewnętrznych dowiadywało się dopiero, gdy okup został wpłacony i porwany wrócił do domu. Albo nie dowiadywało się wcale – przypuszczalnie kilka razy więcej wydarzyło się takich, o których policja nie wie. Ojcowie biznesmeni obawiają się o swoje dzieci, a także o ich matki. Przedsiębiorca z branży tekstylnej dał synowi Ferrari, warte 100 tys. euro, tylko na jeden dzień, na rozpoczęcie studiów, a potem zabronił jeżdżenia nim, by nie rzucał się w oczy. Inny – bankier – powiedział, że wysyła córkę za granicę, by nie bać się o jej los. Przypuszcza się, że banda porywaczy ma informatorów wśród studentów, którzy za wynagrodzeniem przekazują, kto ze studentów dużo wydaje, mieszka luksusowo, jeździ szpanerskim samochodem.

Bojczo Ganczewski, psycholog kryminalny, mówi, że porwań będzie jeszcze więcej. To łatwy i szybki zarobek, a ryzyko prawie żadne. Bandyci są przekonani, że państwo jest bezradne, a to zachęca ich do działania. Zdaniem Ganczewskiego zagrożeni będą nie tylko najbogatsi. Powstanie wiele małych grup specjalizujących się w porwaniach. To zakonspirowane organizacje, w których działają byli funkcjonariusze służb specjalnych. Widać to po dobrym przygotowaniu operacyjnym; znają i przewidują każdy ruch policji. Sieją strach. I są bezlitośni. Działają według zasady: zabij jednego, a śmiertelnie wystraszysz dziesiątki tysięcy osób, od których możesz dostać pieniądze.

Cztery lata temu, kiedy nowa koalicja doszła do władzy, departament antyterrorystyczny w Głównej Dyrekcji ds. Walki z Przestępczością Zorganizowaną miał przejść reorganizację. Rzeczywiście zmieniło się wiele w kadrach – odeszło kierownictwo i doświadczeni pracownicy, ale antyterroryści nie dostali żadnego wsparcia technicznego. Na skutki nie trzeba było długo czekać. Latem 2008 r. porwano Angeła Bonczewa, szefa klubu piłkarskiego Liteks. Porywacze, chcąc pokazać, że bawią się z państwem w kotka i myszkę, uwolnili go, ale wymienili na jego małżonkę, która przyniosła okup (po trzech tygodniach ją wypuścili). Gdy cała Bułgaria przyglądała się tym wydarzeniom jak w reality show, szef antyterrorystów opalał się na plaży. Wkrótce został zdjęty ze stanowiska – wskutek innego skandalu – ale nikogo na jego miejsce nie mianowano.

Podczas gdy losy Guninskiego pozostają nieznane, coraz więcej mówi się o wycieku raportów Państwowej Agencji Bezpieczeństwa Narodowego (utworzonego w 2007 r. bułgarskiego FBI) o śledztwach prowadzonych jeszcze za poprzedniego rządu i obecnej sytuacji. Z raportu i wcześniejszych informacji wynika, że w afery korupcyjne zamieszanych jest co najmniej dziesięciu członków poprzedniego rządu. Afer jest cała masa, dotyczą zarówno zamiany – kupowanych bardzo tanio – gruntów prywatnych w głębi kraju na znacznie droższe gminne w atrakcyjnych miejscowościach, które po zmianie właściciela odrolniano i szybko zaczynały się tam budowy, jak i przemalowania na różowo dwóch samochodów BMW należących do Ministerstwa Obrony – bo różowa była sukienka wybierającej się na bal z okazji ukończenia gimnazjum córki ówczesnego ministra.

Obietnica wsadzenia do więzienia członków poprzedniej ekipy była jednym z haseł wyborczych partii Bojko Borisowa, który został premierem w końcu lipca. I ten szeryf ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]