POLITYKA

Poniedziałek, 25 września 2017

Polityka - nr 28 (3118) z dnia 2017-07-12; s. 36-38

Rynek

Adam Grzeszak

Szampan bez gazu

Piotr Naimski, główny strateg energetyczny PiS, ma nowy plan: zaszachujemy Rosjan tanim amerykańskim gazem LNG. Prezydent Trump gaz wprawdzie obiecał, ale niskich cen nie zagwarantował. Kolejna strategia ministra poniesie porażkę?

Na razie świętujemy sukces. Prezydent Trump w Warszawie oficjalnie potwierdził, że rozmawiał na temat eksportu amerykańskiego gazu LNG do Polski, a prezydent Duda okazał się „dobrym negocjatorem”. Sprawa może być załatwiona „nawet w 15 minut”, będzie gaz. Ile za niego zapłacimy? Tu złudzeń nie było. Na promocję nie mamy co liczyć.

Wygląda więc na to, że strategiczna gra ministra Piotra Naimskiego, bo to on jest autorem stworzenia przez Polskę europejskiego centrum dystrybucji gazu konkurencyjnego wobec rosyjskiego, okaże się kolejną zwycięską porażką. Gaz z USA mamy kupować nie tylko my, ale także nasi sojusznicy z Trójmorza. Tymczasem kiedy Naimski negocjował z Amerykanami w Warszawie, jego węgierski kolega minister Peter Szijjarto podpisał w Moskwie porozumienie w sprawie nowego gazociągu z Rosji. Trudno o bardziej wymowną demonstrację.

Tych porażek było już wiele. Poczynając od najstarszych, sprzed prawie dwóch dekad, kiedy po raz pierwszy narodził się pomysł budowy gazociągu z Norwegii, którym sprowadzalibyśmy tani gaz wydobywany z dna Morza Północnego. Dzięki temu mieliśmy się uniezależnić od rosyjskiego Gazpromu. Norwegowie byli pomysłem Naimskiego średnio zainteresowani, a cenę gazu, jaką zaproponowali, Piotr Woźniak, ówczesny wiceprezes PGNiG i główny negocjator, w piśmie do premiera Buzka nazwał „zaporową”. Była dużo wyższa od tej, na którą zgadzali się Rosjanie.

Kilka lat później Piotr Naimski stworzył kolejną strategiczną koncepcję, także opartą na Trójmorzu, choć w nieco innym zestawie mórz: Kaspijskie, Czarne, Bałtyk. Tania ropa z Azerbejdżanu i Kazachstanu miała być transportowana koleją z Baku przez Tibilisi na gruzińskie wybrzeże Morza Czarnego, tam ładowana na tankowce, wieziona do Odessy, a dalej tłoczona rurociągiem do Płocka i Gdańska. Był też pomysł, żeby dalej ją eksportować przez Bałtyk. W realizację pomysłu Naimskiego zaangażował się prezydent Lech Kaczyński, który w tym celu wybrał się z wizytą do Azerbejdżanu i Kazachstanu, namawiając, by kraje te poparły stworzenie „południowego korytarza transportu surowców energetycznych”. Niestety, nie poparły, bo pomysł skrajnie lekceważył realia logistyczne i ekonomiczne. Na dodatek w tym samym czasie do Kazachstanu wybrał się Władimir Putin. Klapa.

Do trzech razy sztuka. Minister Piotr Naimski, dziś pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej, ma teraz kolejną strategię: zakręcimy Rosjanom kurek gazowy. Może czasem kupimy coś okazyjnie, ale na kontrakt długoterminowy Gazprom niech już nie liczy. Zamiast rosyjskiego będziemy używali gazu norweskiego, katarskiego i amerykańskiego. Ostateczne zakręcenie nastąpi w 2022 r., kiedy dobiegnie końca długoterminowy kontrakt zwany jamalskim, który Naimski nazywa „kamieniem u szyi polskiej gospodarki”. Zobowiązuje on Gazprom do zaoferowania nam 10,2 mld m sześc. gazu rocznie (Polska zużywa ok. 16 mld m sześc.), a PGNiG do kupienia przynajmniej 80 proc. z tej puli pod rygorem klauzuli „bierz lub płać”. Czyli musimy płacić, nawet jeśli gazu nie odbierzemy.

Wizja kurka zakręcanego Rosjanom przez Polaków jest sporą zmianą, bo dotąd do obowiązkowych lęków polskiej polityki należało, że to oni nam zakręcają. I to mimo że mamy spore krajowe wydobycie, a w polskim bilansie energetycznym gaz ziemny jest paliwem drugoplanowym. Bo najważniejszy był zawsze węgiel. Ale węglem się specjalnie nie przejmowano, więc mamy to, co mamy – gigantyczne problemy społeczne, rosnące koszty, a coraz więcej węgla musimy importować (o ironio!) z Rosji.

Choć polskie górnictwo okazało się dla bezpieczeństwa energetycznego największym zagrożeniem, to zarządzanie lękiem przed Gazpromem było prostsze. Dlatego, że nasza polityka gazowa była zawsze pochodną stosunków polsko-rosyjskich. A te, od czasów jelcynowskiej odwilży lat 90., której owocem była budowa polskiego odcinka gazociągu Jamał i towarzyszący mu międzyrządowy kontrakt na dostawy gazu, systematycznie się psuły. W zarządzie EuRoPol Gazu, polsko-rosyjskiej spółki, do której należy polski odcinek Jamału, tli się nieustający konflikt, zaś sam kontrakt jamalski był wielokrotnie przez kolejne rządy renegocjowany. W różnym celu i z różnym skutkiem.

Piotr Naimski jest politykiem szczególnym: konsekwentnie trzyma się w cieniu, ale od początku tego stulecia jest osobą, która ma największy wpływ na polską politykę energetyczną. Choć jest ważnym politykiem PiS, autorem doktryny energetycznej tej partii, to nawet w czasach rządów PO-PSL był w stanie dyskretnie i skutecznie oddziaływać na rząd Donalda Tuska.

Robił to przy pomocy swoich zaufanych ludzi. Najważniejsi byli dwaj Woźniakowie – Piotr i Maciej – niebędący jednak krewnymi. Pierwszy w rządzie Jarosława Kaczyńskiego był ministrem gospodarki, a w rządzie PO-PSL został wiceministrem środowiska – głównym geologiem kraju i miał się zajmować rozruszaniem wydobycia gazu łupkowego. ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]