POLITYKA

Czwartek, 17 sierpnia 2017

Polityka - nr 8 (10) z dnia 2017-08-09; Ja My Oni. Poradnik Psychologiczny Polityki. Tom 26. Jak nie oszaleć w szalonym świecie; s. 68-69

My. Razem i osobno. Nie czytałeś? Nie przeocz

Joanna Cieśla

Szczepionka na egowirusa

McCready radzi, jak nie wychować egoisty

Dzieci niezależnie od wieku wierzą, że są uprzywilejowane i mają prawo do otrzymywania za darmo wszystkiego co najlepsze. Uważają, że rodzice powinni zaspokajać wszystkie ich kaprysy, a ścieżka, którą podążają w stronę sukcesu, ma być prosta i łatwa. Są przekonane, że świat kręci się wokół nich – w dobie selfies trudno się zresztą temu dziwić. Młodzi ludzie przekonani o własnej uprzywilejowanej pozycji wyrosną kiedyś na dorosłych z podobnym, choć proporcjonalnym do wieku, roszczeniowym podejściem do życia. To poważny problem” – zauważa Amy McCready we wstępie do swojej książki „Epidemia EGO-izmu” (angielski tytuł – „The »Me, Me, Me« Epidemic” – może nawet czytelniej oddaje istotę owego problemu). A później pyta:

• Drażnią cię żądania dzieci, a mimo to im ulegasz?

• Nie możesz zrobić zakupów w sklepie bez konieczności kupienia dzieciom łakoci?

• Wręczasz dzieciom łapówki i nagrody, by zachęcić je do współpracy?

• Twoje dziecko obwinia innych za własne porażki?

Odnajdujesz w tym spisie cząstkę prawdy? Czy i twoja rodzina jest dotknięta chorobą przywilejów?

Amy McCready szacuje, że wirus dziecięcych przywilejów, a w efekcie – egoizmu, rozprzestrzenił się do rozmiarów epidemii w ostatnich trzech dekadach. Ożywić miała go wydana w USA w 1969 r. książka „Jak dobrze być sobą” amerykańskiego psychoterapeuty Nathaniela Brandena. Jej przesłanie, że poczucie wartości jest sprawą nadrzędną w życiu i wychowaniu dzieci, opanowało społeczeństwo amerykańskie, a z czasem w mniejszym lub większym stopniu resztę zachodniego świata.

Mimo sarkastycznych sformułowań („Dzieci uprzywilejowane każde nieszczęście, które je spotka, traktują jako przejaw niesprawiedliwości losu. Przecież one muszą czuć się szczęśliwe cały czas, bez przerwy!”) Amy McCready chwali upodmiotowienie dzieci i wzrost szacunku do nich, jako dorobek XX w. Ocenia jednak, że w ostatecznym rozrachunku – par excellance – wylano dziecko z kąpielą.

Niektóre przejawy „choroby” przywoływane przez Amy McCready nie dotarły jeszcze do Polski („w szkole powinny być doceniane nawet najsłabsze wyniki uczniów, a krytykowanie kogokolwiek samo w sobie powinno być potępione” – w tym jeszcze daleko nam do amerykańskich standardów). Inne obserwujemy wyraźnie, jak życiowy dzieciocentryzm. Spotkania towarzyskie i zajęcia sportowe rodziców zostały przesunięte na dalsze pozycje przez treningi judo albo balet, na które wozi się potomstwo, tak w USA, jak i w Polsce. Demograf z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Łódzkiego prof. dr hab. Piotr Szukalski zauważa, że na wydatkach na dzieci najmniej odbijają się spadki wysokości dochodu rodzin w Polsce.

A rozwojowi epidemii sprzyjają inne okoliczności. Z jednej strony prawie jedna czwarta dzieci urodzonych w ostatnich latach w Polsce nie doczeka się rodzeństwa, a to, które jest, jest mniej liczne niż dwie, trzy dekady temu. Konkurencja o uwagę, czas i pieniądze rodziców pomiędzy rodzeństwem jest więc mniejsza. Kobiety coraz później rodzą dzieci, zatem na ogół lądują one w dużo lepszych warunkach materialnych, niż gdyby urodziły je młodsze matki. Z drugiej jednak strony rosnąca różnica wieku między rodzicami i dziećmi może powiększać różnice mentalne. Przybywa też dzieci dotkniętych rozwodem rodziców, ich emigracją, cierpiących z powodu niedostatków wspólnego czasu, którego brakuje zapracowanym matkom i ojcom. Te zjawiska mogą rodzić w dorosłych poczucie winy, prowadzące do obdarzania dziecka kolejnymi przywilejami.

Tyle że dorośli wyrastający z uprzywilejowanych dzieci nie chcą wyprowadzać się z rodzinnego domu. Nie wchodzą w związki albo nie umieją ich utrzymać. Nie radzą sobie w pracy. Nie są w stanie pogodzić się z porażką, ale nie przeżywają też satysfakcji z sukcesu wieńczącego wysiłek, bo do dłuższego zaangażowania nie są przyzwyczajeni. I nie jest to wizja przyszłości. To teraźniejszość.

Szukając rady, Amy McCready odwołuje się do teorii Alfreda Adlera, austriackiego psychiatry, psychologa i pedagoga, który na początku XX w. stworzył nurt psychologii indywidualnej (a także m.in. do prac kontynuatora jego myśli Rudolfa Dreikursa), zgodnie z którą wszyscy ludzie zasługują na traktowanie z godnością i szacunkiem. Skupia się na stwierdzeniu, że podstawową potrzebą dziecka jest uzyskanie poczucia przynależności i własnej wartości. Złe zachowanie, awantury i marudzenie to skutek niezaspokojenia tej potrzeby. Koncepcja rozwijana przez Amy McCready nie jest niniejszym odkrywcza. Podobnie wtórne są proponowane przez nią techniki i metody rozwiązywania trudności. Mają one jednak walor systematycznego przestawiania na nogi sytuacji postawionej na głowie, wprowadzania zdroworozsądkowego porządku i rozumieją dziecięcą emocjonalność.

Poirytowana dziecięcym rozwydrzeniem McCready nie jest ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Amy Mccready, „Epidemia EGO-izmu”, tłum. Jolanta Lenkiewicz, Wydawnictwo Samo Sedno, Warszawa 2017. Amy McCready to doradczyni rodzicielska, założycielka platformy warsztatowo-edukacyjnej promującej metody wychowania Positive Parenting Solutions.