POLITYKA

Poniedziałek, 23 października 2017

Polityka - nr 15 (2700) z dnia 2009-04-11; Polityka. Przyrodnik Poltyki. Nr 1. Wiosna. Inteligent na działce; s. 24-27

Marcin Jamkowski

Szkodniki

Co gryzie szkodnik, a co gryzie szkodnika?

Nasz ukochany i wypielęgnowany ogród jest dla szkodników niczym szwedzki stół. Owady, grzyby, ślimaki, wirusy, a nawet drobne ssaki – jeśli tylko im pozwolić, będą czerpały z niego pełnymi garściami (odnóżami). Jest kilka rad, które warto wziąć pod uwagę już na etapie projektowania ogrodu, a mogą uchronić nas przed inwazją. Przede wszystkim należy unikać sadzenia roślin w ogrodzie za gęsto. Zacienione gąszcze są idealnymi kryjówkami dla grzybów i owadów. W tłoku łatwiej też o zakażenie. Należy również unikać tworzenia monokultur i sadzenia zbyt wielu roślin podobnych – wtedy choroba łatwo może dotknąć sporą połać ogrodu.

Jest jeszcze jedna metoda, dzięki której, o ile owady nie odstąpią całkiem od ataku na nasz ogród, to na pewno spadnie liczba chętnych do zjadania nam roślin – to posadzenie ziół w różnych częściach działki. Takie rośliny jak lawenda, tymianek, lebiodka (oregano), majeranek, kolendra wydzielają bardzo dużo niesłychanie wonnych olejków eterycznych. Takie silne zapachy działają na owady drażniąco i odstraszająco. Metoda taka, zwana czasami hodowlą współrzędną, zaczerpnięta jest z rolnictwa – uważa się, że jeżeli na polu kapusty pomiędzy rzędami główek posieje się rumianki, to zainteresowanie bielinków kapustą jest znacząco mniejsze. Owady te bowiem kierują się w wyborze celu, jak wszystkie pasożyty, tzw. atraktantami – substancjami zapachowymi. Można powiedzieć, że zapach rumianku rozmazuje im obraz kapuścianego przysmaku.

Jeśli już nam się w ogrodzie jakiś pasożyt zadomowił, to zanim rzucimy się do sklepu ogrodniczego po broń chemiczną, warto spróbować, czy nie da się go pozbyć w nieco bardziej naturalny sposób. Czasami na niektóre szkodniki wystarczy założyć np. odpowiednie pułapki. Fachowcy radzą, aby chemię na małej działce lub w przydomowym ogrodzie traktować jako ostateczność. Zaszkodzić może ona nie tylko innym roślinom, ale i naszym zwierzętom, a nawet nam samym. Jeśli już trzeba będzie ruszyć na wroga z roztworem tablicy Mendelejewa, to należy pamiętać, by nigdy nie opryskiwać środkami chemicznymi roślin intensywnie nasłonecznionych, o przesuszonych korzeniach czy znajdujących się w bardzo wysokich lub niskich temperaturach.

Zróbmy sobie teraz spacer wśród szkodników.

OWADY. Jednymi z najgroźniejszych spośród owadów są dla ogrodu mszyce. Szczególnie chętnie atakują one krzewy róż, a także wiciokrzewy. Inwazję łatwo zauważyć – na spodniej stronie liści i na pędach są małe półprzezroczyste owady, wyglądające niczym umazane w słodzie (istotnie mszyce produkują słodką ciecz, która przywabia mrówki). Naturalnymi wrogami mszyc są biedronki. Jeśli w ogrodzie mamy ich mało, można spróbować je znosić z okolicy. Jeśli przywabienie bożych krówek się nie powiedzie, pozostaje wojna chemiczna – trzeba wybrać jeden z kilkunastu dostępnych w sklepach ogrodniczych selektywnych preparatów owadobójczych i skierować lufę ogrodowego rozpylacza przeciw intruzom.

W maju i w czerwcu w ogrodzie pojawiają się larwy chrząszczy (pędraki) i licznych gatunków motyli (gąsienice). Wiele dorosłych chrząszczy również żeruje na potęgę na liściach roślin. Pojawiające się w maju i w czerwcu chrabąszcze, brunatne masywne owady o czteroletnim cyklu rozrodu, przez np. półtora miesiąca żerują, po czym samice zagrzebują się w ziemi i na głębokości 20 cm składają jaja. Powstałe z nich pędraki żerują w ziemi niszcząc korzenie roślin. Zwalczanie chrabąszczy preparatami chemicznymi jest bardzo kłopotliwe – działające na nie środki są bardzo szkodliwe. Często stosuje się więc preparat biologiczny, z nicieniami – drobnoustrojami, które atakują larwy chrząszczy i je infekują bakteriami, zabijając szkodnika. Pożyteczne są również niektóre owady należące do błonkówek. Składają one jaja do gąsienic, a wyklute z nich larwy zjadają gąsienice od wewnątrz. Inne owady chętnie zżerające ogród to tarczniki (otorbiają się w tarczkach i wysysają soki np. z cisów), skorkiwciornastki. Walka z każdym z nich wymaga stosowania preparatów chemicznych.

Kilka lat temu do Polski dotarła z południa Europy wysoka fala zachorowań kasztanowców – piękne drzewa traciły liście, usychały. Winnym okazał się kilkumilimetrowy motyl – szrotówek kasztanowcowiaczek, pierwszy raz zaobserwowany w połowie lat 80. w Macedonii. Wiadomo, że owad porusza się po Europie... samochodami! Larwy i motyle muszą być zawlekane na czterech kółkach, bowiem nowe ogniska zarazy pojawiają się w kolejnych krajach zawsze wzdłuż ruchliwych arterii komunikacyjnych. Jego zwalczanie, choć nietrudne, jest bardzo praco-&...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]