POLITYKA

Piątek, 22 września 2017

Polityka - nr 28 (3118) z dnia 2017-07-12; s. 86

Felietony / Passent

Daniel Passent

Tako rzecze Sharma

Donald Trump w przemówieniu na placu Krasińskich nie mógł się nachwalić Polski i Polaków, ale tylko od zaborów do powstania warszawskiego. Gdyby wierzyć Trumpowi, to Warszawa nadal leży w gruzach, naród nie obalił komunizmu, a minionych 28 lat nie należało do najbardziej udanych w naszej historii. Nic dziwnego, skoro czytankę Trumpa pisał podobno prof. Marek Chodakiewicz, historyk drugiego sortu. Amputowana wersja najnowszej historii Polski jest po myśli oficjalnych gospodarzy wizyty, państwa PiS, które polską transformację uważa za nieszczęście spowodowane przez Wałęsę, Geremka, Mazowieckiego, Balcerowicza, Tuska i spółkę.

Trudno od Donalda Trumpa, który rzadko (niektórzy twierdzą, że nigdy) bierze książkę do ręki, żeby wiedział o Polsce coś więcej niż to, co mu ktoś podsunął. Być może była to świadoma decyzja, żeby nie angażować się w spory o Polskę współczesną – państwo w ruinie czy w rozkwicie? Zapewne kiedyś dowiemy się, dlaczego stracona została szansa, by pokazać Polskę nie tylko męczeńską i na barykadach powstańczej Warszawy, ale i w gronie najlepiej rozwijających się państw na świecie.

Na szczęście są jeszcze uczeni w Nowym Jorku. W znienawidzonym przez prawicę dzienniku „New York Times” w dniu wizyty Trumpa (6 lipca) ukazał się obszerny pean na cześć polskiej gospodarki. Jego autorem jest nie kto inny, tylko Ruchir Sharma, hinduski ekonomista, a także publicysta ekonomiczny, światowej renomy, od lat na kierowniczym stanowisku w wielkiej firmie inwestycyjnej Morgan Stanley, autor bestsellera „Wzrost i upadek narodów: siły zmiany w świecie postkryzysowym”. W rozmaitych rankingach Sharma bywa zaliczany do najbardziej wpływowych autorów na świecie.

Obszerny artykuł nosi tytuł „Następna lokomotywa gospodarki? Polska”. Wielka na pół strony ilustracja przedstawia orła na pnącej się ku górze krzywej wzrostu. Artykuł ten zaprzecza tezie naszych prawicowych agitatorów, jakoby media głównego nurtu za granicą (a ich symbolem są „NYT” i „Washington Post”) nie umiały zdobyć się na uznanie dla Polski, ponieważ rządzi PiS.

Oto słowa Sharmy: Spośród 190 państw obserwowanych przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy mniej niż 40 uznawanych jest za bogate i zaawansowane gospodarczo. Ostatnim państwem, jakie dołączyło do zaawansowanych, była 20 lat temu Korea Południowa. Następna będzie Polska – gwiazda gospodarki, którą odwiedza Trump. Europejscy przywódcy – pisze Sharma – krzywią się, że populizm Trumpa przypomina jego prawicowych gospodarzy w Polsce. Jedni i drudzy są atakowani za nieliberalne zagrożenie dla powojennego ładu. Ale na razie „dwa lata populizmu nie wykoleiły trwającego od ćwierci stulecia stałego wzrostu gospodarczego Polski”.

Od kiedy Polska zakończyła transformację od komunizmu do demokracji, jej gospodarka rośnie przeciętnie o 4 proc. rocznie i – co jest godne uwagi – nie miała ani jednego roku z wzrostem ujemnym. Ze swoją 40-milionową ludnością i gospodarką, która zajmuje 24. miejsce na świecie, Polska może wprowadzić całą Europę Wschodnią na gospodarczą mapę świata.

„Jeżeli coś zagraża wzrostowi Polski, to niedawny zwrot ku autorytaryzmowi. Polski rząd ściągnął na siebie krytykę ze strony wysokich przedstawicieli Unii Europejskiej za psucie sądów, przyduszanie mediów i odmowę przyjęcia uchodźców muzułmańskich” – pisze Sharma.

Kiedy Prawo i Sprawiedliwość obejmowało władzę, obawiano się, że wykolei wzrost, majstrując przy sektorze prywatnym i próbując spełnić kosztowne obietnice populistyczne. Dotychczas ta polityka nie wyrządziła dużych szkód. Deficyt i dług publiczny są pod kontrolą, eksport nadal kwitnie, a bilans handlowy jest dodatni. Od 1991 r., kiedy zaczęła się zwycięska passa, 80 proc. wzrostu Polski pochodzi z sektora prywatnego i dynamika trwa. Patrzcie więc dalej niż na Chiny i Indie, Rosję i Brazylię – Polska będzie prawdopodobnie następnym bogatym narodem. „Pan Trump zobaczy, że Polska jest ważnym sojusznikiem USA nie tylko na linii frontu, ale jako lider najbardziej dynamicznego bloku gospodarczego”.

Tako rzecze Sharma, szef działu krajów rozwijających się i rynków wschodzących w Morgan Stanley, jednym z największych banków inwestycyjnych na świecie, gdzie zarządza 25 mld dol. Ludziom Kaczyńskiego nie wszystko może się spodobać, zwłaszcza „zwycięska passa, która trwa od 1991 r.”, ale tacy oni już są: z jednej strony poniżają Polskę jako rezerwat w ruinie, z drugiej – pękają z dumy i złoszczą się, gdy nas jeszcze nie przyjmują do grupy G20.

Szkoda, że Donald Trump ani słowem nie wspomniał o sukcesach Polski po 1989 r. i musi to za niego robić Sharma. To zmarnowana szansa, zgodna z polityką historyczną PiS. Na szczęście w kołach finansowych bardziej liczą się słowa Sharmy niż Trumpa.

Oczekiwania lewicy związane z wizytą Trumpa musiały być duże, skoro nazajutrz po jego przemówieniu „Wyborcza” nie ukrywała swojego rozczarowania. – Wizyta Trumpa rozczarowała – czytamy. Gwarancjom sojuszniczym ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]