POLITYKA

Poniedziałek, 15 września 2014

Polityka - nr 16 (2551) z dnia 2006-04-22; s. 108

Passent

Daniel Passent

Tam, gdzie rosną krokusy

Dla wyciszenia przed snem i ukojenia nerwów polecam urocze wspomnienia Rafała Malczewskiego z Zakopanego („Pępęk świata”) w latach 20.: „Począwszy od Lenina, a skończywszy – chybił, trafił – na Pawle Hertzu, wszystko prawie co lewe przetoczyło się u stóp Giewontu. Niestety, Lenin bawił za krótko na Podtatrzu, co prawda pojawiał się co sezon, ale było to za mało na ten zakuty łeb. Swego czasu, za pierwszym pobytem Lenina w Poroninie, arcybiskup krakowski kniaź Puzyna odbywał, że tak powiem, inspekcję na Podtatrzu. Poronińskie gazdy i gaździny wyzdajali piękną bramę, ubraną smreczyną z napisem: Witaj Arcypasterzu. W odpowiedniej chwili cała ludność wyległa na zakurzoną szosę, trzymając obrazki święte w rękach, niejeden na szkle udatnie malowany. Lenin nie zawahał się i wziąwszy z izby, w której mieszkał, obrazek Matki Boskiej, włączył się w tłum. Jestem przekonany, że gdyby posiedział dłużej, rozmiękłby i gwizdnął na bolszewizm, zamieszkałby, powiedzmy, na drodze do Białego, tracąc ochotę stania się zbawicielem świata, a proletariat stanąłby mu kością w gardle, zanim mógł go bezkarnie mordować, zrywałby krokusy i byczył do słonka, jak wypada ludziom uczciwym...”.

Niestety, dziś nikt nie pisze dowcipnych, nostalgicznych felietonów w stylu Malczewskiego, tylko wręcz przeciwnie. Czołowy felietonista polski pisze (w tygodniku, który twierdzi, że ma najwięcej czytelników): „Mamy podobno w RP dyktaturę, a nie ma znaczków pocztowych z Kaczyńskimi. Jakby Tusk polizał Kaczyńskiego od tyłu, od razu stałby się pokorniejszy”. Inny znany autor raczy nas wytwornym żartem, iż nazwisko prof. Widackiego „w jego rodzinnym Krakowie czyta się modnie z angielska” (czyli „łajdacki” – Pass). Nie wymieniam autorów, gdyż chodzi o język i poziom „debaty (hi! hi!) publicznej”.

Poza tym, felietonistom trudno dogodzić – jeden miał mi za złe, że zaczepiam go w każdym moim felietonie, i chętnie by widział, gdybym się od niego odczepił, a drugi – Maciej Rybiński – wręcz przeciwnie, skarży się, że piszę o nim nie wymieniając nazwiska. I tak źle – i tak niedobrze. Prawicy trudno dogodzić. Cała ta połajanka w mediach przypomina Walkę Jednego Kija z Dwoma na Podtatrzu w czasach Rafała Malczewskiego, kiedy wchodziły do użytku narty, najpierw z jednym, a dopiero później z dwoma kijkami, i były dwie szkoły.

Dwoma kijami pałowali dziennikarze TVN Tomasz Sekielski i Andrzej Morozowski w programie „Teraz My” posła Artura Zawiszę (PiS) – jednego z czołowych krzewicieli odnowy moralnej. Tematem rozmowy było tajemnicze zniknięcie tysięcy świadectw udziałowych NFI zebranych przez Radio Maryja od (łatwo)wiernych słuchaczy. Jak by powiedział czołowy felietonista tej rozgłośni: „Zrobiono geszeft, którym nacierano ten tłusty połeć słoniny”, jakim jest ulubiona rozgłośnia naszego rządu. Że min. Wassermann, powołany do tropienia wszelkiego Zła, akurat w tej rozgłośni czuje się jak w domu, to się w głowie nie mieści.

Wracając do posła Zawiszy, to usiłował on na wszelki sposób pomniejszyć szwindel porównując go do małego piwa lub do przejścia jezdni nie po pasach dla pieszych. Tysiące ludzi oszukanych, świadectwa zebrane na stocznię – i to wszystko małe piwo! To tak ma wyglądać moralnie rygorystyczna IV RP? Poseł Zawisza wydaje mi się idealnym kandydatem na nowo tworzone stanowiska doradców do spraw etyki. (Byle nie w tym banku, w którym trzymam moje srebrniki).

Duet TVN okładał Zawiszę pytaniami, po których bokser PiS po prostu słaniał się w ringu. Jego uniki były powolne, a nieporadne kontry z prawej wskazywały na oszołomienie i utratę przytomności. Gdybym był trenerem i stał w jego narożniku, dawno rzuciłbym ręcznik na ring, żeby nie dopuścić do dalszej masakry. Nie wiem, czy redaktorzy słyszeli moje wołanie do telewizora: „Panowie – litości! Nie bijcie leżącego!”. Sekielski i Morozowski to waga ciężka, rozcięli klientowi łuk brwiowy, przesunęli mu szczękę i biedaczyna będzie musiał pauzować, zanim po remoncie pojawi się w ringu jako przewodniczący komisji do spraw złodziejstwa w sektorze bankowym. Ciekawe, czy wtedy również będzie tak wyrozumiały jak dla Radia Maryja. Jeśli tak, to Leszek Balcerowicz, Grzegorz Wójtowicz, Hanna Gronkiewicz i inni oszuści mogą na nim polegać jak na Zawiszy.

Po przerwie na ring wkroczył zawodnik wagi ciężkiej – Andrzej Lepper, który ma być jednym z filarów chwiejącego się rządu. Selekcjonerzy liberałów Sekielski i Morozowski wystawili przeciwko niemu galerię typów, których nie chciałbym spotkać w ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]