POLITYKA

Niedziela, 24 września 2017

Polityka - nr 5 (5) z dnia 2016-05-11; Ja My Oni. Poradnik Psychologiczny Polityki. Tom 22. Dusza i ciało; s. 12-16

Psyche i soma

Anna Tylikowska

Tango psyche i somy

Dlaczego psychologia ignoruje ciało

Wszelkie psychiczne przeżycia i aktywności – emocje, myśli, intencje – są zakorzenione w ciele lub w nim się wyrażają. Emocje są fundamentalnie cielesne – kiedy zdarza się nam coś przykrego lub przyjemnego, zmienia się tempo pracy naszych serc, napięcie mięśni, szerokość źrenic. Myślenie jest przetwarzaniem informacji gromadzonych dzięki zmysłom – oczom, uszom, wrażliwym na otoczenie opuszkom palców. To nogi niosą nas tam, dokąd dojście zaplanowaliśmy, a usta wypowiadają słowa wyrażające subtelne uczucia. Nawet najbardziej wzniosłe ludzkie idee, wynikające z zaawansowanych procesów psychicznych, takich jak twórczość czy współczucie, powstają dzięki ciałom, które umożliwiają także ich artykułowanie, wcielanie w życie.

Psychologia bezcielesna

Choć psychologowie jak mało kto powinni zdawać sobie sprawę ze ścisłych związków psychesomą, czyli ciałem, często je ignorują. Nawet zjawiska, w których związki te są ewidentne, takie jak stres – mogący prowadzić do niekorzystnych zmian w mózgu czy chorób nowotworowych (s. 70) – potrafią opisywać i leczyć, koncentrując się wyłącznie na sferze mentalnej. Wiele psychologicznych koncepcji traktuje człowieka jako istotę psychiczną, ewentualnie także kulturowo-społeczną bądź duchową, jego wymiaru fizycznego nie dostrzegając albo traktując jak mało znaczące tło. Przykładem może być teoria schematów Ja sformułowana przez prof. Hazel Rose Markus z Uniwersytetu Stanforda. Zgodnie z nią ludzką psychikę i zachowania kształtuje kultura, m.in. budujące ją przekonania religijne i instytucjonalne praktyki. Teoria Markus charakteryzuje wpływ, jaki kultura wywiera na stosunek człowieka do samego siebie i innych ludzi – od których może on czuć się odrębny i niezależny, co jest typowe dla przedstawicieli Zachodu, lub z którymi może czuć się ściśle połączony, co jest właściwe dla osób żyjących na Wschodzie. Badaczka odkryła, że posiadanie tzw. Ja niezależnego lub współzależnego decyduje o procesach emocjonalnych, motywacyjnych, poznawczych. Osoby mające Ja niezależne, do których należą Europejczycy, łatwiej wybuchają gniewem w stosunku do osób bliskich niż obcych, natomiast osoby z Ja współzależnym, m.in. Japończycy, wyrażają złość raczej wobec ludzi nieznanych niż członków swojej rodziny bądź współpracowników. Ale teoria Markus nie mówi nic o udziale czynników fizycznych, w tym cielesnych, w kształtowaniu określonych kulturowych przekonań i praktyk. Milczy także na temat oddziaływań kultury na stosunek ludzi wobec własnych ciał. A oddziaływania te są niewątpliwe.

Ludzie Wschodu, zwłaszcza wyznawcy buddyzmu, hinduizmu czy taoizmu, spostrzegają siebie jako psychofizyczną jedność, w ramach której procesy psychiczne i cielesne wzajemnie się przeplatają, wchodzą w nieustające interakcje. To dlatego na Wschodzie powstały rozbudowane systemy psychologicznej pracy z ciałem, takie jak joga i chi kung. Istotą wschodnich sztuk walki, do których należą kung-fu czy karate, jest – w przeciwieństwie do zachodniego boksu, skoncentrowanego na technikach fizycznych – trenowanie tyleż mięśni, co umysłu. Ludzie Zachodu, przesiąkniętego tradycją chrześcijańską, ujmującą ciało jako naczynie dla nieśmiertelnej duszy, które zostanie przez nią prędzej lub później opuszczone, myślą o sobie jako o istotach przede wszystkim umysłowych. Swoje ciała traktują jak narzędzia służące realizowaniu potrzeb, mechanizmy transportujące psychikę z miejsca w miejsce, od jednego mentalnego celu do drugiego. Z reguły ważniejszy jest dla nich posiadany obraz własnego ciała i związane z nim samopoczucie bądź wrażenie, jakie ich soma wywiera na innych, niż faktyczny fizyczny stan – przynajmniej do momentu, w którym ich ciała się „zepsują”.

Badania prowadzone przez Matthiasa Fortsmanna i współpracowników na Uniwersytecie w Kolonii wykazały, że osoby przekonane o rozdzielności psychiki i ciała (stanowiące wśród badanych zdecydowaną większość), w przeciwieństwie do ludzi wierzących w ich jedność, mają większą tendencję do sięgania po śmieciowe jedzenie, są też mniej skłonne do podejmowania regularnej aktywności fizycznej, co przekłada się na ich stan zdrowia. Typowo zachodnie „bujanie w mentalnych obłokach” jest realnie szkodliwe. Europejczycy i Amerykanie mają świadomość znaczenia swojej cielesności – wydaje się, że wzrastającą, która jednak pozostaje oderwana od sfery psychicznej. Z jednej strony chodzą na siłownię i kupują kremy przeciw zmarszczkom. Z drugiej strony zanurzają się w wirtualnej komunikacji internetowej i rozbudowanych systemach myślowych – religijnych, historycznych, prawnych – nijak niepowiązanych z fizycznym aspektem życia. W konstruowaniu takich systemów spory udział ma psychologia, która nie radząc sobie z tzw. problemem psychofizycznym, tworzy podręczniki, poradniki i praktyki nieomalże „bezcielesne”, pogłębiające kulturowy i osobisty rozdźwięk somypsyche.

Psychofizyczna pułapka

Psychika nie ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]