POLITYKA

Wtorek, 26 września 2017

Polityka - nr 36 (3126) z dnia 2017-09-06; s. 10-11

Temat tygodnia

Adam Krzemiński

Tąpnięcie

Jeśli szukać momentu, kiedy skokowo popsuły się stosunki z Niemcami, to nadszedł on właśnie teraz. To także ważny sygnał dla reszty Unii.

Polska w niemieckiej kampanii wyborczej dotąd nie istniała. Zresztą była to dziwna kampania. Gospodarka kwitnie, bezrobocie spadło poniżej 5,6 proc., tylko 8 proc. ankietowanych Niemców jest niezadowolonych ze swojej sytuacji, a zarazem tylko 20 proc. uważa, że socjalny ustrój republiki jest sprawiedliwy. W poczuciu, że nie ma w Niemczech nastroju do tektonicznej zmiany, obie partie merkelowej koalicji – CDU/CSU i SPD – niby prowadziły ze sobą walkę, ale skrzętnie omijały newralgiczne tematy, jak uchodźcy, Europa, NATO, Trump, Rosja, Turcja, Polska. W mediach z dnia na dzień zmieniały się dość marginesowe tematy krajowe: czy pogrzebać diesla; na jakich wzorcach opierać Bundeswehrę; czy usunąć amerykańskie głowice atomowe z Niemiec; wspierać biometryczne skanowanie twarzy przez kamery w miejscach publicznych? I oczywiście były kanclerz Schröder, już nie tylko w Gazpromie, ale i w Rosniefcie…

Na trzy tygodnie przed wyborami do Bundestagu notowania Angeli Merkel i chadecji nadal są wysokie, a Martina Schulza i socjaldemokratów niskie – przy w sumie około 20-proc. udziale dwóch partii antysystemowych: prawicowej Alternatywy dla Niemiec i lewicowej Lewicy. Komentatorzy już dzielą skórę na niedźwiedziu, analizując warianty czwartego rządu Angeli Merkel – w koalicji z liberałami, z ekologami, a może z jednymi i drugimi naraz. Nie wykluczają także kontynuacji obecnej koalicji z SPD.

Polska tematem kampanii nie była, ale półprywatnych rozmów jak najbardziej. Niemieckie media szczegółowo relacjonowały spór Warszawy z Brukselą, ale klasa polityczna trzymała się klasycznej zasady dialogu: „sprawdzimy, poczekajmy”. Jeszcze w przededniu spotkania Juncker–Merkel „Spiegel” sygnalizował, że o ile szef Komisji UE nalega na sankcje wobec Polski za łamanie zasad praworządności, o tyle pani kanclerz „nie chce sporu z Polską”. Kierując się takimi sygnałami, europoseł PiS Ryszard Czarnecki machał ręką na uwagę pani kanclerz, że nie może już trzymać języka za zębami: To tylko element kampanii wyborczej, a Unia przecież nie wyśle na Polskę czołgów.

Ale to samouspokojenie miało krótkie nogi. Zaostrzenie kursu zarysowywało się od miesięcy – tłumaczył po spotkaniu Juncker–Merkel Christoph von Marschall w „Tagesspieglu”. Współpracownicy Urzędu Kanclerskiego i MSZ w rozmowach z niemieckimi ekspertami zastanawiali się, czy wobec podważania przez PiS wolności mediów, rozdziału władz i niezawisłości sądów niemiecka powściągliwość wciąż jest zasadna. Wniosek był przełomowy: wobec „erdogenizacji Polski” czas na „wnoszenie skarg do trybunałów europejskich, odmawianie w dopuszczalnych ramach pomocy finansowej i wyraźne polityczne stanowisko”.

Zwrot w podejściu Berlina do sporu Warszawy z Brukselą przyspieszyło także wyciągnięcie przez PiS kwestii reparacji wojennych – retoryczne cofnięcie stosunków polsko-niemieckich do 1990 r., kiedy w traktacie rozmów 2+4 ustalano międzynarodowe warunki zjednoczenia Niemiec. Akurat 1 września „Frankfurter Allgemeine” na pierwszej stronie opublikowała ekspertyzę Bundestagu, że nie ma podstaw prawnych do wysuwania przez Polskę przedawnionych roszczeń. I gorzki komentarz, że „zawsze będą podejmowane próby zbicia na zbrodniach z historii politycznego kapitału na teraz”. I wniosek: „Jak po ponad 70 latach od zakończenia wojny wspierać się nawzajem, gdy ktoś stale macha ogromnymi rachunkami?”.

Ta ekspertyza pokrywa się zresztą ze stanowiskiem poprzednich polskich rządów. I – jak wskazuje sondaż IBRiS dla Radia Zet – także 71,9 proc. Polaków uważa kwestię reparacji za zamkniętą. Niemniej PiS, gdy ma w kraju kłopoty, nadal wyciąga antyniemiecką kłonicę, licząc, że pomstowanie na „niemiecką UE” wraz z 500+ pozwoli utrzymać się przy władzy, nawet kosztem politycznej izolacji kraju.

Osamotnienie widać gołym okiem. Waga Polski w UE topnieje, a Francji rośnie. Po brexicie Francja jest jedynym z krajów UE stałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ i jedynym mocarstwem atomowym. Jest w związku z uchodźcami ważnym rozgrywającym w unijnej polityce afrykańskiej i bliskowschodniej oraz – po wycofaniu się Trumpa – w polityce klimatycznej. Ponadto zapowiedziane przez Macrona reformy w duchu schröderowskiej Agendy 2010 przybliżają Francję do Niemiec i stworzenia Eurolandu w ramach UE – z własnym parlamentem, ministrem finansów (i prawem ingerowania w budżety narodowe) oraz dochodami.

Większość tych narzędzi można wprowadzić bez żmudnych i długotrwałych zmian traktatowych. Polska będzie poza tym nowym wspólnym rynkiem; handel będzie nadal bezcłowy, ale o jego warunkach będzie decydować strefa euro. Zakulisowe rozmowy w tej sprawie – bez Polski i Węgier – już rozbiły Grupę Wyszehradzką. Przy czym niewyszukane protesty Szydło i Waszczykowskiego robią może wrażenie na Nowogrodzkiej i w twardym elektoracie PiS, ale nie w Paryżu, Pradze, a i teraz w Berlinie.

Kaczyński jest w Europie sam jak palec – twierdzi komentator „Süddeutsche Zeitung”, to dlatego „Macron w sporze o&...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]