POLITYKA

Poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Polityka - nr 15 (3106) z dnia 2017-04-12; s. 28-30

Opowieść Świąteczna

Marek Zając

Teleteolog

Reza Aslan, największy dziś religijny showman Ameryki, stworzył program, który przed jednymi odkrywa uniwersalną prawdę o Bogu, a dla innych jest tylko szokującym religijnym porno.

Mistrz Hitchcock byłby kontent. Na początku przystojny mężczyzna w średnim wieku ogłasza: „Przez 20 lat studiowałem różne religie. Teraz zamierzam ich doświadczyć”. A potem z obrzydzeniem, ale bez dłuższego wahania przełyka pieczony kawałek mózgu. Ludzkiego mózgu.

Tak zaczęła się dokumentalna seria „Believer” – sześć premierowych odcinków w każdą niedzielę na antenie CNN. Od hinduizmu przez ultraortodoksyjnych Żydów po voodoo. Część widzów jest zachwyconych. Inni grzmią o upadku słynnej stacji telewizyjnej, a jej skrótową nazwę rozszyfrowują jako Cannibal News Network. Ale stacja gra tu drugie skrzypce. Mistrzem przedstawienia jest Reza Aslan.

Sławny, bogaty, z doktoratem

Rocznik: 1972. Miejsce urodzenia: Teheran. Aslan świetnie opanował styl, który reszta świata nieudolnie usiłuje naśladować za Ameryką, do której jego rodzina uciekła przed rewolucją ajatollahów. Mówi z żarliwym zaangażowaniem, gestykuluje, czasem przesadnie akcentując niektóre słowa. Moduluje tempo, aby ani na moment nie uśpić uwagi.

Biorąc pod uwagę stereotypowe wyobrażenia o uniwersyteckich wykładowcach, ciężko uwierzyć, że mamy do czynienia nie z taśmowym produktem celebrycko-prezenterskim, ale z naukowcem. Człowiekiem, który studiował teologię, historię i socjologię religii, a także zgłębiał meandry polityki na Bliskim Wschodzie. Członkiem m.in. Towarzystwa Literatury Biblijnej i Amerykańskiej Akademii Religii, największego na świecie gremium zrzeszającego badaczy wiar wszelakich. Krótko mówiąc: Aslan to nie jest profesorska Liga Mistrzów, ale wiedzę i warsztat doktora ma.

Przede wszystkim jednak stał się sławny i bogaty. Na listy bestsellerów jako pierwsza wdarła się jego opublikowana w 2005 r. książka „No god but God” (w Polsce jako „Nie ma Boga oprócz Allaha. Powstanie, ewolucja i przyszłość islamu”). Wniebowzięty recenzent „New York Timesa” oceniał, że to „brawurowa narracja i wnikliwa analiza” oraz „ambitne i przystępne wprowadzenie do islamu”. To jednak była dopiero uwertura.

26 lipca 2013 r. w studiu hiperprawicowego Fox News program prowadziła czarnoskóra Lauren Green, uchodząca w stacji za ekspertkę w sprawach religii. Na łączach Aslan prezentujący nowe dzieło: „Zelota. Życie i czasy Jezusa z Nazaretu”. Książka sprzedaje się średnio. Nie zawiera zresztą nic odkrywczego. Autor rozwija starą hipotezę, korzystając też niestety z częściowo przestarzałych argumentów, że Jezusa Chrystusa jako człowieka i Boga, Zbawiciela świata – wykreował dopiero św. Paweł z Tarsu. Tymczasem w rzeczywistości Cieśla z Nazaretu był wędrownym nauczycielem obdarzonym nieprzeciętną charyzmą, społecznym rewolucjonistą i zelotą – radykalnym galilejskim patriotą, który nie zajmował się mrzonkami o Królestwie Niebieskim.

Tyle jednak wystarczyło, żeby w niektórych kręgach chrześcijańskich sprowokować dyżurne protesty, a dla Fox News taki temat to gratka. Dziennikarka już w pierwszym pytaniu uderzyła mocno: skoro pan jest muzułmaninem, dlaczego napisał książkę o Jezusie? Aslan ze stoickim spokojem wyjaśnia: „Nie jestem muzułmaninem piszącym o Jezusie. Ja jestem fachowcem z doktoratem”.

Rozmowa błyskawicznie obiegła świat jako internetowy viral okrzyknięty najgłupszym wywiadem w historii Fox News. „Zelota”, chociaż spotyka się też z ostrą krytyką kolegów po fachu, zaczął sprzedawać się jak ciepłe bułeczki. Po kilku dniach był już najpopularniejszą w Ameryce książką na Amazonie. Nic dziwnego – Aslan pisze z werwą, stylem klarownym i potoczystym.

Religie jak języki

„Kiedy miałem 15 lat, odnalazłem Jezusa” – gdyby czytelnik przerwał lekturę na pierwszym zdaniu wstępu do „Zeloty”, niechybnie nabrałby przekonania, że sięgnął właśnie po jakieś pobożne świadectwo służące ewangelizacji maluczkich.

Tymczasem Aslan wychowywał się w rodzinie „umiarkowanych muzułmanów i zdeklarowanych ateistów”. Jak wspomina: „W Iranie, gdzie się urodziłem, byłem muzułmaninem, ponieważ byłem Persem. Moja religia i tożsamość etniczna były ze sobą wzajemnie powiązane”. Wiara była jak powietrze – coś tak naturalnego, że traktowanego bezrefleksyjnie. Dopiero ucieczka z Iranu sprawiła, że „religia w ogóle, a islam w szczególności stały się w naszym domu tematem tabu. Islam zaczął symbolizować wszystko, co straciliśmy na rzecz mułłów, którzy teraz rządzili Iranem. Matka nadal modliła się, kiedy nikt jej nie widział, i nadal można było znaleźć ukryty w szafie albo szufladzie zabłąkany egzemplarz Koranu. Ale z naszego życia w dużej mierze zniknął jakikolwiek świat Boga”.

Do czasu, bo Wszechmogący wkroczył w życie nastoletniego Rezy z impetem. Na młodzieżowym obozie zorganizowanym przez jeden z ewangelikalnych Kościołów Aslan uwierzył w Jezusa. Jego nawrócenie było czyste i szczere, ale po latach uczciwie przyznawał, że znaczenie miało coś jeszcze: jako chrześcijanin wreszcie poczuł się stuprocentowym Amerykaninem. Odtąd często powtarza, że wiara i kultura z reguły ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]