POLITYKA

Wtorek, 25 kwietnia 2017

Polityka - nr 44 (3083) z dnia 2016-10-26; s. 22-24

Polityka

Wiesław Władyka

Ten straszny Michnik

Jest jedną z najbardziej zasłużonych postaci dla współczesnej Polski. A teraz jedną z najbardziej atakowanych i znienawidzonych.

Okrągłe 70. urodziny Adama Michnika nieszczęśliwie sprzęgły się w czasie ze śmiercią Andrzeja Wajdy, choć przecież można doszukiwać się tu wielu symbolicznych znaków, jako że Wielki Mistrz był jednym z założycieli „Gazety Wyborczej” i bliskim przyjacielem szanownego Jubilata.

Obydwaj zresztą zostali odpowiednio potraktowani przez zajadłą prawicę. Mistrza na pożegnanie potraktowano z niejakim lekceważeniem, wyceniając i twórczość, i życie na mniej więcej, jak napisał jeden z autorów, cztery minus. Michnika zaś wyrzucono, można powiedzieć, poza skalę, czego przejawem był przede wszystkim materiał wyemitowany przez „Wiadomości” TVP 17 października, a zestrojony wyjątkowo podle. W nim to można było się dowiedzieć, że Michnik, mimo że walczył z komunistami, to „w wielu sprawach” zaczął mówić jednym z nimi głosem, że przy Okrągłym Stole głównie zajmował się wznoszeniem toastów, a w ogóle to w III RP jego działalność to „pasmo afer i hańb”.

Jarosław Kurski, zastępca redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej”, odpowiedział na to listem do Jarosława Kaczyńskiego, jako tego, kto dzierży w Polsce praktycznie nieograniczoną władzę, który kończył się zdaniem: „A teraz już na serio i po ludzku: Nie wstyd Panu?”. „Gazeta” zresztą postanowiła pozwać „Wiadomości” do sądu.

Co się stało? Dlaczego Adam Michnik w dniu swoich 70. urodzin jest tak niebywale obrażany, dlaczego spychany w piekło nawet przez kiedyś bliskich współpracowników czy kompanów wielu batalii politycznych i innych? Żeby w niebyt, powiedzmy, mielibyśmy tu do czynienia z typową niewdzięcznością, podszytą kompleksami i zazdrością, ale dlaczego w takie piekło przepastne, gdzie przez wieczność ma spłacać winy i odpokutowywać grzechy?

Stał się dla wielu środowisk i dla wielu osób punktem centralnym wszechświata, od którego wszystko się zaczyna i na którym wszystko się kończy. Jeśli nawet od dobrych kilku lat Michnik ograniczył swoją obecność publiczną, i dzisiaj bardziej uprawia pracę biblioteczną i autorską, nadal przecież przyciąga wściekłość i oskarżenia, które obejmują już cały życiorys własny, jak też rodziny.

Czym sobie zasłużył na takie potraktowanie? Z czego składa się ta „michnikowszczyzna”, jak zwykła mówić prawica o systemie myśli, przekazów, praktyk i obyczajów redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej”? Termin michnikowszczyzna pochodzi od tytułu książki Rafała Ziemkiewicza wydanej w 2006 r. (a więc za pierwszego PiS, co ważne i symptomatyczne), w której zarzuca się redaktorowi naczelnemu „GW”, że stał się głównym autorem i promotorem „postkomunizmu w Polsce”, że to on ukształtował powszechnie przyjmowane poglądy w sprawie lustracji i dekomunizacji, także wiele innych szkodliwych dla żywotnych interesów Polski.

Oczywiście są żale i złośliwości sięgające dalszej przeszłości, gdzieś do początków kształtowania się opozycji demokratycznej w PRL, a już zwłaszcza jej bardziej rozwiniętej postaci, czyli KOR, potem Solidarności lat 1980–81 i wreszcie po grudniu 1981 r. Ten łańcuch historyczny kończy rok 1989 i Okrągły Stół. Oczywistym faktom z biografii Michnika, zaświadczonej działalności, szykanom i więzieniom, znaczącym dla historii Polski tekstom i czynom przeciwstawia się od lat – a w ostatnim czasie, za rządów PiS już w sposób ostentacyjny – inną wersję tamtych wydarzeń, w których zostają zmienione znaki i wartości, inne także są nagrody i kary. Michnik i ludzie mu politycznie bliscy zostają przedstawieni jako szkodnicy, co najwyżej jako ludzie mało ważni, nieistotni, przeszkadzający wielkiemu dziełu, któremu mieli przewodzić dzisiejsi politycy z obozu rządzącego oraz Lech Kaczyński. To otoczenie Michnika miało podtrzymywać, ile się da, ustalenia Okrągłego Stołu (zwłaszcza tajne), który może i był konieczny na tamtym etapie historycznym, co wykorzystało dla swoich niecnych interesów i dla zniewolenia Polski, bo i takie określenia padały i padają.

Gdyby Adam Michnik inaczej zachowywał się po 1989 r., pełnił inną rolę, znalazłby się w innym miejscu, zapewne to, co robił wcześniej, byłoby potraktowane łaskawiej. Jednak tak się nie stało. Wkład Michnika w nową polską rzeczywistość był ogromny, zwłaszcza że po pierwsze, chciał i potrafił wpływać na nią, a po drugie, mógł współtworzyć, a potem wykorzystywać jeden z najbardziej sprawnych instrumentów kształtującej się demokracji i nowej polityki, czyli „Gazetę Wyborczą”. Po trzecie wreszcie miał swoje wyraźne wyobrażenie – w czym nie był odosobniony – Polski, która się wyłaniała, jej wartości, porządków, zasad, także moralnych. Związany z tym był nierozerwalnie pogląd, jakimi mianowicie sposobami, wedle jakich metod, ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]