POLITYKA

Czwartek, 17 maja 2012

Polityka - nr 4 (2488) z dnia 2005-01-29; s. 58-59

Po tsunami

Adam SzostkiewiczAgnieszka Mazurczyk  [wsp.]

Teologia katastrof

Katastrofa w Azji wystawiła na ciężką próbę wiarę milionów wyznawców wielkich religii świata.

Niby życie wraca powoli do normy – to w końcu Azja, gdzie przyroda lubi szaleć, a ludzie krzątają się niczym pszczoły w ulu wbrew wszelkim nieszczęściom – a jednak szok jeszcze nie ustąpił. Kiedy wrócą rodzice? – pytają dzieci. Czemu Bóg do tego dopuścił? – zastanawiają się dorośli. Gdzie to było możliwe, tłum wiernych wypełnił meczety, świątynie i kościoły. Jedni dziękowali Bogu lub bogom swej religii za ocalenie siebie lub najbliższych, inni modlili się za ofiary i prosili o zmiłowanie.

W meczecie w Banda Aceh, gdy za ścianami dudniły koparki i buldożery usuwające zwały gruzu, prowadzący zbiorowe piątkowe modły przypomniał wiernym: Pochodzimy od Boga i do Boga wracamy. Nie wszystkim takie wytłumaczenie tragedii wystarczy. – Jestem muzułmaninem, ale i racjonalistą – mówi polski teolog islamski prof. Selim Chazbijewicz. – Tragedię w Azji uważam za nieszczęśliwy zbieg okoliczności. Tłumaczenie tsunami w kategoriach kary jest absurdem. Nie sądzę, by Bóg działał na zasadzie ręcznego sterowania.

Nie zdarzyło się dotąd, by żywioł natury uderzył tak dotkliwie w ludzi wyznających tak wiele religii. W muzułmanów w Indonezji i Tajlandii, buddystów w Tajlandii i na Sri Lance, w hinduistów w Indiach, w rozsiane po rejonie katastrofy wspólnoty chrześcijan różnych Kościołów, a wśród turystów przybyłych na świąteczne urlopy – w chrześcijan, żydów i niewierzących. Ta wspólnota w nieszczęściu nie jest wcale tak oczywista. Z doniesień płynących z rejonu tragedii wynika, że nie brakuje tych, którzy odrzucają wytłumaczenie racjonalistów – wszystko jedno, wierzących jak Chazbijewicz, czy niewierzących jak brytyjski filozof Bryan Appleyard: „Prosta prawda jest zawsze taka sama: nieprzewidywalna i niedająca się ujarzmić przyroda nadal może wystawić na pośmiewisko naszą dumę i przekreślić nasze plany w ułamek sekundy”.

Ale z dala od Europy słychać inne głosy. Prości Azjaci wymyślają własne odpowiedzi. Religia miesza się w nich z uprzedzeniami i przesądami. Mieszkańcy indyjskich stanów dotkniętych katastrofą mówią, że tsunami to wyraz gniewu bogów wywołanego rosnącą korupcją i chciwością. Rybacy przestają sobie pomagać, coraz częściej patrzą na innych kolegów jak na rywali: matka-morze się na to gniewa. Słynny w Indiach guru Sri Ravi Szankar, bożyszcze tutejszych nowobogackich, tłumaczy reporterowi „New York Timesa”: „Kiedy zapominasz o przyrodzie, ona ci o sobie przypomni w taki sposób”.

To ekologiczne wyjaśnienie katastrofy ma wielu zwolenników ponad religijnymi i światopoglądowymi podziałami. Do ekologii odwołują się też polscy reprezentanci wschodnich religii. Muzułmanin Chazbijewicz: – Człowiek stał się zbyt zadufany w sobie i zaczął traktować przyrodę jak kolejny gadżet. Islam popiera podejście ekologiczne i głosi konieczność życia w zgodzie z naturą świata i człowieka. Islam zachęca do szacunku dla przyrody.

Nauczycielka medytacji w duchu buddyjskiej tradycji zen Małgorzata Braunek wskazuje, że na Ziemię można popatrzeć jak na żywy organizm – wybuchy wulkanów czy trzęsienia ziemi są jego naturalną funkcją. – Ziemia od czasu do czasu coś z siebie wyrzuca. Ziemia jako żywy organizm wchodzi też w reakcje i relacje z nami, ale my o nią zwykle nie dbamy, tylko wykorzystujemy. Pięknie, ale na samej buddyjskiej Sri Lance o ekologii mówią mniej chętnie. Wyspę tę, dawny Cejlon, zamieszkują także wyznawcy hinduizmu, islamu i chrześcijaństwa. Podziały na tym tle doszły do głosu w reakcji na katastrofę. Jeszcze przed tsunami buddyjscy fundamentaliści atakowali wspólnoty chrześcijańskie. Teraz ci fanatycy religijni obwiniają chrześcijan, że to oni ściągnęli na wyspę nieszczęście. Przecież zabijanie zwierząt na uczty z okazji narodzin Chrystusa nie może się podobać hinduizmowi i buddyzmowi, które głoszą poszanowanie wszelkiego życia i wegetarianizm. Muzułmanom nie podobało się z  kolei, że innowiercy pili podczas świąt Bożego Narodzenia mnóstwo alkoholu. A na dodatek biali turyści przywlekli z sobą plagę narkotyków. W Indonezji muzułmańscy fundamentaliści wezwali do odrzucenia pomocy humanitarnej z Zachodu, bo dopatrzyli się w niej narzędzia chrystianizacji. A zatem katastrofa oznacza karę za grzech i gniew Boży.

No dobrze, ale wobec tego czym wytłumaczyć, że wśród ofiar tsunami znalazły się przede wszystkim tysiące muzułmanów i buddystów, wśród nich tyle dzieci?

I z tym nie ma większego kłopotu. Widocznie zasłużyli sobie na swój los, bo nie szanowali nakazów religii &...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]