POLITYKA

Wtorek, 26 września 2017

Polityka - nr 34 (3124) z dnia 2017-08-23; s. 10-11

Ludzie i wydarzenia / Świat

Witold Pawłowski

Teraz Barcelona

Barcelończycy ogłosili po zamachach dumne „No tinc por”, nie boję się. Ale wkrótce rozpoczynają podróż w nieznane.

Miejsce banalnie ewidentne: Barcelona, Las Ramblas, najpopularniejszy deptak w mieście, szczyt sezonu, tysiące turystów. Czwartek, godz. 16.50. Pędząca zygzakiem biała furgonetka wybiera jak najwięcej ofiar, rozjeżdża je, podrzuca w górę, zabójcza trasa liczy 1,2 km, aż pod pomnik Kolumba na wybrzeżu. Ginie 13 osób, grubo ponad setka rannych, z 38 krajów. Kierowcy udaje się uciec. Od ponad roku obowiązuje czwarty, prawie najwyższy, stopień alertu antyterrorystycznego. Było wiele ostrzeżeń, udaremnionych prób i zatrzymań, bo Hiszpania odrobiła lekcje po madryckim zamachu Al-Kaidy na dworcu Atocha w marcu 2004 r., kiedy od eksplozji ładunków zginęły 192 osoby i blisko 1,5 tys. zostało rannych.

Od tamtej pory przez 13 lat nie wydarzyło się nic złego, co w Europie było stawiane za wzór skuteczności. Ale teraz to nowy (modny od roku, od masakry na promenadzie Anglików w Nicei, w Dzień Bastylii) rodzaj zamachów typu low cost, tanich i dostępnych. Ale i trudniejszych do zapobiegania. Bo nie trzeba wielu spiskowców, przygotowań, szkolenia wojskowego za granicą, ryzyka zakupu broni, ożywionej komunikacji z centralą. Wystarczy internet i wypożyczalnia samochodów.

Nocą tego samego dnia w turystycznym Cambrils na Costa Brava, 110 km od Barcelony, taki sam scenariusz: szarżujące audi też rozjeżdża tłum, ale koziołkuje. Pięciu sprawców ucieka, zostają zastrzeleni przez policję (ciągle poszukiwany jest kierowca). Młodzi chłopcy, wśród nich 17- i 18-latek.

Ale dobę wcześniej, prawdopodobnie w trakcie prac nad produkcją bomb, dochodzi do potężnej eksplozji w Alcanar, 200 km od Barcelony, w powietrze wylatuje dom. Policja odnajduje tam 120 butli z gazem i ślady TATP, środka wybuchowego domowej roboty, użytego też w zamachach w Brukseli i Paryżu. Zatrzymuje jedną osobę i znajduje też szczątki trzech innych. Co kieruje śledztwo w stronę klasycznego terroryzmu i siatki zamachowców. Tropy prowadzą do sennego miasteczka Ripoll, gdzie mieszkało kilku sprawców. Kilku innych, równie młodych, zatrzymano, w tym właściciela kafejki internetowej, a policja szuka imama z miejscowego meczetu (mógł zginąć w wybuchu w Alcanar). Kafejka i meczet – to mógł być błyskawiczny uniwersytet terroryzmu dla zagubionych i zdesperowanych, zorganizowany przez internetowych specjalistów z tzw. Państwa Islamskiego (ISIS).

Według policji 12-osobowa grupa od pół roku szykowała potężną operację, trzy furgonetki pułapki, ale teraz, po przypadkowej eksplozji, nie było już na co czekać, więc wybrali najprostszy wariant zamachu.

Hiszpańskie służby umieją zwalczać terroryzm, bo od końca lat 80. walczyły z baskijskimi separatystami z ETA (tamte zamachy kosztowały życie ponad 800 osób, dopiero całkiem niedawno odstąpili od przemocy). Po zamachu w Madrycie też wpierw ogłoszono, że to ETA. Ale szybko nastąpiła zmiana i cały solidny know-how użyto do walki z dżihadystami. A było z kim, bo kraj był przez lata ich wygodnym zapleczem w Europie. Mohamed Atta, ten od nowojorskiego zamachu 9/11, właśnie w Cambrils spotykał się z wysłannikiem Al-Kaidy na dwa miesiące przed akcją. Przez lata zatrzymano ponad 700 osób (co czwarta mieszkała w Katalonii), 259 skazano.

Ostatnio służby, jak podały, miały na oku 260 osób podejrzewanych o związki z ISIS i 500 telefonów na podsłuchu. Katalonia zajmowała w tych działaniach eksponowane miejsce, bo jest tu szczególnie wiele skupisk muzułmanów. Ale nie ma, jak i w całym kraju, ostrej „kwestii muzułmańskiej”. Z powodu udanej integracji 1,7 mln muzułmanów, ale i słabej nacjonalistycznej prawicy: nie ma komu poszczuć na imigrantów i skłócić. Ta katalońska otwartość na innych przetrwała zamach. Jeśli tu się ostatnio protestowało, to przeciw zaborczym turystom.

Są problemy społeczne, zwłaszcza w afrykańskich enklawach Melilli i Ceucie, bezrobocie i przestępczość, ale zdecydowanie nie takie jak na przedmieściach Paryża. Do enklaw przenikają napięcia polityczne z sąsiedniego Maroka, to tędy też dociera propaganda ISIS. Ale według think tanku Real Instytuto Elcano w szeregi dżihadystów trafiło tylko 160 Hiszpanów, tyle co Duńczyków. Co może być miernikiem (niskiego) stopnia frustracji hiszpańskich muzułmanów. Również w koalicji przeciw ISIS Hiszpanie nie grają pierwszych skrzypiec i nie prowadzili nalotów w Syrii.

Gdzie więc teraz było najsłabsze ogniwo? Wraz ze zbliżającym się referendum 1 października, uznawanym przez Madryt za niekonstytucyjne i nielegalne, mającym rozstrzygnąć o przyszłości Katalonii, pojawiły się opinie, że centrala zawiniła i tutaj. Mossos d’Esquadra, lokalna policja, po latach próśb o wzmocnienie kadrowe i skarg, że nie dostaje informacji, dopiero przed miesiącem ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]