POLITYKA

Piątek, 18 sierpnia 2017

Polityka - nr 29 (3119) z dnia 2017-07-19; s. 22-24

Ogląd i pogląd

Wojciech Łączewski

Terroru jak nie było, tak nie ma

Ustawa o działaniach antyterrorystycznych stała się częścią porządku prawnego. W rocznicę obowiązywania warto jej się dokładniej przyjrzeć. Bo wydaje się, że mniej chroni obywateli, a bardziej daje możliwości ich kontroli.

Do momentu wprowadzenia ustawy o działaniach antyterrorystycznych nie było w Polsce aktów terroru i nie istniało zagrożenie, które uzasadniałoby uchwalenie specjalnej regulacji. Przedstawiając założenia ustawy „antyterrorystycznej”, ograniczającej wolności obywatelskie jeszcze przed zamachami w Brukseli, można się było narazić na spory opór. Jednak po zamachach w Paryżu i Brukseli władze państwowe, umiejętnie dozując napięcie, stworzyły wrażenie zagrożenia, po czym zaproponowano konkretny akt prawny mający je zlikwidować. Skupiono się na emocjach. Intencjonalne przedstawianie zdarzeń doprowadziło do sytuacji, w której w czerwcu 2016 r. 49 proc. Polaków obawiało się aktów terroru (w grupie wyborców deklarujących prawicowe poglądy było to 64 proc.).

Ustawa pod pretekstem zapobiegania aktom terroru wprowadziła szereg rozwiązań, które niekoniecznie terroryzmowi zapobiegają, za to umożliwiają niekontrolowaną inwigilację.

Udzielono ABW dostępu do wszystkich istotnych baz danych, zapominając, że „przyjezdnych” terrorystów w takich bazach raczej nie będzie. Można się zatem zastanawiać nad celem niekontrolowanego dostępu ABW do baz danych ZUS, KRUS lub Głównego Geodety Kraju. Niespecjalnie zwalczaniu terroryzmu służy wprowadzony obowiązek rejestrowania kart prepaid. Nie zapobiegło to zamachom w Paryżu, Brukseli, Manchesterze i Londynie. Jednym z argumentów za rejestracją kart była reakcja na dużą ilość alarmów o podłożeniu ładunków wybuchowych. Nowe rozwiązanie nie pomogło. Raport Centralnego Biura Śledczego Policji (CBŚP) mówi o zwiększonej liczbie powiadomień o podłożeniu urządzeń wybuchowych (z 324 w 2015 r. do 391 w 2016 r.). Wykrywalność pozostała na tym samym poziomie.

Nie pokuszono się o wprowadzenie rozwiązania funkcjonującego w Australii, gdzie od danego operatora można kupić jedną kartę prepaid miesięcznie za okazaniem dokumentu tożsamości. Zapłata musi nastąpić z konta osoby okazującej dokument tożsamości. U nas można poprosić jakąś „niewidzialną rękę”, by za niewielką opłatę nabyła taki zakazany przedmiot. Na marginesie, producenci telefonów mówią o wyeliminowaniu kart SIM. W USA już funkcjonuje Apple SIM, które umożliwia zmianę operatorów i jednoczesne korzystanie bez rejestracji z usług kilku dostawców.

Twórcy ustawy nie pokusili się o zredefiniowanie pojęcia terroryzmu i nie uzupełnili go o terror psychologiczny, a świętowanie sylwestra w Kolonii nadal służy do uprawiania propagandy. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że polskie służby nie poddały analizie działań współczesnych terrorystów. Wskazuje na to kształt ustawy i brak propozycji zmiany rozwiązań po roku jej obowiązywania.

Obecnie dominuje terroryzm indywidualny lub leaderless resistance, w którym nie istnieje centralny ośrodek dyspozycyjny. Terroryści reagują w ten sam sposób w konkretnych sytuacjach, spajają ich poglądy. Komórki organizacyjne posiadają autonomię w zakresie planowania i wykonawstwa, prowadzą komunikację jawną i ukrytą oraz są odporne na ciosy państwa. Poszczególne grupy mogą odpowiadać za propagowanie ideologii, działania wywiadu, szkolenie, finansowanie, pomoc więźniom i ataki terrorystyczne.

Nie widać w polskiej ustawie rozwiązań temu zapobiegających, a wiele jest anachronicznych. Nie uwzględniono powszechnie dostępnego internetu, hotspotów, szyfrowanych komunikatorów, sieci TOR i VPN. Nie chodzi o to, by słuchać, tylko wiedzieć, co się słyszy, i poddawać to bieżącej analizie. Służby Francji, Belgii i Wielkiej Brytanii inwigilowały bez analizy. Był to efekt używania przez terrorystów z Paryża i Brukseli dużej liczby telefonów, przy równoczesnym zaniechaniu Social Network Analysis (SNA), nie wspominając o Big Data. Francja jest krajem inwigilacji przyjaznym, ale stosowane wcześniej metody monitorowania działalności terrorystycznej nie sprawdziły się i większość wniosków wyciągnięto już po zamachach.

Nie stawiam zarzutu wyłącznie polskim politykom, którzy mianowali się „specjalistami od służb”. Nieumiejętnie wypowiadają się też politycy europejscy, a obecnie trwa wypracowywanie wspólnych koncepcji. Dominuje chęć inwigilacji i zakazu szyfrowania (WhatsApp, Signal itp.). Zaczęło się od ataku na redakcję „Charlie Hebdo”.

FBI po analizie metodologii działania terrorystów doszło do wniosku, że odbywali oni tylko rozmowy telefoniczne (esemesy były sporadyczne). Zasadą była aktywacja karty przed zamachem. W tej sytuacji wprowadzenie zakazu szyfrowania będzie nieefektywne, a zwykli użytkownicy będą bardziej podatni na ryzyko ataku cybernetycznego. Politycy kompletnie zapominają o kryptografii czy steganografii. Szum informacyjny i duża liczba telefonów umożliwiły terrorystom komunikację poza podejrzeniami. Służbom trudno wyłapać informacje istotne, rozmowy tylko się namierza, a zamachom nie można zapobiec.

Dobrym rozwiązaniem w ustawie jest jednoznaczne przypisanie szefowi ABW odpowiedzialności za bezpieczeństwo kraju. Z drugiej strony stworzono przeładowany informacjami ośrodek, który nie bę...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Wojciech Łączewski jest sędzią Sądu Rejonowego dla Warszawy Śródmieścia w Warszawie; obecnie przygotowuje pracę doktorską pt. „Operacja specjalna. Aspekty prawne, techniczne i dowodowe” w Katedrze Kryminalistyki Instytutu Prawa Karnego WPiA UW.