POLITYKA

Piątek, 18 sierpnia 2017

Polityka - nr 41 (2726) z dnia 2009-10-10; s. 72

Kultura / Polska Literatura Współczesna

Anna Nasiłowska

Tristan był Polakiem

„Tristan 1946” Marii Kuncewiczowej to powtórka celtyckiego mitu o Tristanie i Izoldzie, a zarazem próba spojrzenia na skomplikowane losy ludzkie tuż po II wojnie światowej. Powieść psychologiczna, powieść o miłości, ale i obrachunek z historią.

Maria Kuncewiczowa była przed wojną przede wszystkim autorką opublikowanej w 1936 r. „Cudzoziemki”. Ta powieść do dziś zresztą nie zbladła. Przejmująca jest zwłaszcza psychologia Róży, kobiety niekochającej i niekochanej, która zadręcza swoje dzieci i rani bliskich w obawie, by nie zraniono jej bardziej. To bardzo odważna próba opisania postaci zaprzeczającej mitowi dobrej, kochającej matki, który w naszej kulturze odgrywa pierwszorzędną rolę, także z powodów religijnych.

W 1939 r. Kuncewiczowa wraz z mężem opuściła Polskę i prawie natychmiast spadły na nią poważne zobowiązania: jako wiceprezes Polskiego Pen Clubu najpierw w Paryżu, potem w Londynie, robiła wszystko, co tylko możliwe, by sprawa polska stała się na świecie bardziej zrozumiała, by łączono z nią uczucia, na jakich nam zależy, i by polscy pisarze nie zostali bez pomocy. To była ciężka praca i trudna próba, w trakcie której udało się zyskać w Wielkiej Brytanii wielu sojuszników i przyjaciół, ale nie udało się wpłynąć na zasadnicze rozstrzygnięcia polityki alianckiej dotyczącej Polski.

Tuż po zakończeniu wojny pisarka wycofała się na pewien czas z aktywności, osiadła z mężem w Kornwalii, z daleka od wiecznie rozdyskutowanego polskiego Londynu, gdyż i jej nie ominęły zarzuty, że była zbyt ugodowa. Spacerując z mężem wzdłuż wybrzeża, patrząc w morze, po którym niegdyś mieli żeglować bohaterowie celtyckiego mitu, wymarzyła sobie powieść o współczesnym Tristanie, który mógłby być młodym Polakiem. Izolda będzie więc młodą Irlandką, która poślubia króla Marka... Kogóż może poślubić Izolda tuż po zakończeniu wojny? A więc przeniesiony w czasie król Marek okaże się starym profesorem, psychologiem Bradleyem, bajecznie bogatym, nazywanym czasami królem swojej dziedziny. A ponieważ imię Izolda brzmiałoby sztucznie, bohaterka będzie po prostu Kasią: Kathleen czy Kate.

I inne jeszcze elementy klasycznej opowieści celtyckiej, u nas znanej przede wszystkim za pośrednictwem francuskiego opracowania Josepha Bédier, dadzą się bez trudu wpisać w realia współczesnego świata, może jako kolejna inkarnacja mitu, ale może wyraz tęsknoty za nim. Bo też rozpoznanie Michała i Kasi jako Tristana i Izoldy w powieści zawdzięczamy parze lesbijek, które nieco znudzone prowincjonalnym życiem i sobą nawzajem na wszystko reagują przesadnie, ekscytując się plotkami, własnymi fantazjami i każdym niezwykłym wydarzeniem.

Powieść powstawała długo, wydano ją po raz pierwszy w Warszawie w 1967 r. Kuncewiczowa jeszcze wtedy nie osiadła na stałe w zbudowanym przed wojną i odzyskanym domu w Kazimierzu nad Wisłą, kończyła pracę wykładowczyni literatury polskiej w Chicago, ale decyzja o powrocie do kraju została już podjęta. A więc utwór nie jest częścią literatury emigracyjnej, nie było powodu, by upominać się o niego jako jedną z białych plam. Właściwie jednak dotyczy wojennej i tużpowojennej emigracji i rzeczywiście opowiada historię mało znaną, oboczną wobec głównego nurtu i słabo wpisaną w nasze wyobrażenia historyczne.

Polacy na Zachodzie, tuż po wojnie, usiłują znaleźć swoje miejsce w życiu. Michał-Tristan był podczas wojny w partyzantce, walczył w Powstaniu Warszawskim; wywieziony do obozu znalazł w się w strefie zachodniej i odszukał osiadłą w Wielkiej Brytanii matkę, która wyjechała w 1939 r. Jest młodym człowiekiem doświadczonym wojenną traumą, dziwnym, psychicznie poturbowanym. Przypomina trochę bohatera wczesnych wierszy Różewicza.

Tristan to nie jest idealny kochanek. W miłości do Kasi nie potrafi wykroczyć poza „dzisiaj” – ułożenie sobie życia za kilka lat, wybór zawodu czy zaplanowanie kariery przekraczają jego możliwości. Toteż Izolda ma trochę racji, gdy wybiera króla Marka, przy tym profesor wydaje się zachwycony obojgiem. Może to niebezpieczna gra, może biseksualna fantazja. Podszyta też wojennym lękiem, że niewinna młodość stała się bardzo cenna, jeśli w ogóle ocalała. Współczesność dopisuje do mitu nowe wątki, nie chodzi tu o mechaniczne przeniesienie w czasie, realistyczne wyjaśnienia też oświetlają na nowo klasyczną fabułę.

Kuncewiczowa za dobrze znała Wielką Brytanię, aby posłużyć się prostym przeciwstawieniem: Polacy – Brytyjczycy. Jest tu mnóstwo obserwacji różnic kulturowych, począwszy od umiłowania zupy grzybowej – zdaniem Anglików – trującej! Ale na poziomie politycznym można zaobserwować całą gamę różnic. Istnieją ludzie tak życzliwi Polsce, że ociera się to o sentymentalizm, ale są i tacy, którzy węszą spisek obcych przeciwko Imperium. Także Polacy są różni, pewien Franciszek z Londynu okazuje się zwolennikiem „uniwersalizmu” i sprawy narodowe uważa za zbytni partykularyzm, matka Michała zachowuje dystans, sam Michał, póki ż...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]