POLITYKA

Czwartek, 27 lipca 2017

Polityka - nr 38 (2723) z dnia 2009-09-19; s. 12-15

Temat tygodnia

Adam Krzemiński

Trupy w szafach Europy

Każdy naród w Europie zmaga się z jakąś hańbą domową i jakimś wstydem. Niemal każdy leczy rany po wojnach światowych lub tylko po własnych: kolonialnych, domowych, granicznych, etnicznych. Po samosądach rewolucyjnych urojeń i po ordynarnym wyścigu narodowych egoizmów.

17 października 1961 r. wieczorem 30 tys. Algierczyków wyszło na ulice Paryża, by zaprotestować przeciwko godzinie policyjnej. Od bez mała dwóch tygodni „muzułmańskim Francuzom z Algierii” nie wolno było po niej opuszczać domów. De Gaulle wprawdzie już nawiązał rozmowy z FLN (algierskim Frontem Wyzwolenia Narodowego), ale wojna nadal trwała, a francuscy generałowie grozili kolejnym puczem.

Demonstranci zachowywali się spokojnie, gdy policja zaatakowała ich z niebywałą brutalnością. Zginęło ponad 200 osób – około 150 jest znanych z nazwiska. Jednych zastrzelono na ulicy. Innych wrzucono do Sekwany lub zamordowano na podwórzu prefektury policji. Jeszcze innych zatłuczono w trakcie przewożenia na stadion Coubertina, zamieniony czasowo w obóz koncentracyjny dla 14 tys. zatrzymanych, niemal połowy uczestników demonstracji!

Te wydarzenia, pisze Olivier Le Cour Grandmaison, przewodniczący Stowarzyszenia 17 października 1961 – Przeciwko Zapomnieniu, zostały następnie poddane orwellowskiej akcji wypierania się zbrodni. Ciała ofiar ukrywano lub wrzucano do Sekwany, by upozorować utonięcia lub wewnętrzne porachunki między Algierczykami. Minister spraw wewnętrznych Roger Frey w sprawozdaniu przed senatem mówił o 6 zabitych i 36 rannych. Przecież państwo francuskie nie popełnia zbrodni!

Racja stanu, cynizm, tchórzostwo dziennikarzy i ciasno pojęte interesy partyjne wpłynęły na zmowę milczenia, która trwała ponad 30 lat. Książki i artykuły prasowe o masakrze były konfiskowane. Film Jacques’a Panijela „Październik w Paryżu” przeleżał na półce. Rehabilitacja generałów-puczystów z 1961 r. i pięć kolejnych amnestii ogłoszonych przez de Gaulle’a i Mitterranda ułatwiły niemal całkowite wyparcie tamtych zdarzeń z francuskiej świadomości. Dopiero w latach 90. sprawa zaczęła wracać na fali ujawniania francuskich białych plam. Przemilczana paryska masakra z 1961 r. to pierwszy z brzegu przykład na to, że poukrywane w państwowych szafach szkielety po latach jednak wychodzą na światło dzienne. Domagają się honorowego pogrzebu i rachunku sumienia wnuków za czyny dziadków.

Demony prakatastrofy

Francuska zadra to nie tylko brudne wojny w koloniach, które miały zatrzeć szok haniebnej klęski 1940 r., lecz przede wszystkim Vichy, gorliwa kolaboracja z III Rzeszą. Z okazji 70 rocznicy 1 września 1939 r. telewizja francuska godzinnym filmem dokumentalnym przypomniała Francuzom, że administracja i policja „Państwa Francuskiego” z własnej woli internowała i przekazała Niemcom tysiące żydowskich imigrantów z Europy Wschodniej (głównie z Polski), zanim jeszcze zażądały tego od nich władze okupacyjne.

Podobnie było w Holandii. Powojennym kultem Anny Frank – wspieranym również przez państwo – przesłaniano wstydliwy fakt, że dzięki sprawnej współpracy holenderskiej administracji aż 75 proc. Żydów (105 tys. ze 140 tys.) zostało wydanych Niemcom (w Belgii i Norwegii – 40 proc.). Zaś ci, którzy przeżyli kacety, byli po powrocie traktowani wrogo nie tylko przez holenderskich szmalcowników, nazywanych pulsami, ale i przez administrację państwową.

Trupy w szafie hiszpańskiej to ofiary wojny domowej i późniejszego – jak mówi Anthony Beevor – frankistowskiego gułagu, 30 tys. egzekucji, 190 obozów koncentracyjnych, 200 tys. zamordowanych i zmarłych. Po śmierci Franco przez niemal ćwierć wieku trwała zmowa milczenia. Przerwano ją dopiero w latach 90., gdy do głosu doszło pokolenie obdarzone łaską późnych urodzin.

Z kolei w powojennych Włoszech mit lewicowego ruchu oporu w latach 1943–1945 i niemieckich pacyfikacji na długo wytarł z pamięci zbiorowej uczestnictwo milionów Włochów w imperialnych wojnach Mussoliniego w Etiopii, Libii, Albanii, Grecji, aneksję Nicei i udział w napaści Hitlera na ZSRR. Przemilczane są także ofiary, ciągnącej się przez całe powojenne dziesięciolecia, ukrytej wojny domowej – policyjne masakry w czasie kampanii wyborczych, lewicowe i prawicowe zamachy terrorystyczne, mafijne skrytobójstwa w elicie władzy...

Zaś szafy naszej części Europy są pełne kości ludzkich pozostałych po prakatastrofie (Tomasz Mann) I wojny światowej, ofiar rewolucyjnego zamętu, rzezi i wojen o granice państw powstających na peryferiach rozpadających się imperiów, zamachów stanu i wojskowo-policyjnych akcji pacyfikacyjnych zarówno wobec mniejszości etnicznych, jak i strajkujących robotników czy wiejskiej biedoty. Pamięć o nich szybko przesłoniła ludobójcza kolonizacja Europy Wschodniej przez III Rzeszę, terror na terenach przyłączonych do ZSRR w wyniku paktu Ribbentrop-Mołotow, a po 1944 r. stalinizacja krajów zajętych przez Armię Czerwoną.

Wielkie wietrzenie

Dopiero upadek komunizmu w 1989 r. otworzył te szafy. Wróciły stare rachunki krzywd i zasług. Pojawiły się nowe pytania o miarę dumy i wstydu za wojenne i powojenne postawy. Czy współpraca z okupantem zawsze była naganna? Kiedy chwalebny był opór za wszelką cenę, a kiedy ugięcie się dla obrony biologicznej i materialnej substancji narodu? Dlaczego skazywać na infamię pisarza kolaborującego w 1941 r. ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]