POLITYKA

Poniedziałek, 24 lipca 2017

Polityka - nr 47 (3086) z dnia 2016-11-16; s. 23-25

Polityka

Jacek Żakowski

Trzeci sektor nie jest piątą kolumną

Piotr Frączak, szef Rady Programowej Ogólnopolskiej Federacji Organizacji Pozarządowych, o finansowaniu społeczeństwa obywatelskiego, zarzutach wobec organizacji pozarządowych i polityce insynuacji niszczącej prospołeczną aktywność

Jacek Żakowski: – Jest pan czyimś dzieckiem, mężem albo szwagrem?
Piotr Frączak: – Tak, jestem dzieckiem, mężem i szwagrem…

Zaczyna się kiepsko.
…ale nikogo takiego, kto by się kojarzył „Wiadomościom”.

A zna pan córki Bronisława Komorowskiego i Andrzeja Rzeplińskiego albo przynajmniej Kubę Wygnańskiego?
Oczywiście.

Znów kiepsko.
To są osoby doskonale znane w sektorze pozarządowym. Od wielu lat współpracuję z nimi w różnych sprawach. Tysiące ludzi z setek lub tysięcy różnych organizacji miało z nimi kontakt, bo działają od dawna. Podobnie jak z Jerzym Stępniem i z Fundacją Rozwoju Demokracji Lokalnej.

Nie bulwersuje pana, kiedy pan teraz widzi w „Wiadomościach” TVP i w prawicowej prasie mapki pokazujące, że córka prezesa Rzeplińskiego współpracuje z córkami prezydenta Komorowskiego, jej mąż pracuje w warszawskim ratuszu jako człowiek od trzeciego sektora i ma kontakty z fundacją, w której radzie zasiada sędzia Stępień, a ministerstwa dawały za rządów PO pieniądze na Szkołę Liderów, którą między innymi za pieniądze George’a Sorosa założył prof. Pełczyński z Oxfordu…
Przecież żadnych tajemnic tu nie ma. Nie dowiedziałem się z tych materiałów niczego nowego dla mnie ani dla nikogo interesującego się trzecim sektorem.

I nie widzi pan też nic niepokojącego w tym, że córki prezydenta Komorowskiego i sędziego Rzeplińskiego współpracują w ważnych fundacjach i stowarzyszeniach?
To jest kwestia rodzinnych tradycji angażowania się w społeczne przedsięwzięcia. Rodzice budowali podziemne społeczeństwo obywatelskie w PRL, a dzieci budują legalne społeczeństwo obywatelskie w III RP. Budowały je o wiele wcześniej, niż ich ojcowie zaczęli sprawować najwyższe urzędy. To dość naturalne. I chyba pozytywne w kraju, gdzie stosunkowo niewielka część obywateli jakoś się społecznie angażuje.

Przypadek sędziego Stępnia zasiadającego w radzie FRDL nie ma nic wspólnego z rodzinną tradycją.
Jerzy Stępień, zanim został sędzią, był – obok Jerzego Regulskiego – jednym z twórców reformy samorządowej. A Fundacja Rozwoju Demokracji Lokalnej od początku tę reformę wspierała, między innymi szkoląc samorządowców wszelkich politycznych opcji. Nikt nawet nie myślał, że kiedyś powstaną PiS i PO, kiedy FRDL powstawała w 1989 r. To nie miało nic wspólnego z jakkolwiek rozumianą partyjnością. Chodziło o wspieranie polskiej demokracji na lokalnym szczeblu, czyli tam, gdzie się rodzi i ukorzenia.

Przez ćwierć wieku dużo się zmieniło.
I te organizacje miały wielki wkład w tę zmianę, czyli w budowanie, jak mówił Abramowski: „małej rzeczpospolitej” w dużej Rzeczpospolitej, gdzie ludzie sami się rządzą, ustanawiają reguły, inwestują życie w realizację wielu wspólnych potrzeb. Rzesze ludzi się w to zaangażowały, od kiedy w wolnej Polsce nam wolno. Wyciąganie pojedynczych nazwisk i utożsamianie z nimi instytucji jest po prostu oszustwem. Każda organizacja to cały, najczęściej demokratycznie zarządzany, społeczny system.

„Wiadomościom” nie chodzi tylko o to, że te osoby tam są, ale głównie o to, że mocniejsze nazwiska mocniej przyciągają pieniądze. Szkoła Liderów dzięki pozycji prof. Pełczyńskiego z Oxfordu przyciągała na przykład spore zachodnie pieniądze. Przez lata wszyscy się cieszyli, że Zachód ekspercko i finansowo wspiera budowanie społeczeństwa obywatelskiego na popeerelowskiej pustyni. Teraz okazuje się, że jest to w Polsce podobnie kontrowersyjne jak w Rosji czy na Węgrzech.
To była odpowiedź na tę popeerelowską pustynię. Społeczeństwo obywatelskie musi się jakoś finansować. Biznes, czyli drugi sektor, ściąga pieniądze z rynku. Państwo, czyli pierwszy sektor, ściąga pieniądze z podatków. A trzeci sektor, czyli społeczeństwo obywatelskie, finansuje się z datków. W młodych demokracjach to zwykle jest problem.

Bo nie ma kultury dawania?
Przeważnie nie ma zwyczaju dawania, a organizacje na ogół nie mają własnych zasobów. W starych demokracjach jest wiele organizacji mających żelazne fundusze, żyjących z procentów od gromadzonych dziesiątki lub setki lat zasobów. A polski trzeci sektor w zdecydowanej większości jest goły i wesoły. Wydaje to, co doraźnie uda mu się zebrać, lub rzadziej – zarobić. W dorabiającym się dopiero społeczeństwie to jest trudne. Od początku sytuację ratował...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Piotr Frączak – przewodniczący Rady Programowej Ogólnopolskiej Federacji Organizacji Pozarządowych. Członek (ze strony organizacji pozarządowych) Rady Działalności Pożytku Publicznego i Komitetu ds. Umowy Partnerstwa.