POLITYKA

Niedziela, 20 sierpnia 2017

Polityka - nr 20 (3110) z dnia 2017-05-17; s. 18-20

Polityka

Malwina Dziedzic

Trzy lewe nogi

Opozycja parlamentarna, aby odsunąć PiS od władzy, potrzebuje wsparcia. Mogłoby ono nadejść z lewej strony, ale tam od wyborów panuje chaos. Czy jest szansa, że w końcu wyłoni się z niego jakiś konkretny projekt?

Jeśli lewica sama się nie zbuduje, będziemy musieli jej w tym pomóc – stwierdził kiedyś, trochę w żartach, jeden z ważnych polityków PO. I choć Platforma nie przeszkadza lewicy, by ta się zorganizowała, przeciwnie – zostawia spore pole tematów do zagospodarowania – na niewiele to się zdaje. Rozproszone lewicowe byty (środowiska, partie, stowarzyszenia, grupy) wciąż nie mają pomysłu, jak się zebrać i połączyć. A tylko tak mogą nabrać politycznego znaczenia.

Na zgodę

Główną przeszkodą pozostają wzajemne animozje, dawne krzywdy, niechęć do kolejnego „zjednoczenia lewicy”. Rozjeżdżają się także postulaty, ale te – jak słyszymy – zawsze można byłoby dograć. Trzeba jednak choć w minimalnym stopniu sobie ufać, a o to na razie najtrudniej. Może dlatego wielu lewicowców dyskretnie ogląda się na Grzegorza Schetynę, który powtarza, że chce budować szeroki front antypisowski i zgromadzić wokół Platformy środowiska i nazwiska mogące zagwarantować dodatkowe głosy.

Cała operacja jest mocno skomplikowana, ale obecne sondaże pokazują, że innej drogi nie ma. Bo choć Platforma dogoniła PiS (a w niektórych badaniach nawet przegoniła), partia Jarosława Kaczyńskiego ma nieformalnego sojusznika, z którym w razie czego będzie mogła konstruować koalicję. O kukizowcach mówi się, że to opozycja koncesjonowana i nawet politycy PiS przyznają, że to zaplecze obecnego obozu władzy.

W rachubach wyborczych antypisowska koalicja musi więc sumować poparcie PiS oraz ruchu Kukiza i celować ponad ten wynik. Słaba kondycja pozostałych parlamentarnych partii opozycyjnych nie daje Platformie wystarczającego wsparcia. PSL od kilku tygodni nie jest w stanie przekroczyć w sondażach nawet 5-proc. progu wyborczego (2–4 proc.), a Nowoczesna oscyluje na jego granicy! Portugalski kryzys obnażył polityczną słabość Ryszarda Petru (POLITYKA 17/18) i odebrał mu powagę, a to dla polityka może być zabójcze. Liderem opozycji jest więc Schetyna, jednak jego antyPiS muszą dociążyć pozaparlamentarne siły. To szansa dla lewicy, aby wróciła do gry.

Tam jest 30 generałów, a nie ma żołnierzy! Nie ma też żadnego marszałka. Nie wiadomo, z kim rozmawiać. Są skłóceni, rozdrobnieni, nie potrafią się zorganizować. Tylko Czarzasty ma w miarę zwarte struktury i jakieś pieniądze, ale ma kiepski wizerunek i nikt mu nie ufa – narzeka nasz rozmówca z PO. Przyznaje, że Platforma jest zainteresowana przyciągnięciem na swoje listy „rozsądnych lewicowych polityków”. Takich widzi w Inicjatywie Polska, stowarzyszeniu Barbary Nowackiej, stworzonym przede wszystkim na bazie wychodźców z SLD oraz z członków Twojego Ruchu, ale także w samym Sojuszu. Drugim wariantem jest koalicja z jakimś kolejnym wcieleniem Zjednoczonej Lewicy.

Za rozmowy z lewicowcami, sondowanie oczekiwań i możliwości zawierania sojuszy wziął się były szef SLD Grzegorz Napieralski, który do Senatu wszedł z listy PO. Ma kontakty, rozeznanie w terenie, wie, komu nie po drodze z obecnymi władzami Sojuszu, kto jest zdeterminowany, aby być w polityce. Im bliżej wyborów samorządowych, tym bardziej rola tego typu pośredników wzrośnie. W sobotę Grzegorz Schetyna zadeklarował, że chce otwierać samorządowe listy Platformy dla różnych aktywistów, z KOD i nie tylko, szczególnie jeśli do wyborów zostaną dopuszczone tylko partie polityczne.

Niepewność co do ostatecznego kształtu ordynacji samorządowej oraz plotki, że PiS może ją zmienić na jednym z lipcowych posiedzeń (tuż przed parlamentarnym urlopem i w środku sezonu wakacyjnego), sprawiają, że część otwartych na rozmowy z PO polityków i działaczy na razie wstrzymuje się z jakimikolwiek deklaracjami. Wyczekują, co będzie. Dariusz Joński, były polityk SLD i jeden z liderów lewicowego stowarzyszenia Inicjatywa Polska, uważa jednak, że to dopiero po wyborach w 2018 r. nastąpią zasadnicze ruchy i zmiany na scenie politycznej, bo ich wyniki wymuszą pewne taktyczne sojusze. – Jeszcze nigdy wybory samorządowe nie miały takiej wagi, jaką będą miały teraz. One będą punktem wyjścia. To pierwsze rozdanie kart i pokazanie, co kto naprawdę ma – mówi Joński.

Na osobno

W tej pozaparlamentarnej układance antypisowskiej Partia Razem praktycznie nie jest brana pod uwagę. Głównie dlatego, że – wbrew nazwie – jest zamknięta i niechętna do współpracy z kimkolwiek, a już szczególnie z PO. To ją razemowcy atakują niejednokrotnie mocniej niż PiS – bo partia Kaczyńskiego przynajmniej rozdaje socjal. Stronnicy fioletowych – młodzi publicyści skupieni wokół „Gazety Wyborczej” i jej odnóg – popularyzują przekaz, że PO niewiele różni się od PiS, że zmiana jednych na drugich to żadna zmiana. A zatem – jak można wnioskować – niech już lepiej rządzi ten PiS, jeżeli alternatywą ma być PO.

Razem nie jest w stanie dogadać się również z samą lewicą. Najlepiej pokazały to niedawne obchody Święta Pracy organizowane przez OPZZ, ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]