POLITYKA

Poniedziałek, 27 marca 2017

Polityka - nr 1 (3) z dnia 2017-02-15; Ja My Oni. Poradnik Psychologiczny Polityki. Tom 25. Kobieta: instrukcja obsługi; s. 68-72

MY. Kobieta jako córka, partnerka, matka

Katarzyna Czarnecka

Tyrania w czterech ścianach

Renata Durda jak się rodzi i czym skutkuje przemoc w związku dwojga ludzi

Katarzyna Czarnecka: – Fizyczna, psychiczna, seksualna i ekonomiczna – czy ta klasyfikacja rodzajów przemocy jest według pani wystarczająca?
Renata Durda: – Nie. Ona nie tylko nie wyczerpuje tematu, ale wręcz czasami go zaciemnia. Co prawda, żeby ludziom łatwiej było zrozumieć jakieś zjawisko, trzeba je opisać, a więc stworzyć typizację i definicje. W praktyce jednak okazuje się, że nie w każdej sytuacji są one przydatne, że życie i relacje ludzkie są zbyt skomplikowane, by próbować je wkładać w jakieś ramki czy szufladki. Nie zetknęłam się w swojej wieloletniej pracy z tym, żeby np. przemoc fizyczna występowała w pojedynkę. Często towarzyszy jej ekonomiczna, a poprzedza psychiczna. Zwykle kobieta i mężczyzna przestają się szanować, spełniać wzajemne oczekiwania, są sfrustrowani. I dopiero później zaczynają się pojawiać objawy przemocy fizycznej.

Czy mężczyzna zauważa moment, kiedy przekracza granice przemocy?
Praca ze sprawcami przemocy w rodzinie pokazuje, że większość z nich jest bardzo zdziwiona, kiedy słyszy, gdzie były jej początki. My pokazujemy, jak oni byli traktowani w związku i jak traktowali kobiety, a oni mówią: „naprawdę to już jest przemoc?”, „Chce pani powiedzieć, że jak ja jej nie pozwoliłem iść do pracy, tylko kazałem siedzieć w domu i nie dawałem jej pieniędzy, bo ona by je tylko wydawała, i wydzielałem jej na zakupy, to była przemoc?”. Albo: „To co, już z własną żoną nie można się pokłócić, nie można jej nawtykać?”. Albo: „No szarpnąłem za rękę, raz uderzyłem w twarz. Przecież to nie jest przemoc”. Swoją drogą spora część Polaków podziela ten ostatni pogląd. Na początku 2000 r. robiliśmy badanie na dorosłych mieszkańcach Warszawy i na pytanie, czy jednokrotne spoliczkowanie kogoś jest przemocą w rodzinie, ponad połowa odpowiedziała „nie”. Dopiero wielokrotne policzkowanie za nią uznano.

Co zatem jest już przemocą, choć mężczyźni tego nie dostrzegają?
W przypadku przemocy w bliskich relacjach odwołujemy się do definicji psychologicznej (czyli innej niż wynikającej z przepisów prawnych), która mówi, że przemoc jest sprawowaniem władzy i kontroli nad drugą osobą w sposób, który nie uwzględnia jej dobra i potrzeb. W tym mieszczą się więc sytuacje, gdy kobieta jest karana za brak posłuszeństwa. I nie chodzi nawet o to, że on ją za to pobije. Wystarczy, że spojrzy w określony sposób. To zresztą może poprzedzać przemoc fizyczną lub następować po niej. Przykład pani A.: jej partner, kiedy zostali parą, bardzo o nią zabiegał, przynosił kwiaty i prezenty, wciąż wysyłał esemesy z pytaniami, jak jej mija dzień itp. Miała wrażenie, że bardzo się o nią troszczy. Później coraz częściej pytał, gdzie ona jest i czy o nim myśli, albo pisał: „pomyśl o mnie”. Mówił, że nie lubi, jak idzie gdzieś sama, bo się o nią niepokoi, ale w końcu okazało się, że niepokoi się o nią również, kiedy są razem w towarzystwie i ona rozmawia z kimś innym. Wtedy właśnie spoglądał na nią tak, że ona rozumiała, iż ma szybko skończyć rozmowę i znaleźć się blisko niego, żeby on mógł słyszeć, co ona mówi. W sposób właściwie niezauważalny domniemana troska okazała się kontrolą. Którą ostatecznie partner podkreślał biciem, z czym ta pani się do nas zgłosiła.

W historii pani B. najpierw była przemoc fizyczna. Kiedy mężczyzna, z którym była w związku, miał poczucie, że ona np. za długo tańczyła na imprezie z innymi albo za dużo wypiła, nawet jeśli to było pół kieliszka, po powrocie do domu robił jej straszne awantury i ją bił. Później przestał bić, ale kiedy byli w towarzystwie, tylko na nią patrzył i ona już wiedziała, że ma natychmiast skorygować swoje „złe zachowanie”: przestać z kimś rozmawiać albo się głośno śmiać, odstawić kieliszek itd.

Oba te przypadki to jest taki właśnie rodzaj sprawowania władzy i kontroli, która nawet jeśli nie ma elementów przemocy fizycznej, już jest zagrażająca dla kobiety. Ona czuje – choć trudno jej powiedzieć o sobie „jestem jego ofiarą” – że nie jest wolna, że jej godność nie jest szanowana, że ma spełniać czyjeś oczekiwania, czyjeś potrzeby, podlegać czyjejś władzy.

Ja, twój cały świat

Z opowieści, które pani przytoczyła, przebija zazdrość. Czy ona sama w sobie jest przemocą?
Sama w sobie oczywiście nie. Zazdrość jest komunikatem, że poczucie bezpieczeństwa w związku jest zachwiane – mężczyzna zazdrosny czuje, że relacja z partnerką ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Rozmówczyni jest kierowniczką Ogólnopolskiego Pogotowia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie Niebieska Linia Instytutu Psychologii Zdrowia Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, certyfikowaną superwizorką i specjalistką ds. przeciwdziałania przemocy w rodzinie. Redaktorka naczelna dwumiesięcznika „Niebieska Linia”, autorka wielu publikacji dotyczących tworzenia interdyscyplinarnych rozwiązań zapobiegających przemocy w rodzinie.