POLITYKA

Czwartek, 28 sierpnia 2014

Polityka - nr 11 (2696) z dnia 2009-03-14; s. 64-66

Kultura

Justyna Sobolewska

Ugryź mnie!

Jeszcze w tym miesiącu ukaże się w Polsce „Przed świtem”, czwarta część bestsellerowej sagi o wampirach autorstwa Stephanie Meyer. Wampiry są znowu modne, ale zamiast mroku i seksualnych obsesji przynoszą przesłanie moralne.

Pewnej czerwcowej nocy 2003 r. w Phoenix, w pustynnej Arizonie, Stephenie Meyer, mormonka i matka trzech chłopców, miała sen: zobaczyła romantyczną scenę na leśnej polanie. Nastolatka rozmawiała z wampirem posągowej urody, którego skóra w słońcu mieniła się jak brylanty. – Jak potoczą się losy tej dziewczyny? Czy wampir ją ukąsi? – zastanawiała się Stephenie, przygotowując dzieciom śniadanie następnego ranka. Tak powstał, zgodnie z wersją autorki, trzynasty rozdział „Zmierzchu”, pierwszego tomu z serii, którą zaczytują się nastolatki. „Czy pani dodaje do tych książek jakiś narkotyk, że nie można się od nich oderwać?” – pytała dwunastolatka podczas internetowego czatu. „Powtarzam innym pisarzom: jeśli nie piszecie dla nastoletnich dziewczynek, to omija was strasznie dużo miłości” – zakończyła tę rozmowę pisarka.

Ekranizacja „Zmierzchu” w reżyserii Catherine Hardwicke miała premierę w styczniu i sprawiła, że do niezliczonej rzeszy wielbicieli książki dołączyli fani aktorów, przede wszystkim rzeczywiście przystojnego Roberta Pattisona, który wcielił się w wampira Edwarda. Był na tyle przekonujący, że ponoć matki przynosiły aktorowi małe dzieci, by je… ugryzł.

Kariera recepcjonistki

„Zmierzch”, podobnie jak „Harry Potter”, nie od razu się spodobał, odrzuciło go kilkunastu wydawców, dopiero ostatni się zdecydował, od razu na trzy części. „Zmierzch” ukazał się w 2005 r. i do tej pory sprzedał się w ponad 17 mln egzemplarzy. Błyskawiczną karierę Meyer, która przed urodzeniem dzieci pracowała jako recepcjonistka w dużej firmie, zaczęto porównywać do J.K. Rowling. Ostatnio guru literatury grozy Stephen King powiedział, że różnica między nimi jest taka, że Rowling potrafi pisać, a Meyer nie. Milionom fanów to nie przeszkadza, zwłaszcza że jej powieści nie są horrorami, tylko szkolnymi romansami. „W klasycznych powieściach o wampirach jest dużo seksu, krwi i ciemności. W moich książkach jest inaczej – mówiła w jednym z wywiadów – wszystkie atrybuty wampiryzmu służą tylko jako metafora uwięzionych uczuć”.

Sama Meyer boi się horrorów, obejrzała kilka minut „Wywiadu z wampirem”, „Drakulę” Brama Stokera przeczytała już po ukazaniu się „Zmierzchu” pod wpływem pytań dziennikarzy. W swoich książkach przywołuje za to inny kod literacki: „Romeo i Julię”, „Wichrowe Wzgórza” i „Jane Eyre”. Ale dylematy jej bohaterów przypominają raczej „Anię z Zielonego Wzgórza”. W dodatku stworzyła bohaterkę, w której mogły się przejrzeć wszystkie zakompleksione nastolatki.

Bella Swan jest bowiem całkiem zwyczajna, ani specjalnie ładna, ani bystra, nie ma markowych ciuchów ani drogiego samochodu. Czasami zachowuje się wręcz jak oferma: przewraca się o własne nogi, ma pecha, przyciąga jak magnes kłopoty i – co najważniejsze – istoty nadprzyrodzone. Te albo się w niej zakochują, albo chcą ją zabić. Czym je przyciąga? Nie wiadomo. Nie ma w sobie niczego, co wyróżniałoby ją z tłumu nastolatek. I to właśnie spodobało się dziewczynkom, które na tysiącach forów internetowych deklarują, że skoro Bella mogła spotkać taką miłość, to i one mają na co czekać.

Rzecz o wampirach musi rozgrywać się w odpowiedniej scenerii – takiej właśnie jak miejscowość Forks w najbardziej pochmurnym stanie Waszyngton. Bella trafiła tam z Kalifornii, gdzie mieszkała z matką. W Forks jej ojciec był komendantem policji. Zamiast wpaść w depresję z powodu nadmiaru deszczu, wpadła w oko, i to na wieki, Edwardowi Cullenowi, jednemu z rodziny „zimnych”. Chłopak wyjawił jej z czasem tajemnice rodziny, która przeszła na „wegetarianizm”, czyli żywiła się tylko dzikimi zwierzętami. Zmieniali często miejsca pobytu, tak żeby otoczenie nie spostrzegło, że oprócz oszałamiającej urody pozostają wiecznie młodzi. Edward był siedemnastolatkiem, co wprawiało Bellę w ciągłą konfuzję: co będzie, kiedy zacznie wyglądać jak jego matka, a potem babka?

Rodzina z papieru

W drugim tomie – „Księżyc w nowiu” – Bella zapragnęła stać się nieśmiertelna tak jak Edward. Okazało się jednak, że wampiry są religijne, wierzą w Boga, choć same czują się na wieki potępione i nie posiadają duszy. Tego właśnie zazdroszczą ludziom i dlatego rodzinie Cullenów niespieszno było wprowadzić do swojego grona Bellę. Czy Bella stanie się wampirem, czy też nie – może wyjaśni się w czwartym tomie „Przed świtem”. Choć trudno wyobrazić sobie, żeby Meyer jako mormonka lekką ręką pozbawiła swoją bohaterkę duszy.

Bella ma zresztą wybór, bo oprócz wampirów Forks zamieszkują też wilkołaki, w które przemieniają się Indianie. Jednym z nich jest Jacob, również zakochany w Belli. I tak „zimny” potwór Edward rywalizuje z „gorącym” (dosłownie: temperatura ciał wilkołaków wynosi powyżej 40 st. C) potworem Jacobem. Wilkołaki budzą zresztą większą sympatię – mimo że to Edward jest ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]