POLITYKA

Piątek, 20 października 2017

Polityka - nr 32 (3122) z dnia 2017-08-09; s. 18-21

Polityka

Tomasz BieleckiJędrzej Winiecki

Unia zła

Grunt pod polexit jest przygotowany. Wystarczy dać sygnał.

Polska jako pierwsza w Unii Europejskiej ignoruje postanowienie Trybunału Sprawiedliwości. To precedens, więc nie wiadomo, jak reagować, nie ma tu żadnego skryptu i poradnika. Unia jest przecież dobrowolnym związkiem państw, które zobowiązały się szanować wspólnie ustalone reguły, toteż nie zakłada, że obecni w klubie będą zasady tak ostentacyjnie łamać. A zachowanie Polski jest z innego, na pewno niekooperacyjnego, porządku. Minister Jan Szyszko nie chce wstrzymać wyrębu w Puszczy Białowieskiej i odpowiada sądowi: „Nie pozwolimy się obrażać!”.

Wcześniej Trybunał przychylił się do alarmu Komisji Europejskiej i podejrzewa, że większym zagrożeniem dla puszczy jest polski rząd niż kornik drukarz. Nakazał natychmiast odłożyć piły, przynajmniej do czasu wydania ostatecznego orzeczenia. Tym samym PiS natrafił na kolejny dowód, że jego Polsce z tak złą Unią Europejską niekoniecznie jest po drodze.

Mętnie nieokrzesani

Ciekawe, że na pole ostrego starcia z Unią Europejską PiS wybrał akurat Puszczę Białowieską. Uległ chyba eksperckiemu czarowi Jana Szyszki, sądząc, że minister kontroluje sytuację. W końcu to on często wytyka rozmówcom prawdziwe lub pozorne niedostatki w wykształceniu leśnym, stara się zapędzać dziennikarzy w kozi róg, odpowiadając pytaniem na pytania. W trend ten wpisuje się żądanie odszkodowania dla Polski sięgającego 3,2 mld zł, jeśli Komisja skutecznie zwiąże drwalom ręce, oraz obserwacja (w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”), że unijni specjaliści odwiedzający puszczę nie potrafią odróżnić kornika od żaby. Mimo, że biolodzy z tytułami publicznie i pod nazwiskiem zarzucają ministrowi kłamstwa, właśnie tak komunikujący się ze światem minister środowiska będzie bronił Rzeczpospolitej przed Trybunałem.

Sprawa jest stosunkowo prosta, werdykt łatwo odgadnąć. Trybunał rozstrzygnie, czy Ministerstwo Środowiska zastosowało prawidłowe działania ochronne, tzn. czy leśnicy mogą ścinać i wywozić świerki zainfekowane przez kornika drukarza, czy wolno im to robić także w chronionych starodrzewach, najcenniejszych przyrodniczo fragmentach puszczy administrowanych przez Lasy Państwowe. Weryfikując, czy metoda ta zgodna jest z zasadami ochrony puszczy jako obiektu europejskiej sieci Natura 2000, sędziowie z Luksemburga odwołają się do najlepszej wiedzy naukowej. A ta podaje w wątpliwość wersję polskiego Ministerstwa Środowiska. Dowodzi, że w lesie zbliżonym do naturalnego trzeba korniki zostawić w spokoju, bo świerki osłabione m.in. zmianami klimatu by sobie nie poradziły, a skoro tak, to niech puszcza regeneruje się samoistnie i w stylu, jaki jej pasuje.

Pozostałe z wcześniej otwartych trzech frontów z Unią Europejską – gwałcony Trybunał Konstytucyjny, podporządkowanie sądów władzy wykonawczej i opór przed pomaganiem uchodźcom – pozbawione są części wad odcinka puszczańskiego. To kwestie fundamentalne, ale mimo wszystko dość abstrakcyjne. Wyrobienie sobie zdania, czy Komisja Europejska, będąca strażniczką przestrzegania prawa europejskiego, słusznie domaga się od Polski powrotu w tych dziedzinach na ścieżkę praworządności, wymaga jakiegoś namysłu, pewnego przygotowania. Co innego obraz najcenniejszego lasu Europy dewastowanego maszynami ścinkowo-przerzynająco-okrzesującymi, co dokumentują często zaglądający na miejsce zagraniczni dziennikarze. Niemniej i z puszczy, i z ulic, na których tysiące demonstrowały przeciw zamachowi na sądy, szerokim strumieniem płyną niepokojące sygnały o nieokrzesaniu polskiego rządu.

Mogą nam skoczyć

Tygodnik „The Economist”, z 1,5 mln czytelników na wszystkich kontynentach, pisząc o pisowskim przejęciu sądów powszechnych, sięga po język rezerwowany raczej dla republik bananowych lub opisu dyktatur w środkowoazjatyckich „stanach” (używając w odniesieniu do Jarosława Kaczyńskiego słowa „paranoja”). Zachodnią prasę, m.in. dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, żywo interesują niejasne powiązania Antoniego Macierewicza z Rosjanami, co nagłośnił w swej książce Tomasz Piątek – w wersji rządu atak mediów niemieckich inspirują sami Rosjanie.

Być może wizerunek kraju za granicą nie jest najważniejszy, choć tworzy atmosferę. Na jej podstawie podejmuje się tak banalne decyzje, jak kierunek wyjazdów wakacyjnych, i te bardziej poważne, choćby o szukaniu partnerów w biznesie czy lokowaniu inwestycji. Szacując ryzyko zaangażowania w Polsce, trudno nie brać pod uwagę hipotetycznego polexitu, a w krótszej perspektywie sytuacji, gdy spory będą rozstrzygać sądy uzależnione od kaprysów polityków, którzy nie kryją nienawiści do szeregu krajów i traktują pochodzące z nich firmy jako agentów sił dybiących na Polskę.

Nieoczekiwanie PiS otworzył jeszcze jeden front. Całkiem serio powrócił do uśpionego przez lata żądania reparacji wojennych od Niemiec. W lipcu odgrzał je Jarosław Kaczyński w przemówieniu na partyjnym zlocie w Przysusze, później werwy żądaniu dodały sierpniowe obchody rocznicy wybuchu powstania warszawskiego. Wyścig na przykładanie Niemcom poszedł na żywioł. Kibice warszawskiej Legii w patriotycznym odruchu poczuli się w obowiązku, by przed meczem ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]