POLITYKA

Piątek, 23 czerwca 2017

Polityka - nr 4 (3095) z dnia 2017-01-25; s. 18-19

Polityka

Wojciech Szacki

Utalentowany pan Bielan

Przez 20 lat w polityce odniósł sporo sukcesów i zaliczył wiele wpadek. Zmieniał partie, przyjaciół i wrogów. Wiele wskazuje na to, że znowu nadchodzi jego czas.

W kabarecie Roberta Górskiego Jarosław Kaczyński jest trochę demonicznym, a trochę zdziwaczałym starszym panem otoczonym głupawymi pochlebcami, który znajduje satysfakcję w napuszczaniu na siebie swych współpracowników. „Ucho prezesa” ma miliony wyświetleń i jest dla PiS potencjalnym problemem wizerunkowym. Zagadnięci o nie politycy prawicy nie bardzo wiedzą, co powiedzieć, bo czyż wypada śmiać się z prezesa?

Wtedy wkracza Adam Bielan. „Oglądaliśmy pierwsze 2 odcinki. Zwrócił uwagę na fakt, że koty nie piją mleka” – pisze na Twitterze. Kabaret jest oczywiście nie o tym, ale Bielan sprytnie przekierowuje dyskusję na bezpieczniejsze tory. Nawet „Gazeta Wyborcza” po rozmowie z weterynarzem przyznała rację prezesowi: rzeczywiście, koty nie powinny pić dużo mleka. Przy okazji korzysta na tym wicemarszałek Senatu Bielan. Przecież z nieważnymi politykami prezes nie ogląda kabaretów.

„Jest dziś politykiem potężnym, ale na glinianych nogach. Całkowicie zależy od Jarosława Kaczyńskiego” – pisał o Bielanie Igor Zalewski za pierwszych rządów PiS. Minęła dekada, Bielan zdążył dwukrotnie zmienić partię, a opis wciąż pasuje jak ulał. Były spin doktor pozostaje przewodnikiem Kaczyńskiego po nowoczesnym świecie. – Adam ma trzy zalety, o których kombinację niełatwo w naszym obozie – smutno kiwa głową polityk z kierownictwa PiS. – Są to: talent do analizy politycznej, dobre relacje z dziennikarzami nawet tych mediów, które nas nie lubią, oraz rozbudowane kontakty międzynarodowe.

Dzięki temu wicemarszałek Senatu i – o czym wiele osób zapomina – wiceszef Polski Razem Jarosława Gowina jest coraz ważniejszy. A im jest ważniejszy, tym łatwiej mu tworzyć wrażenie, że jest jeszcze ważniejszy. Taka samonapędzająca się maszyna.

Przełom roku był dla Bielana prawdziwym testem. Zaangażował się na całego w zakulisowe negocjacje z opozycją – rozmawiał z Nowoczesną, Platformą (oraz młodymi posłami PO) i pozostałymi ugrupowaniami. Równocześnie zwiększył aktywność medialną. Z Senatu przechodził do Sejmu, by osobiście doradzać Kaczyńskiemu.

Po paru tygodniach nie sposób powiedzieć, ile było w tym teatru. Teorie się mnożą, najpopularniejsza głosi, że Bielan tak manewrował rozmowami z opozycją i przeciekami do mediów, żeby doprowadzić do skłócenia PO z Nowoczesną. Ale niewykluczone, że opozycja nie potrzebowała żadnego pretekstu do kłótni, a o przecieki równie dobrze mogła zadbać sama. Tak czy inaczej to PiS okazało się politycznym zwycięzcą, bo opozycja przerwała protest, a PiS ustąpiło jedynie w sprawie dziennikarzy. Bielan należał do współautorów tego sukcesu.

W tej kadencji Bielan jest politykiem do zadań specjalnych. Gdy do Polski już po wygranej Donalda Trumpa przyjechał Rudolph Giuliani, to Bielan zorganizował jego rozmowę z Kaczyńskim. Wcześniej załatwił dwa wywiady z prezesem dla zagranicznej prasy (dla „Financial Timesa” i „Bilda”). Namówił szefa PiS do udziału w gospodarczej konferencji Impact, zorganizowanej przez Gowina w czerwcu w Krakowie. To Bielan był odpowiedzialny za kampanię Anny Anders w przyspieszonych wyborach do Senatu w marcu.

Jako nieformalny wysłannik PiS odwiedził USA, by rozmawiać z demokratami i republikanami o wyborach prezydenckich i ich wpływie na relacje z Polską. Jako członek komisji spraw zagranicznych dużo podróżuje – był choćby obserwatorem wyborów w Gruzji oraz uczestniczył w posiedzeniu zgromadzenia parlamentarnego NATO na Ukrainie.

– Adam jest jednym z lepszych analityków polityki i ekspertem od spraw międzynarodowych. W którymś z przyszłych rządów zjednoczonej prawicy mógłby zająć fotel szefa dyplomacji – komplementuje Bielana Gowin.

Bielan jest jednym z najmłodszych posłów w historii III RP, do Sejmu wszedł w 1997 r. z listy AWS już jako 23-latek. Pomogła mu działalność w NZS, którego był szefem w latach 1996–98. Jego droga do PiS wiodła przez Stronnictwo Konserwatywno-Ludowe i Przymierze Prawicy, do ugrupowania braci Kaczyńskich wstąpił w 2002 r. Szybko został rzecznikiem partii, stworzył też nierozłączny – jak się wydawało – duet spin doktorów z Michałem Kamińskim. Wspólnie tworzyli strategię zwycięskich kampanii w 2005 r. Partię uczyli nowoczesnych technologii, czerpiąc pełnymi garściami z kampanii amerykańskich, byli też łącznikami staromodnego prezesa ze współczesnością.

Obiegowa opinia głosi, że Kamiński był w tej parze od błyskotliwych pomysłów, a Bielan od ich realizacji. – Kamiński rzucał myśl i leciał na Kiribati, a Bielan zaczynał pracować – wspomina ważny polityk PiS, ale dodaje po chwili, że w rzeczywistości role były bardziej podzielone.

Spin doktorzy słynęli wówczas z elastyczności. Gdy głównym rywalem Lecha Kaczyńskiego w wyścigu o Pałac Prezydencki wydawał się Włodzimierz Cimoszewicz, lansowali tezę o starciu Polski postakowskiej z&...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]