POLITYKA

Poniedziałek, 27 marca 2017

Polityka - nr 8 (8) z dnia 2016-09-14; Pomocnik Historyczny. Nr 4. Z Kresów na Kresy; s. 15-23

Przemieszczenie

Piotr Osęka

Utrata mitu

Kresy Wschodnie to wielki mit Polaków. Zostały zbrojnie odwojowane po odzyskaniu niepodległości. W II RP uchodziły za ostoję polskości. Stały się sowieckim łupem drugiej wojny i ofiarą alianckich rozrachunków. Miejscem czystek, wypędzeń i powojennych wysiedleń.

Polski obwarzanek. Józefowi Piłsudskiemu przypisuje się porównanie Polski do obwarzanka: „Kresy – urodzajne, centrum – nic”. Chociaż nie wiadomo, czy Marszałek rzeczywiście wypowiedział te słowa, nie ulega wątpliwości, że terytorium państwa położone na wschód od linii Bugu było traktowane w II Rzeczpospolitej w sposób szczególny. „Kraina pełna uroku i tradycji” – pisali we wspomnieniach Kresowianie. Dla wielu szlacheckie dworki Wileńszczyzny, Podola czy Wołynia były ostoją polskości – patriotyzmu, pobożności i wojennego męstwa.

Nie bez znaczenia był fakt, że właśnie o wschodnie ziemie odrodzonego państwa toczono najcięższe walki. Traktat wersalski podpisany po zakończeniu I wojny światowej nie precyzował, jak przebiegać będzie granica między Polską a Rosją. W listopadzie 1918 r. odradzające się państwo polskie sięgało najdalej do Hrubieszowa, za tą linią rozciągały się ziemie, o które bolszewicy walczyli z wojskami monarchistów Antona Denikina. Górę w tych zmaganiach stopniowo brali czerwoni, prący coraz dalej na zachód. Konfrontacja z armią polską była w tej sytuacji tylko kwestią czasu.

Bój o Kresy

Tragiczny splot polsko-ukraiński. Do pierwszych walk doszło w lutym 1919 r. W ciągu następnych miesięcy Polacy zajęli Mińsk, część Białorusi i Ukrainy, w sierpniu sięgnęli linii Dźwiny i Zbrucza. Równolegle toczono boje o Galicję Wschodnią z nowo powstałą Zachodnioukraińską Republiką Ludową. 22 listopada 1918 r., po kilkudniowych krwawych walkach, w polskie ręce przeszedł Lwów – zdobyty m.in. dzięki męstwu i ofiarności miejscowej młodzieży, zwanej później lwowskimi orlętami. Pokonawszy ZRL, Piłsudski zawarł sojusz z Ukraińską Republiką Ludową Symona Petlury. Dla Ukraińców przymierze miało być szansą na wywalczenie niepodległości, a dla Polaków – na zdobycie przewagi militarnej nad wspólnym wrogiem, Rosjanami. Jednak sojusz od początku skazany był na klęskę. Z punktu widzenia Polski warunkiem porozumienia było zrzeczenie się przez Petlurę (w imieniu przyszłego państwa) pretensji do Galicji Wschodniej. Spełnienie tego żądania dyskredytowało jednak ukraińskiego przywódcę w oczach jego własnego narodu. W ten sposób Kresy uosabiały tragiczny splot polsko-ukraińskiej historii: oba narody uważały Podole i Wołyń za część swojej rdzennej ojczyzny.

Ofensywa i entuzjazm. Tymczasem pod koniec kwietnia 1920 r. wojna polsko-rosyjska rozgorzała na nowo. Piłsudski – uprzedzając wielkie uderzenie bolszewickie, którego plany odkryto dzięki rozpoznaniu wywiadowczemu – wydał rozkaz do ofensywy na Ukrainie. Siły polskie, liczące w sumie ok. 300 tys. ludzi, szybko parły na wschód. 8 maja zajęto Kijów, w ciągu następnych dni wojska Kazimierza Sosnkowskiego opanowały przyczółki wzdłuż lewego brzegu Dniepru.

Kraj ogarnęła euforia. 18 maja tłumy warszawiaków wyległy na ulice witać powracającego z frontu Piłsudskiego. W stolicy rozpoczęły się wielkie manifestacje na cześć zwycięstwa, odprawiano msze dziękczynne, sławiono geniusz dowódcy i męstwo żołnierzy. Triumfowano, że państwo powraca do swych granic sprzed stuleci, z czasów największej świetności.

Jeszcze większy entuzjazm zapanował w szeregach armii. Jerzy Maciejewski, ochotnik i podoficer w XIX pułku piechoty, wspominał marsz na Kijów: „Wzrok niczym niepowstrzymywany biegnie na pola i sioła małopolskie, tę Ziemię Czerwienną, Ruską – chciwie obejmuje, wszak to nasze dziedzictwo okupione tylekroć naszą krwią i znojem. Tylko my doń prawo mamy! [Oto] polski żołnierz zbrojną nogą depcze prastare dziedziny ojców swoich na wschodnich rubieżach…”.

Pod koniec maja Piłsudski wstrzymał pochód armii na wschód. Z jednej strony obawiał się reakcji mocarstw zachodnich, które mogły potraktować polską ofensywę jako przejaw wojny zaborczej, z drugiej niepokoiły go wieści o rosyjskich przygotowaniach do kontrnatarcia. Siły polskie były już mocno rozciągnięte wzdłuż linii frontu, a w dodatku nie otrzymały spodziewanego wsparcia ze strony armii ukraińskiej – zaciąg organizowany przez Petlurę zakończył się fiaskiem.

Kontrofensywa bolszewików. Uderzenie armii konnej Siemiona Budionnego zaskoczyło Polaków, front pękł na dwie części, a zwycięskie dotąd wojska musiały rozpocząć odwrót. Błyskawiczny sukces zamienił się w piorunującą klęskę – na całej długości wschodniej granicy. 10 czerwca Polacy wycofali się z Kijowa, a w połowie lipca oddali Rosjanom Mińsk, Wilno i Grodno. 28 lipca padł Białystok, a na początku sierpnia bolszewicy przekroczyli linię Narew–Bug. „Przez trupa Białej Polski prowadzi droga ku ogólnoświatowej pożodze. Zdobycie Warszawy nie jest celem końcowym, lecz tylko punktem wyjściowym do właściwego, wielkiego celu – Rewolucji Europejskiej, Rewolucji Wszechświatowej” – zapowiedział Michaił Tuchaczewski w rozkazie dziennym dla armii. Wojna o Kresy stała się teraz wojną o przetrwanie państwa.

Strach i mobilizacja. W społeczeństwie zapanował jednocześnie nastrój wielkiego strachu i ogromnej mobilizacji. „Kościoły były przepełnione wiernymi, a konfesjonały oblężone przez wojskowych i młodzież, gremialnie wstępującą do wojska – wspominała Helena Roth, ziemianka spod Brześcia. – Starsi harcerze, uczniowie ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Załączniki

  • Deportacje 1939–41

    Deportacje 1939–41 - [rys.] Sobczak Marek