POLITYKA

Poniedziałek, 23 października 2017

Polityka - nr 11 (11) z dnia 2016-11-23; Ja My Oni. Poradnik Psychologiczny Polityki. Tom 24. Rady na kłopoty ze sobą i innymi; s. 14-19

Ja. Co ze mną nie tak

Ewa Wilk

Uwaga, psychowirusy

Czy dziś nasze zdrowie psychiczne jest wystawiane na szczególne próby. Jakie lęki i emocje we współczesnej Polsce są szczególnie groźne

Kiedy pyta się psychologów czy historyków, a także specjalistów ze stosunkowo nowej subdziedziny – psychohistorii, co dolegało naszym przodkom, uparcie unikają jednoznacznych odpowiedzi. Zadziwiające, że zwłaszcza wtedy, gdy pytanie dotyczy znanych postaci historycznych – świętych i szarlatanów, wodzów i oprawców, którzy wiedli narody ku przepaściom. Ludzie współcześni, przywykli do języka psychologii, oczekiwaliby diagnoz: ten był paranoikiem, ta z pewnością cierpiała na nerwicę eklezjogenną, ów to oczywiste zaburzenie afektywne. Ale badacze apelują: bierzcie pod uwagę ich czasy – kulturę, wyobrażenia o naturze świata, mentalność. Słowem – powszechny stan psychiczny, w jakim znajdowały się w określonych epokach ludzkie społeczności. Czasem mogło to sprawiać wrażenie epidemii. Jakby – mówiąc językiem współczesnym – to czy inne zaburzenie osobowości albo wręcz psychopatologia stawały się zakaźne niczym ospa.

Oczywiście o zaraźliwości psychologicznej możemy mówić tylko metaforycznie. Ale z całą pewnością można zidentyfikować „wirusy” i „bakterie”, jakie zagrażają nam – ludziom wydającym się sobie zdrowym i stosunkowo odpornym psychicznie – w obecnej cywilizacji, w świecie zachodnim i – co szczególnie interesujące – we współczesnej Polsce.

W 1937 r. Karen Horney napisała legendarną „Neurotyczną osobowość naszych czasów”, diagnozując człowieka Zachodu lat 30. Choć pojęcie neurozy (nerwicy) wyszło z użycia naukowego, możemy pójść terminologicznym tropem słynnej niemieckiej psychoanalityczki i psychiatry. Bo te współczesne zagrożenia układają się właśnie w listę swoistych n(i)euroz.

NIEPEWNOŚĆ, czyli czasy lęku

Emocją, która niesie ze sobą szczególne niebezpieczeństwo, jest lęk. Strach – emocja podobna, tyle że odnosząca się do realnego, a nie przewidywanego czy wyimaginowanego zagrożenia – został wbudowany w ludzki mózg jako bardzo funkcjonalne narzędzie przetrwania: sprawia, że zanim organizm „pomyśli”, już „rozstrzyga”: walczyć czy uciekać, i automatycznie samowyposaża się w adrenalinę i kortyzol, rozszerza sobie naczynia obwodowe i oskrzeliki, hamuje wydzielanie kwasów żołądkowych, kurczy śledzionę, podnosi tętno itd. Problem, gdy robi to chronicznie. Dewastacji fizycznej towarzyszy psychologiczna. Osoba stale znękana lękiem wybiórczo koncentruje się na określonych aspektach rzeczywistości (nazywa się to selektywną abstrakcją), z pojedynczych wydarzeń wyciąga ogólne wnioski (nadgeneralizacja), nadaje faktom przesadne znaczenie bądź je minimalizuje (polaryzacja), wiąże rozmaite zdarzenia z konkretnymi osobami (personalizacja), ujmuje drobne niepowodzenia w kategoriach klęski (katastrofizacja). Słowem – widzi świat w czarnych, nieprawdziwych barwach.

Raj Persaud, brytyjski psychiatra i psychoterapeuta, który ćwierć wieku temu napisał bestseller „Pozostać przy zdrowych zmysłach. Jak nie stracić głowy w stresie współczesnego życia”, twierdzi, że podstawową konsekwencją chronicznego lęku jest ANT (z ang. Automatic Negativ Tought) – automatycznie pojawiająca się myśl negatywna, cokolwiek się ma zdarzyć. Przytacza badania, wedle których piąta część amerykańskich studentów medycyny przeżywa taki stres przed egzaminami, że okresowo stają się diabetykami. Zaś właśnie stres egzaminacyjny uważa on za podstawowy w naszym społeczeństwie. I nie chodzi tu wyłącznie o strach przed dosłownymi egzaminami (szkolnymi, zawodowymi, na prawo jazdy itd.), ale o całą konstrukcję współczesnego życia społecznego, która jest poddana logice egzaminu, testu. Rosną kolejne pokolenia tresowane do zdawania, zaliczania, spełniania oczekiwań, wymogów.

Według raportu rzecznika praw obywatelskich „Ochrona zdrowia psychicznego w Polsce” z 2014 r. przewlekły lęk jest najczęstszym dziś zaburzeniem psychicznym w naszym kraju – dotyka on co szóstego człowieka. (Dla porównania: jedna osoba na dziesięć ma depresję, 7 proc. cierpi na bezsenność, 4 proc. jest od czegoś uzależniona). Oczywiście w zależności od tego, kto i o co pyta, wychodzi trochę inna mapa tych lęków. Boimy się o zdrowie, o przyszłość, o zarobki, o dzieci, o pracę, a także „o życie”, czyli o to, czy mu podołamy, czy zdamy ten egzamin. Ogromny wpływ na stany lękowe ma wciąż historyczny test, jaki zbiorowo zdawaliśmy w ostatnim ćwierćwieczu.

Prof. Krystyna Skarżyńska pisze, że im większa liczba zmian skumulowanych w okresie jednego, dwóch lat, tym większy stres – nawet gdy zmiany mają charakter pozytywny. Lęki zalewały Polaków falami. W 1990 r. w każdej z ośmiu sfer życia, o które pytano, przypomina badaczka, przeważały obawy nad nadziejami. Najwięcej osób (prawie 70 proc.) obawiało się wtedy pogorszenia sytuacji materialnej, wzrostu przestępczości i braku wpływu na własne życie. Bezrobocia bało się 61 proc., a połowa degradacji środowiska naturalnego, 49 proc. agresji i nietolerancji, 47 proc. nowego totalitaryzmu. Potem baliśmy się Unii: 38 proc. Polaków obawiało się wykupu ziemi przez Niemców, 22 proc. lękało się, że prawo obowiązujące w UE zagrozi tradycyjnym polskim wartościom rodzinnym, a 18 ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Czy ludzkiej duszy zawsze dolegało to samo?

Magdalena Kaczmarek

Dowodem na to, że zaburzenia psychiczne istniały na długo wcześniej, zanim opisano ich objawy, są choćby ich literackie opisy. Przykładowo zespół stresu pourazowego, którego symptomami są z jednej strony intruzywne nawracanie wspomnień, a z drugiej nadmierne pobudzenie i odrętwienie emocjonalne, jest dość szczegółowo opisany choćby w sztukach Szekspira. Niemniej widzimy też, że na przestrzeni kolejnych dekad częstość występowania poszczególnych problemów psychicznych wydaje się zmieniać. Na przykład obserwowane przez Freuda histerie przejawiające się takimi objawami, jak ślepnięcie, paraliż całkowity lub części ciała, czy też ostre reakcje, takie jak konwulsje czy wygięcie ciała w łuk, współcześnie występują bardzo rzadko. Dlaczego tak się dzieje? Wydaje się, że potencjalnych powodów może być kilka.

Po pierwsze, można przyjąć, że Freud i inni psychiatrzy w jego czasach byli jakoś bardziej wyczuleni na te symptomy i po prostu szczególnie zwracali na nie uwagę. Pojęcia definiują w końcu to, jak spostrzegamy rzeczywistość. Można więc powiedzieć, że ewolucja psychiatrii, nowe taksonomie, zmiany w definicji symptomów, nowe sposoby rozumienia natury różnych zaburzeń wpływają na to, jak interpretowane są zachowania i w jakim stopniu uznawane są za wykraczające poza normę. Jej definicja zresztą ciągle ewoluuje. Przykładowo, jeszcze kilka dekad temu leworęczność uznawano za problem i z nią walczono, co dziś wydaje się tyleż dziwne, co niehumanitarne.

Po drugie, sposób ekspresji problemów psychicznych może się zmieniać i być definiowany kulturowo. Nawet współcześnie istnieją specyficzne dla danej kultury zaburzenia, które nie występują w takiej formie w innych miejscach. Na przykład znane z Japonii zjawisko odcinania kontaktów ze światem zewnętrznym, nazywane Hikikomori, czy silny napadowy lęk przed opętaniem i śmiercią charakterystyczny dla krajów latynoskich, nazywany Susto. Powracając do przykładu histerii – Freud obserwował konwulsje albo paraliże, bo w taki sposób, niekoniecznie świadomy, pacjenci dawali upust problemom, które dziś obserwujemy raczej w formie zaburzeń lęku lub nastroju.

Po trzecie wreszcie, zmieniają się czynniki ryzyka dla różnych zaburzeń, a także zmieniać się może dostępność zasobów chroniących przed ich rozwojem. Np. współczesna presja na szczupłą sylwetkę, a także powszechna dostępność wysokokalorycznego jedzenia tworzą warunki, w których zaburzenia odżywiania mają szansę pojawiać się szczególnie często. Nie oznacza to, że anoreksja czy bulimia nie mogły występować w czasach Freuda i wcześniejszych – zapewne występowały, były jednak znacznie mniej rozpowszechnione.

Kieszonkowy poradnik profilaktyczny

Jak pozostać przy zdrowych zmysłach

1 Jeśli czegokolwiek się obawiasz, unikaj generalizowania, przewidywania wyłącznie czarnych scenariuszy. Czyż wszystkie zdarzenia i okoliczności, które uważałeś za niepomyślne, kończyły się katastrofą?

2 Powiększ kredyt zaufania wobec innych, również całkowicie ci obcych ludzi. Czy aby na pewno większość osób, które w życiu spotkałeś, dbała wyłącznie o swój interes i chciała cię wykorzystać, gdy tylko nadarzyła się okazja?

3 Unikaj przesadnie emocjonalnych określeń, epitetów, inwektyw, wulgaryzmów, nawet gdy odnoszą się one do osób, które nie cieszą się twoją sympatią. Czyż gwałtowne, impulsywne zachowanie i język nie rażą cię u innych?

4 Nie oczekuj i nie domagaj się bezustannego uznania, pochwał, nagród, nawet gdy na to w pełni zasługujesz. Czyż nie jest tak, że najwięksi artyści, uczeni, mężowie stanu doświadczali krytyki i milczenia publiczności?

5 Nie zazdrość innym szczęścia. Czyż nie jest tak, że nawet tym najszczęśliwszym zdarzają się kryzysy i dramaty, bo nie ma żadnego immunitetu, który by przed nimi człowieka chronił?