POLITYKA

Niedziela, 20 sierpnia 2017

Polityka - nr 28 (2713) z dnia 2009-07-11; s. 16-18

Temat tygodnia

Janina Paradowska

W dwa ognie

Zwycięzców się nie sądzi. Podobno. Na fali powyborczych rozrachunków świętującą walne zwycięstwo PO postanowił osądzić jeden z jej twórców, Andrzej Olechowski. Czy uderzył skutecznie? Że boleśnie, to już wiadomo.

Przez miesiąc po wyborach do Parlamentu Europejskiego partie biorące w nich udział dokonywały mniej lub bardziej widowiskowych rozrachunków. Za rozliczenie PiS, a właściwie Jarosława Kaczyńskiego, wziął się Zbigniew Ziobro uskrzydlony liczbą zdobytych głosów, atakując współpracowników prezesa za nietrafioną kampanię. Na razie skarcony przycichł, ale może to być cisza przez burzą. Nie znikli jego stronnicy, nie zmniejszyły się jego ambicje. Zmieniła się taktyka: zamiast jawnego buntu – udawana pokora. Ale pewne sukcesy już ma.

Współodpowiedzialny za kampanię Adam Bielan publicznie przyznaje, że kampanię trzeba jednak ocenić, bowiem zmiana założeń, polegająca na zastąpieniu subtelniejszej gry „na kryzys” prostą agresją, przyczyniła się do słabszego, niż oczekiwano wyniku. Bielan próbuje ucieczki do przodu – on chciał wykorzystywać kryzys. To Jacek Kurski (coraz częściej łączony z Ziobrą) postawił na agresję. Będzie zatem specjalny zjazd, władza prezesa, choć oczywiście niezagrożona, ma zostać jednak w statucie ograniczona. PiS ma być bardziej demokratyczne, ale jednocześnie niepozbawione charyzmatycznego lidera. Dla większości charyzmatyczny jest bezdyskusyjnie Kaczyński, dla sporej grupy charyzmatyczny jest również Ziobro. Na razie strony są sobie potrzebne i będą trwały razem. Efektem: połączenie obu strategii. To widać w zachowaniu posłanki Wróbel z komisji śledczej, ale również tak zwanych „aniołków Kaczyńskiego”, pań mających jeszcze niedawno ocieplać wizerunek prezesa, a dziś przydających mu kłótliwości.

W SLD Grzegorzowi Napieralskiemu udało się wreszcie pozbyć szefa klubu parlamentarnego Wojciecha Olejniczaka i skupić całą władzę. A w wyborach udowodnić, że to jednak logo SLD ciągle jeszcze ma wartość wyliczalną na 10 do 12 proc. głosów, co aparatowi z pierwszych miejsc na listach daje przepustkę do Sejmu, a więc i chęć wspierania obecnego przewodniczącego. Napieralski nie jest charyzmatycznym przywódcą, o jakiego tuż po wyborach upomniał się Ryszard Kalisz, dając sygnał, że trzeba zacząć czas rozliczeń. Ale to on ma władzę i widać, że pozbycie się konkurenta czyni go pewniejszym siebie, spokojniejszym i wyważonym. Wystarczy przyjrzeć się jego zachowaniu po uchwaleniu ustawy medialnej. Już nie było pospiesznych okrzyków, że ustawa nadaje się do kosza. Była prośba do prezydenta, która wielu zdziwiła, o jej podpisanie z enigmatyczną zapowiedzią złożenia szybkiej nowelizacji regulującej kwestię finansowania mediów. Nie było przyrzeczeń, że weto prezydenta będzie podtrzymane. Napieralski tym razem nie zamknął sobie żadnej furtki.

Fakt, że Marek Balicki rozważa przystąpienie do SLD, od którego jeszcze niedawno tak zdecydowanie się odcinał, może być gestem znaczącym. Bunt przeciwko szefowi SLD, podobnie jak przeciwko Kaczyńskiemu, nie rozmył się całkowicie, ale wyraźnie osłabł. Do wyborów samorządowych i prezydenckich pozostał rok i żadna partia nie będzie dokonywała w swych szeregach rewolucji. Jak długo się da, tak długo będzie utrzymywany spokój, choćby pozorny.

Wybory europejskie nieco oczyściły scenę polityczną. Już wiadomo, że przestaje się po niej błąkać projekt Polska XXI, ugrupowania skupionego wokół Rafała Dutkiewicza. PiS potwierdziło skuteczność w niwelowaniu wszystkiego, co może wyrosnąć na skrajnej prawicy, przynajmniej dopóki w jego szeregach znajdują się ulubieńcy ojca Rydzyka, czyli Zbigniew Ziobro i jego żołnierze. Wiadomo, że musi zniknąć (w obecnej formule czy nawet w formule Porozumienie dla Przyszłości) socjaldemokracja Marka Borowskiego; widać, że praktycznie zamknięta została historia Partii Demokratycznej. Pozostała grupa polityków coraz bardziej bez przydziału, bo nic na razie nie zapowiada trzęsienia ziemi, gdy idzie o główne ugrupowania. Może się okazać, że nie wstrząśnie nimi nawet kryzys, na co wielu liczy. W trudniejszych czasach obywatele wcale nie muszą pragnąć zasadniczych zmian. Mogą utyskiwać na rząd, wystawiać mu coraz gorsze oceny, ale zmiana będzie się wydawać bardziej niebezpieczna. Gdyby wierzyć różnym prognozom, PO powinna stracić już sondażowe poparcie wiele miesięcy temu.

Ten polityczny krajobraz należy wziąć pod uwagę, gdy rozpatruje się konsekwencje gestu Andrzeja Olechowskiego i ofensywę Pawła Piskorskiego. Ich działania należy widzieć w duecie, a nie osobno, nawet jeśli Olechowski po odejściu z PO nie wstąpi do Stronnictwa Demokratycznego.

Olechowski nie odcinał się od Piskorskiego w najtrudniejszych momentach, także wówczas, gdy usuwano go z PO; Piskorski podkreślał swoją sympatię do jednego z trzech historycznych liderów PO i ubolewał, że Tusk wypycha z partii jej prawdziwych założycieli.

Moment rozpoczęcia ofensywy i sekwencja zdarzeń, które do niej doprowadziły, nie są przypadkowe. Jeszcze przed wyborami do PE Olechowski dawał do zrozumienia, że myśl o wyborach prezydenckich nie jest mu obca; w kampanię wyborczą PO się nie angażował, stał z boku, czasem błysnął krytycznym, ale nie nadmiernie, komentarzem. W tym czasie Piskorski porządkował sprawy finansowe Stronnictwa Demokratycznego, aby uregulować prawny byt tej partii i zebrać fundusze. Olechowski powtarzał w coraz liczniejszych ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Festiwale drogie i niedrogie

(wybrane przykłady)

• Heineken Music Open’er Festival, Gdynia (2–5 lipca) – budżet 15 mln zł, cena karnetu 320 zł na 4 dni

• Coke Live Festival (20–22 sierpnia), Kraków – budżet 10 mln zł, karnet 200 zł na 3 dni

• Selector Festival (5–6 czerwca), Kraków – budżet 5 mln zł, karnet 200 zł na 2 dni

• Festiwal Inne Brzmienia (10–19 lipca), Lublin – budżet 3 mln zł, bilet 30 zł

• Przystanek Woodstock (31 lipca–2 sierpnia) Kostrzyn nad Odrą – budżet 3 mln zł, impreza niebiletowana

• Festiwal Legend Rocka Dolina Charlotty (24 lipca–16 sierpnia), Zamełowo, budżet 2 mln zł, bilety 40 zł, 170 zł

• Jarocin Festival (17–19 lipca), Jarocin, budżet 1 mln zł, karnet 99 zł na 3 dni

Wywiad z Mikołajem Ziółkowskim, twórcą festiwalu Open’er, na: www.polityka.pl/kultura