POLITYKA

Piątek, 31 marca 2017

Polityka - nr 33 (2718) z dnia 2009-08-15; s. 70-71

Świat

Teodor Ptach

W krainie Soprano

W najnowszej aferze korupcyjnej w New Jersey było tylu aresztowanych, że FBI musiała podstawić gimbusa.

Ponad 300 funkcjonariuszy FBI i urzędu skarbowego uczestniczyło w aresztowaniu w sumie 44 grubych ryb z lokalnych elit – to niechlubny rekord nawet w napiętnowanym skandalami New Jersey. Na liście zatrzymanych jest trzech burmistrzów, w tym 32-letni Peter Cammarano z Hoboken, który dosłownie na dniach wygrał wybory pod hasłem walki z korupcją. FBI podejrzewa go o wzięcie 25 tys. dol. łapówki na kampanię w zamian za koncesję na budowę apartamentowca. Dalej idą dwaj urzędnicy ze stanowego rządu demokratycznego gubernatora Johna Corzine’a, kilku członków parlamentu New Jersey, pięciu rabinów, wśród nich 87-letni przywódca lokalnej wspólnoty syryjskich Żydów sefardyjskich Saul Kassin, oraz lobbyści.

Zarzuty? Trudno zliczyć. Pranie pieniędzy w synagogach, jesziwach i żydowskich fundacjach non profit, załatwianie pozwoleń na budowy w zamian za łapówki dla notabli, a nawet handel nerkami. Według ujawnionego przez FBI raportu, jeden z zatrzymanych od 10 lat kupował od izraelskich dawców organy za 10 tys. dol., a w Stanach odsprzedawał je już za 160 tys.

Federalne Biuro Śledcze przygotowywało operację od kilku lat. FBI pomagał pozyskany agent, skompromitowany bankrut Solomon Dwek. Oskarżony o bankowe oszustwo poszedł na współpracę z władzami i zgodził się pomóc rozpracować wielką szajkę.

Gdy telewizje pokazały korowód wyprowadzanych w kajdankach dżentelmenów, ludzie tylko westchnęli: znowu to samo. New Jersey to kraina, gdzie korupcja i gangsterka są naturalne i regularne jak wschód słońca. Rodem z serialu „Rodzina Soprano” – tłumaczy Bob Ingle, reporter i autor książki o naturze lokalnych powiązań polityki z półświatkiem „Stan Sopranów”. Słynna telewizyjna familia mafiosów to dziś wzór dla ambitnych, acz leniwych chłopców z New Jersey, marzących o łatwej karierze.

– Nastoletnie tępaki oglądają takie filmy jak „Amerykański gangster” czy „Chłopcy z ferajny” i traktują je jak podręcznik. I prawie nikt nie widzi w tym problemu. U nas chyba moralność jest bardziej elastyczna niż gdzie indziej – uważa Carla Mariano, właścicielka sklepiku spożywczego w Trenton.

Na straży prawa teoretycznie stoją jego stróże. – Po przeczytaniu raportu z dowodów przeciwko burmistrzowi Cammarano nalegam, by jak najszybciej złożył on urząd – mówi Dave Mello, radny miejski z Hoboken, powtarzając treść swojego oficjalnego oświadczenia. Ale słowa samorządowca warte są tyle, co kartka papieru, na jakiej je spisano. Cammarano miał ponoć powiedzieć po zatrzymaniu, że „może być postawiony w stan oskarżenia, a i tak będzie rządzić i wygra 90 proc. kluczowych głosowań w radzie miejskiej”. W końcu jednak burmistrz ustąpił, ale ugiął się dopiero pod presją centrali Partii Demokratycznej, której zależy na utrzymaniu fotela gubernatora stanu w jesiennych wyborach.

Korupcja i występek skaziły New Jersey niemal od jego początków. Już wtedy, gdy Anglicy 345 lat temu odbili tę kolonię Holendrom. Jeden z pierwszych gubernatorów prowincji Edward Hyde notorycznie brał łapówki, a wszystkie urzędy obsadzał przyjaciółmi. Do historii przeszedł jako najgorszy brytyjski namiestnik którejkolwiek z kolonii. Ale zapamiętano go jeszcze ze względu na osobliwy rytuał przyjmowania kontrahentów. Otóż Hyde występował przed nimi w długiej sukni, z peruką, a zwracał się do nich falsetem. Gubernator tłumaczył podobno, że reprezentuje królową Annę, więc musi ją przypominać.

Gdy 200 lat później Mikołaj Gogol pisał w Petersburgu swoje „Martwe dusze”, w graniczącej z Nowym Jorkiem gminie Hudson prawie połowę elektoratu w wyborach lokalnych stanowili zmarli. Jeden z ówczesnych politykierów z New Jersey powiedział, że chciałby być pochowany właśnie w Hudson, bo tam można uczestniczyć w polityce jeszcze wiele lat po śmierci. Na początku XX w. do tego osobliwego pejzażu dołączyli Włosi, prócz pizzy i opery przywożąc także klasyczną sycylijską mafię.

Wielkie klany, w tym chyba ten najsłynniejszy, czyli Gambino, ułożyły New Jersey po swojemu. W kieszeni siedział u nich Frank „Prawo to Ja” Hague, burmistrz Jersey City w latach 1926–1956. Chociaż samorządowej pensji dostawał 9 tys. dol. rocznie, umarł z pięcioma milionami na koncie. Hague zainstalował sobie w biurku specjalną szufladkę, wysuwaną z obydwu stron, tak że jego petenci, zanim zaczęli opowiadać, z czym przyszli, wkładali do niej kopertę z banknotami.

Ilu burmistrzów miasta Newark skończyło karierę z zarzutami prokuratorskimi? Od 1962 r. wszyscy. Najsłynniejszy z nich Hugh Addonizio zasiadał wcześniej w Izbie Reprezentantów, zrezygnował jednak z mandatu i wrócił do Newark, bo – jak stwierdził – jako kongresman zarabiał grosze, a jako burmistrz mógł zbijać miliony. W ostatniej dekadzie sądy w New Jersey skazał...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]