POLITYKA

Poniedziałek, 23 października 2017

Polityka - nr 16 (2701) z dnia 2009-04-18; s. 78-81

Nauka / Zostańcie z nami!

Beata Igielska

W poprzek i na przekór

Inaugurując każdej wiosny akcję stypendialną – w tym roku już po raz dziewiąty – przychodzi nam ubolewać nad sytuacją polskiej nauki, ta rytualność bywa frustrująca.

Ożywająca w ostatnich miesiącach wielokrotnie dyskusja nad reformą nauki, zwłaszcza nad sprawą habilitacji, wniosła sporo emocji, ale też na emocjach na razie sprawa się zawiesiła. Po latach reformatorskich zapowiedzi i usiłowań można w ogóle odnieść wrażenie, że odgórna przebudowa instytucji naukowych jest syzyfowym mozołem, a marna dola materialna uczonych, zwłaszcza zaś adeptów nauki – ich nieodwracalnym przeznaczeniem.

Szczęśliwie każdego roku możemy też odnotować zjawiska, które frustrację nieco neutralizują. Nie jest bowiem tak, że potencjał intelektu, energii, organizatorskiego zapału, zgromadzony w środowisku naukowym nie znajduje żadnego ujścia poza ujściem w sensie dosłownym, to znaczy emigracją – i tą za granicę, i tą do atrakcyjnych finansowo sektorów gospodarki. Obserwując teraz już 140-osobowe grono naszych stypendystów i w ogóle środowisko młodych uczonych, można nawet przypuszczać, że jeśli rewolucja w nauce ma się dokonać, to być może stanie się to obok ministerialnych projektów, gdzieś w poprzek systemu instytutów, katedr, dyscyplin.

Bez wątpienia zapanowała swoista moda na kompletowanie niebanalnych, interdyscyplinarnych zespołów badawczych. Zmusza do tego pewnie sam charakter współczesnej nauki, gdzie bez mariaży czasem zupełnie odległych dziedzin nie może być postępu. Widać w tym zjawisku pewną głębszą potrzebę poszukiwania nowych, nieoczywistych tropów, wzajemnej inspiracji. Może jest też tak, że nauka zagnała się w bardzo wąskie specjalizacje, hermetyczne poddziedziny i teraz potrzebuje wrócić do pytań fundamentalnych.

Spotykają się w poniedziałki i piątki. Kilkanaście osób. Młodzi, najwyżej 35 lat. Zadają pytania. Szukają odpowiedzi, co nie zawsze się udaje; wartością jest samo sformułowanie pytania. Robią burzę mózgów, przedstawiają publikacje naukowe opisujące przełomowe odkrycia w kontekście własnych badań. Dyskutują. Omawiają efekty swoich eksperymentów.

Tak właśnie działa zespół z  Zakładu Immunologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego pod kierownictwem prof. Marka Jakóbisiaka, należący – zdaniem specjalistów – do światowej czołówki badaczy terapii fotodynamicznej nowotworów.

Robiłem badania, potrzebowałem pomocy, ściągnąłem studentów – mówi prof. Jakub Gołąb, lider zespołu, stypendysta „Polityki” (2002 r.) i Fundacji na rzecz Nauki Polskiej – laureat programu Team. Tytuł profesora belwederskiego otrzymał w wieku 34 lat. W zespole pracuje też jego wychowanka, ubiegłoroczna stypendystka „Polityki” dr Dominika Nowis. Młodzi podkreślają, że mają szczęście – prof. Marek Jakóbisiak niczego nie narzuca, ufa współpracownikom i pozwala realizować pasje. Ubiegłoroczna praca zespołu opublikowana w „Plos Medicine” ma imponującą liczbę cytowań. To najlepsza zapłata za nieprzespane noce i  weekendy spędzone w laboratorium.

Zdaniem prof. Gołąba, tak właśnie – samoistnie, gdy są ciekawe pomysły – powinien się tworzyć prawdziwy zespół naukowy. Bez odgórnych wytycznych i ograniczeń formalnych. Najważniejsze, żeby zapaleńcom nie przeszkadzać. Nie dostrzegać w nich tylko zagrożenia dla swojej bezpiecznej egzystencji na dawno zajętej posadzie.

Te młode zespoły nie mają zwykle formalnej struktury, oficjalnie nominowanego kierownika. (Co utrudnia im starania o pieniądze; skarżą się, że dostępu do nich bronią koszmarne zapory biurokratyczne i bardzo często, zwłaszcza przy grantach unijnych, wymóg, by badania miały w perspektywie szybkie efekty wdrożeniowe). Nawet co do liczebności owych zespołów trudno przyjąć jakąś regułę. Czasem to kilkudziesięcioosobowe teamy, czasem wszystko zaczyna się od dwuosobowego partnerstwa do jednego zadania.

***

Katarzyna Budzyńska-Nowacka, logik z UKSW, zajmuje się filozoficznymi teoriami argumentacji. Magdalena Kacprzak, matematyk z  Politechniki Białostockiej – informatycznymi systemami wieloagentowymi. Spotykają się rzadko, ale godzinami rozmawiają przez Skype’a. Poznały się w 2005 r. na konferencji w Rucianem Nidzie. I jedną, i drugą – jak się okazało – fascynowały argumentacja i perswazja. Znalazły wiele punktów wspólnych w odległych od siebie dziedzinach nauki, choć sporo czasu zajęło im wypracowanie wspólnego języka. – W  końcu zrodził się z tego projekt Perseusz. Jego nazwa miała kojarzyć się z terminem perswazja – opowiada Magdalena Kacprzak.

Kiedy miały już gotową teorię, potrzebowały kogoś, kto stworzyłby program informatyczny, badający systemy przeprowadzające argumentację. Zaprosiły więc do Perseusza Pawła Rembelskiego, informatyka z Polsko-Japońskiej Wyższej Szkoły Technik Komputerowych. Perseusz ma już na swoim koncie 11 artykułów w anglojęzycznych pismach naukowych.

Młode zespoły przełamują konwencje nie tylko w sensie intelektualnym, ale idą też na przekór obowiązującym w świecie nauki konwenansom, wymykają się ze świata nobliwych sal wykładowych, laboratoriów, bibliotek. Nieformalny zespół z Instytutu Psychologii UJ spotyka się regularnie w kafejce Dynia. Założyciele wciągają kolejnych studentów i doktorantów – to dr Magdalena Śmieja, psycholog społeczny, i dwóch psychologów poznawczych – dr Jarosław Orzechowski oraz doktorant Dariusz Asanowicz, którzy od kilku lat zajmują się poznawczymi mechanizmami inteligencji emocjonalnej. – Pomysł zawią...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]