POLITYKA

Niedziela, 26 marca 2017

Polityka - nr 43 (2728) z dnia 2009-10-24; s. 20-22

Kraj

Anna Dąbrowska

Władza na diecie

PiS odgrzewa stary język, podnosi larum o zgubie państwa. Od kilkunastu dni mamy erupcję wielkich słów. Dlaczego tym razem to brzmi jak wodewil?

Kiedy Jolanta Kwaśniewska wyprowadziła się ze swoim mężem z Pałacu Prezydenckiego, to pierwszy raz po 10 latach wsiadła do samochodu po stronie kierowcy. Wieczorem przy jednej z warszawskich ulic zaparkowała i wrzuciła kilka złotych do parkomatu. Opowiada, jak podszedł do niej wtedy bezdomny i pouczył: „Pani Jolanto, po osiemnastej to postój jest już bezpłatny”. Gdy wyszła z roli Pierwszej Damy, na nowo musiała nauczyć się płacić swoje rachunki.

Koszty życia głowy państwa i jego małżonki, która zwyczajowo nie podejmuje pracy zarobkowej, spoczywają na podatnikach. Dlatego prezydentowi Kaczyńskiemu podczas czterech lat urzędowania oszczędności wzrosły z około 20 do ponad 300 tys. zł. Dzięki wysokim zarobkom wspomógł też swoją córkę i zięcia w zakupie luksusowego apartamentu w Gdyni, zaciągając wspólnie z nimi kredyt na 330 tys. franków szwajcarskich.

Zamrożone na czas kryzysu pensje tak zwanej erki stopniały w projekcie budżetu na przyszły rok. Zasadnicza pensja prezydenta to dziś 12 365 zł 22 gr. Do tego Lech Kaczyński ma dodatki: funkcyjny – 5299 zł 38 gr i za wysługę lat. W sumie głowie państwa płacimy miesięcznie 20 137 zł 64 gr brutto. W porównaniu z pensjami jego kolegów prezydentów z innych krajów nie są to zarobki imponujące. Nawet po podwyżce o 690 zł, którą dostanie z pierwszą styczniową pensją w 2009 r. Ale podatnicy fundują prezydentowi o wiele więcej. Druga w porządku konstytucyjnym osoba w państwie – marszałek Sejmu – dostaje za swoją pracę 15 049 zł 90 gr pensji. Donald Tusk zarabia nieco więcej od Bronisława Komorowskiego, ale mniej od prezydenta, dokładnie 16 700 zł (od stycznia o 565 zł więcej) i ma więcej wydatków bieżących. Z premierowskiej pensji nie udało mu się wiele odłożyć. Według oświadczenia majątkowego za ubiegły rok, Tusk ma około 95 tys. oszczędności, tyle samo co trzy lata temu. Najmniej zarabiają posłowie. Jeżeli parlamentarzysta rezygnuje z innej pracy zarobkowej, pobiera w Sejmie pensję 9892 zł 33 gr brutto. Za pracę w komisjach (niektórzy posłowie udzielają się w kilku) dostają dodatki (10–20 proc. uposażenia). Na wydatki poniesione w związku z wykonywaniem mandatu poseł dostaje też 2473 zł miesięcznie. Dieta ta jest wolna od podatku i nie może być zajęta przez komornika.

Rachunki bieżące

Pierwszemu obywatelowi RP fundujemy najlepsze prywatne apartamenty przy Krakowskim Przedmieściu. Prezydent nie płaci rachunków za wodę, prąd czy telefon w Pałacu Prezydenckim. Płacimy też za to, co zdobi prezydencką kancelarię, ale po zakończonej kadencji Lech Kaczyński będzie się musiał wyprowadzić, a wszystko zostanie dla jego następcy. Będzie się miał dokąd przeprowadzić. Jest współwłaścicielem domu i mieszkania w Warszawie. Prawo nie przewiduje lokum dla byłego prezydenta, ale gwarantuje mu dożywotnią pensję. Wszyscy „byli” dostają połowę zasadniczego wynagrodzenia aktualnie urzędującej głowy państwa. Jeśli postulaty Przyjaznego Państwa znajdą szczęśliwy finał, to uposażenie byłych i obecnego prezydenta zrównają się. Premier mieszka skromniej niż prezydent. Zajmuje willę rządową przy ulicy Parkowej: pięć pokoi, salon, gabinet, kuchnia i łazienka. Rachunki za jego mieszkanie warszawskie płacą podatnicy, ale za te, które przychodzą na adres w Sopocie, gdzie mieszka żona Tuska z córką i on sam w weekendy, płaci oczywiście premier.

Kilka kilometrów od Parkowej na warszawskiej Sadybie mogą zakwaterować się ministrowie i ich zastępcy spoza Warszawy. Niewielu korzysta z tej możliwości, o której nie można powiedzieć, że jest luksusowa. Z ministrów przy ulicy Grzesiuka pod numerami 6, 8, 9 mieszkają szefowa resortu pracy i polityki społecznej Jolanta Fedak (PSL) i minister w Kancelarii Premiera Eugeniusz Grzeszak (PSL), kilku wiceministrów i pracownicy resortów. Kiedyś wybudowane na początku lat 90. rządowe osiedle tętniło życiem. Utrzymanie tych lokali bierze na siebie resort, który w nich kwateruje. – To nie są żadne luksusy, średnio około 50 m, najwyżej trzy pokoje z kuchnią i łazienką wyposażone dobre kilka lat temu – opowiada Grzeszak.

Dom poselski pod wieloma względami przewyższa rządowe osiedle (posłowie, którzy dostali ministerialne teki, muszą się wyprowadzić z Wiejskiej). Po pierwsze, jest bliżej do pracy. Poza tym na miejscu jest basen (bezpłatny), fryzjer, restauracja, koktajlbar i sklep. Miesięcznie zakwaterowanie jednego parlamentarzysty w hotelu poselskim kosztuje podatników 2200 zł. Są tacy, którzy nie aprobują hotelowego życia i za te pieniądze wynajmują mieszkania. Na noclegi poza miejscem zamieszkania i Warszawą, czyli w delegacji, poseł może wydać 7600 zł rocznie.

Ostatnio wyszło na jaw, że w hotelowych pokojach przy Wiejskiej ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]