POLITYKA

Sobota, 24 czerwca 2017

Polityka - nr 6 (3097) z dnia 2017-02-08; s. 18-20

Polityka

Jacek Żakowski

Wojna narodu ze społeczeństwem

Nie żartujcie z San Escobar. Z wielu wypowiedzi Prezesa wyłania się wizja państwa mocno latynoskiego. I to w trwałym wariancie rządzącej 70 lat meksykańskiej Partii Rewolucyjno-Instytucjonalnej.

To, co Prezes opowiada, wygląda na spójny i niestety dość realistyczny plan budowy państwa trwale rządzonego przez PiS w polskiej wersji systemu partii dominującej. Z licencjonowaną opozycją i atrapą demokratycznych wyborów, z częściowo wolnym rynkiem budowanym wokół własności państwowej, z pozorami pluralizmu w mediach. Atrapy i pozory mają w tym systemie być nie tylko listkami figowymi na potrzeby relacji międzynarodowych, ale też wentylem społecznych emocji, który będzie można w miarę potrzeby odkręcać i przykręcać.

Systemowo to nie mają być faszystowskie Włochy. I nie PRL. Nie Białoruś Łukaszenki. Nie Węgry Orbána. Nie Bawaria. To ma najbardziej przypominać Meksyk z jego Partią Rewolucyjno-Instytucjonalną (u nas Kontrrewolucyjno-Instytucjonalną) – bez straty zmieniającą przywódców i programy od lewa do prawa. Tylko meksykański antyklerykalizm zastąpiony będzie przez pisowski klerykalizm. Czyli wypisz wymaluj San Escobar. Mieszanka świętości (San) z mafijnością (Escobar). Zatopiona w naszości. Trwała mimo niechętnego potężnego sąsiedztwa. Pogodzenie się z porewolucyjnym Meksykiem zajęło USA kilkadziesiąt lat. Unii też trochę to zajmie. Prezes nigdy sam tego tak nie opisze. Efektywność jego metody polega m.in. na tym, że realizując wizję znaną co najwyżej jemu (a i to nie jest pewne), zaskakuje pomysłami i posunięciami wszystkich – w tym swoje zaplecze, a często pewnie siebie. Ale kierunek meksykański wydaje się wyraźnie (choć nie wiem, na ile świadomie) wyłaniać. W tę stronę prowadzą liczne tropy. Jeden z nich jest szczególnie istotny. Partia.

Niewiele osób zwróciło uwagę na fragment łódzkiego wystąpienia Prezesa poświęcony partii. „Dziś partie w Europie są mniejsze, dlatego rozbudowanie struktur jest ważne”. Sporo wskazuje, że jest to absolutnie kluczowy element strategii PiS.

Kto zajmuje się polityką, wie, że „rozbudowanie struktur” partii sprawującej władzę prowadzi do szybkiej klęski. Wiadomo, co oblepia statek cumujący w porcie. Karierowicze, pieczeniarze, cwaniacy, wszelkiej maści oszuści i kombinatorzy ciągną do partii rządzącej (bliskiej rządzenia) i ją od środka psują, demoralizują, kompromitują i wiodą do upadku. Żaden partyjny lider tego nie chce. Zbieranina oblepiająca władzę będzie kombinowała, kradła, nadużywała stanowisk i przywilejów. I będzie bezideowa. Jak jej się opłaci zdradzić – to zdradzi. Otwarcie lub skrycie. Jak wielki gierkowski nabór do PZPR rozszabrował PRL, poparł demokratyczny przewrót 1989 r. i doprowadził do klęski SLD Millera. PiS już ma kłopot z Hofmanami i Misiewiczami, więc Prezes z pewnością nie chce iść w tym kierunku. Jeśli mówi o „rozszerzeniu struktur”, musi mieć na myśli co innego.

Kluczem do zrozumienia intencji jest cel. A celem jest stworzenie formacji rządzącej całe dekady. I to przy poparciu większości lub znacznej mniejszości dającej parlamentarną większość. W zgodzie z zasadami formalnej demokracji oraz rządów prawa, choć raczej bez państwa prawa. Kiedy odbierając nagrodę tygodnika „wSieci”, Jarosław Kaczyński malował wizję Polski jako wyspy wolności między Zachodem i Wschodem, nie miał na myśli sezonowej wysepki, która zniknie przy pierwszej burzy. On myśli i mówi o konstrukcji z zasady wiecznotrwałej. To marzenie Prezesa nie jest nierealne. Kluczem jest trochę większe poparcie wyborcze. Nad Zjednoczoną Prawicą wisi szklany sufit na poziomie nieco przekraczającym jedną trzecią wyborców. W kluczowych kwestiach z reguły ponad jedna trzecia pytanych popiera PiS, a niespełna dwie trzecie jest przeciw. Zważywszy rozbicie opozycji, PiS może wygrywać wybory, ale nie ma gwarancji utrzymania władzy, gdyby opozycja się pozbierała. Gdyby jednak PiS zdobył jeszcze poparcie co dziesiątego wyborcy, Prezes mógłby spać dość spokojnie.

Tu pojawia się myśl o rozbudowaniu partii. Nie chodzi o tych, którzy sami przyjdą. Oni są podejrzani i można mieć ich poparcie, nie przyjmując ich do rodziny. Wystarczą posady lub miejsca w poczekalni. Chodzi o tych, którzy nie przyszli i nie głosowali na PiS. Oni zaczną w ramach rozbudowy struktur dostawać „życiową szansę”. W dużym stopniu dzięki nim PiS ma się na długo zamurować w gabinetach władzy.

Wybór, przed jakim wiele osób stanie, zaproponowany przez pisowskiego szefa będzie dość czytelny. Mogą się zapisać i dalej być kierownikami, dyrektorami etc., albo nie… Wyobraźnia podpowie, że można odrzucić ofertę i złamać sobie karierę od razu, albo ją przyjąć i złamać karierę, gdy zmieni się władza. Ci, którzy się zdecydują złamać kariery później, bardzo się będą starali, by było to jak najpóźniej. I postarają się przekonać otoczenie. A ci, którzy wybiorą złamanie kariery od razu, zrobią miejsce dla innych, którzy wolą skorzystać i&...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]