POLITYKA

Poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Polityka - nr 32 (2717) z dnia 2009-08-08; s. 62-63

Nauka

Krzysztof Szymborski

Wojna nerdów

W hollywoodzkich filmach współczesne wojny prowadzą ze sobą roboty, jednak na prawdziwych polach bitew wciąż walczy człowiek. Ale technologiczna rewolucja, widoczna już w Iraku i Afganistanie, może to radykalnie zmienić.

Przez tysiąclecia udział w wojnie traktowany był jako źródło społecznego prestiżu i próba męskiego charakteru. Bohaterska śmierć na polu bitwy traci jednak wiele ze swego splendoru, kiedy żołnierz coraz rzadziej ma sposobność stanąć twarzą w twarz z przeciwnikiem. Aby zlokalizować wroga, nie trzeba dziś wysyłać w niebezpieczną misję zwiadowcy – wystarczy wysłać elektroniczne oko i wprowadzić do systemu sterowania inteligentnej broni jego współrzędne geograficzne. Współczesna wojna staje się zmaganiem konkurujących ze sobą technologii, a w tej dziedzinie przodują Amerykanie.

Słynny Predator (Drapieżnik), który, co prawda, nie jest robotem, lecz bezzałogowym zdalnie sterowanym samolotem, od 1995 r. uczestniczył w akcjach bojowych w Afganistanie, Pakistanie, Bośni, Serbii, Iraku i Jemenie. Początkowo pełnił jedynie funkcje zwiadowcze, lecz na początku 2001 r. wyposażony został w dwie rakiety Hellfire, za pomocą których w listopadzie 2002 r. CIA w czasie rajdu w Jemenie zabiła sześciu domniemanych członków Al-Kaidy. 8 lipca br. rakiety odpalone z samolotu bezzałogowego zabiły w Pakistanie 25 talibów, kilka dni wcześniej – 14. W ostatnich latach Predatory i ich nowy wariant zwany Reaper (Żniwiarz) ok. 300 razy atakowały cele w Iraku i Afganistanie. Amerykańskie Siły Powietrzne operują dziś flotą 195 Predatorów i 28 Reaperów. Każdy samolot kosztuje ok. 4,5 mln dol. Operacyjne systemy, w jakich działają, składają się z czterech współdziałających Predatorów sterowanych z bazy Air Force w Creech, w stanie Nevada, przez zespół 55 ludzi.

Trutnie i kruki

Predator i Reaper nie są jednak jedynymi trutniami (tak Amerykanie nazywają swe bezzałogowe samoloty) w Iraku i Afganistanie. Jest ich cała menażeria o różnych rozmiarach i zakresach działania. Raven (Kruk) to latawiec motorowy o długości zaledwie 1 m, zaś Wasp (Osa) jest jeszcze mniejszy i wyposażony w kamerę wielkości ziemnego orzeszka. Sterowane są one przez żołnierzy na polu bitwy i wyrzucane z ręki w powietrze jak papierowy samolocik. Unoszą się tuż nad dachami domów i pokazują, co (lub kto) kryje się za węgłem bądź za pobliskim wzgórzem.

Średniej wielkości bezzałogowe Shadows (Cienie) krążą 500 m nad całą dzielnicą i pozwalają dostrzec operatorom wszelkie podejrzane obiekty lub ruchy przeciwnika. Predatory i Reapery, które z wysokości 1,5 tys. do 5 tys. m pozwalają odczytywać tablice rejestracyjne samochodów i widzą przez mgłę i chmury, mogą nieprzerwanie utrzymywać się w powietrzu ponad 30 godzin. Niewidzialne z ziemi 13-metrowe odrzutowe samoloty bezzałogowe Global Hawks (Globalne Jastrzębie) mają jeszcze większe pole widzenia – operować mogą przez prawie 3 dni na wysokości 20 km, przechwytując sygnały elektroniczne i przekazując obrazy rozległych obszarów, które są analizowane przez specjalistów wywiadu.

Flota ta może się niebawem wzbogacić o latającego szpiega wielkości owada. W 2006 r. agencja DARPA (Defense Advanced Research Projects Agency) podpisała ponoć kontrakt na latający pojazd o wadze nieprzekraczającej 10 g, długości 7,5 cm i zasięgu 1000 m, ale jego prototyp jeszcze nie istnieje, a do tej pory nie ujawniono niczego na ten temat.

Odkurzacz min

Na polach irackich i afgańskich bitew roi się także od bezzałogowych maszyn lądowych. Jeszcze w 2003 r. armia nie miała ani jednego takiego pojazdu. W końcu 2004 r. było już ich 150, rok później 2,4 tys., zaś w 2006 r. ich liczba się podwoiła. Pod koniec 2008 r. miała przekroczyć 12 tys. Stało się to głównie za sprawą masowo stosowanych przez irackich i afgańskich powstańców przydrożnych bomb (także zresztą odpalanych zdalnie), które w Afganistanie były do niedawna przyczyną ok. 60 proc. śmierci żołnierzy NATO. Z pomocą rozbrajającym je saperom przyszła firma iRobot z Massachusetts, która wcześniej wprowadziła na rynek odkurzającego robota o nazwie Roomba. Jej tzw. odkurzacz min PacBot ma rozmiary mechanicznej kosiarki, waży niecałe 13 kg i kosztuje 150 tys. dol. Żołnierz może go nosić w plecaku i wysłać na zwiady, gdy jakiś obiekt wzbudzi jego podejrzenia. PacBot ma oczy i ręce i może zidentyfikować (za pośrednictwem operatora) oraz rozbroić minę.

PacBotowi towarzyszy dziś w Iraku i Afganistanie ok. 22 innych wojskowych robotów naziemnych, takich jak TALON, produkowany przez konkurenta iRobota, firmę Foster-Miller, który jak Predator może być uzbrojony w broń zaczepną. Inny robot o nazwie SWORD (Special Weapons Observation Reconnaissance Detection System) jest platformą, którą uzbroić można w najrozmaitsze systemy broni; od karabinu M-16, poprzez karabin maszynowy, granatnik, po wyrzutnię rakiet. Miniaturowy MARCBOT (Multi-Function Agile Remote-Controlled Robot) waży tylko 11,3 kg i kosztuje 5 tys. dol., widzi w nocy i, jeśli trzeba, może dźwigać na grzbiecie ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Zobacz roboty bojowe w akcji. Obejrzyj filmy na: www.polityka.pl/nauka