POLITYKA

Niedziela, 20 sierpnia 2017

Polityka - nr 7 (7) z dnia 2016-08-03; Ja My Oni. Poradnik Psychologiczny Polityki. Tom 23. Jak się dogadać; s. 16-19

JA. Myśleć, co się mówi (o sztuce porozumiewania się słowami)

Kinga Tucholska

Wojna spokojna

Czy spór między ludźmi musi być niszczący

Słowo konflikt ma źródłosłów łaciński – conflictus oznacza zderzenie. Z fizyki wiadomo, że siła i tarcie powstające przy zderzeniu wytwarzają ciepło. Gorący konflikt może wymknąć się spod kontroli, a płomień emocji nadwątlić lub całkiem obrócić w popiół więzi i relację. Może przynieść dotkliwe szkody fizyczne, psychiczne czy ekonomiczne – wówczas ma charakter dysfunkcjonalny. Jednak, jak to ujmuje psycholożka, adwokatka i mediatorka Grethe Nordhelle, „ciepło dostarcza człowiekowi energii niezbędnej do działania, bez którego rozwój nie byłby możliwy. Unikanie konfliktów jest równoznaczne z unikaniem życia. Są one wydarzeniami potencjalnie bardzo znaczącymi”.

Na konflikt można zatem spojrzeć jak na swoistą sytuację kryzysową, która niesie także szansę na pozytywną zmianę. Daje możliwość zmierzenia się z nieznanymi dotąd stronami własnej osobowości, pozwala inaczej spojrzeć na swój związek. Stwarza okazję do autoanalizy i rozwoju. Powoduje wzrost energii i motywacji, które można wykorzystać na realizację celów własnych lub organizacji. Każdy konflikt może czegoś nauczyć tych, którzy są w niego uwikłani.

To, czy konflikt będzie miał charakter niszczący, antagonizujący, czy będzie funkcjonalny, zależy od wielu czynników. Specjaliści w dziedzinie komunikacji i psychologii konflików wskazują:

• cechy osób pozostających w konflikcie;

• przebieg ich wcześniejszych relacji;

• uruchomienie procesu współpracy lub rywalizacji między nimi;

• włączenie w konflikt osoby trzeciej, neutralnej względem stron i przedmiotu sporu (np. terapeuty czy mediatora), która fachowo pomoże poszukać rozwiązania.

Jak człowiek sprawia, że konflikt staje się destrukcyjny

Kluczową kwestią zdają się jednak słowa, jakimi zwracają się do siebie kłócący się ludzie, i język, jakiego używają, gdy sytuacje konfliktowe opisują innym. Brak komunikacji, jej nieprecyzyjność albo specyficzny wzorzec porozumiewania się mogą być zarzewiem konfliktu, istniejący już konflikt podtrzymywać bądź eskalować, a także blokować możliwość jego rozwiązania. Przykładami takiego użycia (i nadużycia) języka są:

Stopery komunikacyjne, czyli to, co dolewa oliwy do ognia lub zrywa kontakt:

• rozkazywanie, zarządzanie i dawanie dyspozycji: „Nie odzywaj się tak do ojca”, „Przestań się użalać”;

• ostrzeganie, upominanie i grożenie: „Jak to zrobisz, pożałujesz”, „Jeszcze jedna uwaga i mnie więcej nie zobaczysz”;

• perswadowanie, moralizowanie: „Nie powinnaś tak się zachowywać”, „Musisz zacząć myśleć poważnie”;

• dyktowanie rozwiązań: „Weź się w garść”, „Posłuchaj mnie i zrób, jak ci mówiłam”;

• robienie wyrzutów, pouczanie: „Uświadom sobie wreszcie, że twoja matka potrzebuje pomocy”, „Kiedy byłem w twoim wieku, miałem dwa razy więcej obowiązków”;

• osądzanie, krytykowanie: „Nie myślisz logicznie”, „Zupełnie nie masz racji”;

• chwalenie, aprobowanie wynikające z oceny: „Teraz widzę, że jesteś miły”, „W końcu ci się udało”;

• ośmieszanie, zawstydzanie: „Pięknie, panie Mądraliński!”, „Zachowujesz się jak dzikus”;

• interpretowanie, stawianie diagnoz: „Mówisz tak, bo jesteś zazdrosna”, „W rzeczywistości sam w to wszystko nie wierzysz”.

Wypowiadająca tego typu kwestie osoba opisuje, jak jest lub jaki ktoś jest, i ocenia, dlaczego się zachowuje tak, a nie inaczej, wyrażając z góry ustalone poglądy i założone opinie o ludziach lub pewnych sprawach (tzw. ocena stała). Stosowanie takiego sposobu mówienia to najczęściej nieuświadomiony nawyk językowy, który Liv Larsson, specjalistka w dziedzinie komunikacji, określa mianem języka statycznego. Narzuca on stabilny punkt widzenia zjawisk, które wcale nie muszą być powtarzalne. Prowadzi do szufladkowania ludzi i zjawisk, spłyca sposób rozumienia rzeczywistości oraz zrywa kontakt.

Wypominoza, czyli ciągłe wskrzeszanie przeszłości

Odejście od meritum, czyli faktycznego problemu, który doświadczany jest tu i teraz, i skojarzenie go (czasami zupełnie luźne) z tym, co było w przeszłości; przywoływanie minionych przykrych zdarzeń i wyrażanie pretensji – wszystko to ma dodatkowo podgrzać temperaturę dyskusji i dopiec rozmówcy: „A czy już zapomniałeś, że…”, „Ty nigdy nie przyniosłeś/nie robiłaś/nie pamiętałeś/nie byłaś w stanie...”.

Używanie czasu przeszłego nie służy w tym przypadku wyjaśnieniu, wyciągnięciu wniosków na przyszłość. Staje się bronią, która ma skrzywdzić, a nawet poniżyć. Stosowanie wielkich kwantyfikatorów (zawsze, nigdy, ciągle, wszędzie) wiąże się z generalizowaniem i jest formą odejścia od prawdy („Ty zawsze mnie ograniczałeś!”). Uogólniając, przechodzi się od ad rem do ad personam, oddalając się od istoty sporu i tym samym możliwości jego rozwiązania.

<...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]