POLITYKA

Poniedziałek, 25 września 2017

Polityka - nr 22 (3112) z dnia 2017-05-31; s. 37-39

Społeczeństwo

Agnieszka Sowa

Wołanie na Puszczy

W wojnie ministra Jana Szyszki i Lasów Państwowych z ekologami broniącymi Puszczy Białowieskiej pojawił się kolejny przeciwnik. Obywatele Białowieży zaczynają rozumieć, że mogą stracić wszystko.

Scenariusz zaczyna przypominać słynną batalię o dolinę Rospudy. Ekolodzy z WWF Polska i koalicji Kocham Puszczę (Greenpeace Polska, Dzika Polska, Greenmind, Pracownia na rzecz Wszystkich Istot), ci sami, których na konferencji zorganizowanej przez Ministerstwo Środowiska, Lasy Państwowe, Polski Związek Łowiecki i Wyższą Szkołę Kultury Społecznej i Medialnej Tadeusza Rydzyka porównywano do nazistów, rozpoczęli w zeszłym tygodniu okupację jednego ze zrębów w nadleśnictwie Hajnówka. Z transparentami stanęli na drodze harwesterów (kombajnów do masowej wycinki drzew), przykuli się do nich łańcuchami. Nie można ich używać w gęstym lesie, ale te fragmenty puszczy, gdzie pracują, już zamieniono w gigantyczne polany. Po kilku godzinach ekolodzy musieli zawiesić protest, bo leśniczy z Hajnówki zamknął las. Powód: prace leśne na tym terenie. W sąsiednim nadleśnictwie Białowieża zakaz wstępu do Puszczy obowiązuje już od końca marca. Oficjalnie dla bezpieczeństwa, żeby na nikogo nie zwalił się suchy świerk, których tak wiele w Puszczy zjada kornik drukarz. – A tak naprawdę po to, żeby ludzie nie widzieli skali wyrębu Puszczy, tego że leśnicy wycinają także 100-letnie drzewa – mówi Adam Bohdan z fundacji Dzika Polska.

A na ich miejsce sadzą w rządku młode sadzonki, często z pomocą wojska i straży granicznej, jak było w przypadku pokazówki urządzonej niedawno przez ministra Szyszkę. I powoli zamieniają Puszczę w las gospodarczy albo plantację. Wojna o Puszczę to coś więcej niż tylko lokalna awantura z ekologami, których można postraszyć mandatami i prokuratorskimi zarzutami, odebrać finansowanie (co już się stało, ci, którzy krytykują wycinkę w Puszczy Białowieskiej, nie dostają od rządu dotacji). Więcej niż protesty artystów i całego świata naukowego, na które minister Szyszko jest głuchy. Puszcza Białowieska to także Bruksela i Komisja Europejska. Bo Puszcza to (wciąż jeszcze) ostatni pierwotny las Niżu Europejskiego, wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. I obszar Natura 2000. Trzykrotne zwiększenie liczby wycinanych w Nadleśnictwie Białowieża drzew, na które zgodził się w ubiegłym roku minister środowiska Jan Szyszko, to złamanie zobowiązań wobec UNESCO i warunków ugody z Komisją Europejską, która już wkrótce może skierować pozew przeciwko Polsce do Trybunału Sprawiedliwości UE. W razie przegranej Polsce grożą wielomilionowe kary. Właśnie minął miesięczny termin, jaki polski rząd dostał od Komisji na udzielenie odpowiedzi.

Lokalsi i nawałocz

Nadleśnictwo Białowieża zamknięto, gdy zginął pilarz przywalony drzewem. – Tego człowieka zabiła zdrowa brzoza, nie martwy świerk – mówi Adam Wajrak, dziennikarz i przyrodnik od ponad 20 lat mieszkający w Puszczy, który tego dnia nie odważył się wejść do lasu. – Wiatr był wtedy tak silny, że nie powinny być prowadzone żadne prace leśne. Po wypadku do Białowieży przyjechał minister Szyszko i następnego dnia nadleśniczy ogłosił zakaz wstępu do lasu. – Zamkną całą Puszczę, a potem tak ją przetrzebią, że nikt już tu nie przyjedzie – obawiają się mieszkańcy Białowieży, którzy w wieczór poprzedzający akcję zielonych aktywistów w Puszczy spotkali się w domu Sławomira Dronia. – Nie będzie martwych drzew, w których gniazdują dzięcioły, więc nie przyjadą, jak co roku na wiosnę, ornitolodzy z Anglii.

Już jest źle: na Wielkanoc i majówkę Białowieżę odwiedziło mniej turystów niż zwykle. O połowę, mówią miejscowi. Są zatem zdeterminowani, by działać, bo żyją głównie z turystyki. Sławomir Droń, gospodarz drugiego już spotkania, wynajmuje turystom rowery i dwa domki letniskowe. Eliza Łozowska prowadzi jedyną w Białowieży klubokawiarnię Walizka, gdzie serwuje gościom kawę i solidną dawkę białowieskiej kultury: spotkania, koncerty, miniwystawy. Wojciech Kuryłło ma internetową bazę noclegów. Barbara Bańka maluje obrazy, które kupują głównie turyści. Arkadiusz Smyk, leśnik z wykształcenia, jest puszczańskim przewodnikiem. Inicjatywa „Lokalsi przeciwko wycince Puszczy Białowieskiej” – bo tak się roboczo nazwali – skupia, obok prywatnych przedsiębiorców, także miejscowych naukowców, głównie z instytutów PAN, Biologii Ssaków czy Botaniki. Zaczęli od apelu, bezskutecznego, do ministra Szyszki o zniesienie zakazu wstępu do lasu. Więc teraz petycję o zaprzestanie niszczenia Puszczy, tego dobra narodowego, a dla nich najcenniejszej marki, ściśle związanej z ich życiem, chcą skierować do wszystkich świętych. Do władz centralnych i samorządowych (choć te murem trzymają z Lasami, wprawdzie tylko trzech radnych i przewodniczący Rady Gminy to leśnicy, ale nadleśnictwo Białowieża co roku wpłaca do gminnego budżetu ok. 400 tys. zł podatku), do marszałka województwa, do mediów. Zainspirowali interpelację poselską dwóch opozycyjnych klubó...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]