POLITYKA

Piątek, 18 sierpnia 2017

Polityka - nr 30 (3120) z dnia 2017-07-26; s. 94

Felietony / Passent

Daniel Passent

Wrona górą

Co wyłączać najpierw – wizję czy fonię? Kiedy na ekranie pojawia się prezes, wyłączam wizję, bo widok znam, a dzięki fonii można czasami usłyszeć coś nowego – „mordercy”, „zdradzieckie mordy” albo „kanalie”. Gdy natomiast widzę panią premier, to wyłączam fonię, bo niczego ciekawego się nie spodziewam, ciągle to samo: „Polki i Polacy”, ale przynajmniej broszka co dzień inna. A broszka jest ważna, bo pomaga zorientować się, gdzie przód – gdzie tył. „Dżentelmeni zapraszają damy./Tam gdzie broszka – tam jest przód”, jak w piosence Agnieszki Osieckiej.

Gdzie się podziała dobroduszna ciocia Szydło, która miała dla nas tyle obietnic – wspólnota, rzecznik opozycji, comiesięczne sesje pytań i odpowiedzi w Sejmie, a teraz, zła jak osa, wymyśla od elit, krzyczy i wygraża? „Podwyżki benzyny nie będzie, reforma sądów będzie” – zapowiadała kilka dni temu. Okazuje się – przedwcześnie.

Natomiast Jarosław Gowin wart jest zarówno wizji, jak i fonii. Zazwyczaj w pierwszych rzędach loży rządowej, pod ręką szefowej, tego dnia, kiedy poparł haniebną ustawę o Sądzie Najwyższym, skurczył się, jak gdyby chciał się zapaść pod ziemię ze wstydu, że podniósł rękę „za” egzekucją sądu. Kiedy wszyscy ministrowie stali i klaskali ze szczęścia, że pogonią Trybunał, Sąd i Radę, wicepremier Gowin, skulony, malutki jak pięć groszy, bawił się w chowanego. Podczas kiedy jego wspólnicy klaskali samym sobie, on przyjął pozę Gowina frasobliwego. A przecież mógł się wstrzymać od głosu. To jednak wymagało odwagi, która była ponad jego siły. Ja go rozumiem, a nawet mu współczuję. Wiem, co to strach. Pierwszy kamieniem nie rzucę.

Kiedy pokolenie „złogów” zdawało egzamin z odwagi, miało przeciwko sobie Biuro Paszportów, partię, nomenklaturę, a najbardziej odważni – „zęby krat”. Czym ryzykują dzisiejsi subtelni intelektualiści – Gowin czy Gliński? Głową na pewno nie, nawet nie tyłkiem, w najgorszym przypadku – stołkiem. O tym, że król jest nagi, że „reforma” to zamach na państwo prawa – dobrze wiedzieli. Ostrzegali ich co bardziej myślący publicyści. Paweł Lisicki, redaktor naczelny „Do Rzeczy”, pisma tzw. niepokornych, pisał przed głosowaniem w Sejmie: „Trudno przyjąć choćby to, żeby ustawa mogła wygasić mandaty sędziów zasiadających w KRS, skoro długość ich kadencji określa wyraźnie konstytucja. (…) Czy sytuacja, w której prokurator generalny, oskarżyciel w imieniu państwa, ma tak duży wpływ na obsadę stanowisk sędziowskich i karierę sędziów, od których wymaga się bezstronności, nie ogranicza podstawowego prawa obywatela do obrony?”.

To są elementarne, banalne pytania, które widział chyba każdy student, a co dopiero prezydent Duda. W poniedziałek, 24 lipca, wykonał dwa kroki w przód – jeden krok wstecz. Dziękuję za już – proszę o jeszcze. Więc będę skandować jak kibice: „Jeszcze jeden! Jeszcze jeden!”. Skok PiS na rządy prawa w Polsce i decyzja prezydenta przyniosą poważne konsekwencje na scenie politycznej. Pierwsze już są: tysiące młodych ludzi, które wyszły na ulice ponad stu miast i miasteczek. To nie tylko złogi, spacerowicze, ubeckie wdowy, które chcą „żeby było tak, jak było”. To młodzież, która nie chce, żeby było tak, jak jest. Tych, którzy chcą, żeby było, jak było, zastępują dziś ci, którzy nie chcą, żeby było, jak jest. Trudno im bezczynnie patrzeć, jak słabnie pozycja Polski w Europie i w Stanach Zjednoczonych. Zaledwie kilka tygodni temu prezydent Trump wychwalał Polskę pod niebiosa, a parę dni temu rzeczniczka Departamentu Stanu ogłosiła oficjalne zaniepokojenie sposobem, w jaki polskie władze „deformują” sądy i wzywa do przestrzegania ustaleń Komisji Weneckiej. Trudno o większą reprymendę. Trump wzywał nas do obrony cywilizacji Zachodu, a potem Waszyngton bronił jej przed polskim rządem. Dziś odetchną z ulgą, bo oni w szczegóły nie wnikają. Nigdy nie będziemy wiedzieli, na ile „ulica i zagranica” (tak pogardzane przez ministra Błaszczaka i PiS) wpłynęły na decyzję prezydenta Dudy, ale swoje znaczą. Rząd powinien wziąć przykład z Gowina: skulić się i zafrasować.

Pycha i arogancja rozsadzają niektórych. Jeszcze kilka dni temu rzecznik prezydenta, minister Łapiński, lekceważąco mówił, że okna prezydenta wychodzą na ogród. Dyplomata Waszczykowski mówi obcesowo „Rzeczpospolitej”: „Nie interesuje mnie los Tuska i nie zaprzątam sobie nim głowy”. Zapytany, czy cokolwiek niepokoi go w prezydenturze Trumpa, odpowiada elegancko: „Nie czytam »Gazety Wyborczej« i nie oglądam TVN, więc nic mnie nie niepokoi”. (Ministrowi radzę też przestać czytać „The Economist”, „Spiegla”, „NYT” i inne pisemka sterowane z Warszawy). Czy niepokoi go coś w sądownictwie? „Ja w sądownictwie niczego nie zmieniam” – odpowiada, jak gdyby nie trzymał łopaty w zbiorowym kopaniu grobu dla Trybunału, Sądu i&...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]