POLITYKA

Sobota, 24 czerwca 2017

Polityka - nr 7 (7) z dnia 2016-08-03; Ja My Oni. Poradnik Psychologiczny Polityki. Tom 23. Jak się dogadać; s. 20-21

JA. Myśleć, co się mówi (o sztuce porozumiewania się słowami)

Ewa Wilk

Z życia kameleona

Dr Wojciech Kulesza. Dlaczego się wzajemnie naśladujemy

Ewa Wilk: – Z prowadzonych przez pana badań wynika, że my, ludzie, jesteśmy kameleonami. Z upodobaniem wzajemnie się naśladujemy.
Wojciech Kulesza: – Upodobniamy się do siebie bezwiednie i automatycznie. W gestach, mimice, sposobie mówienia, składni, doborze słów – naśladujemy praktycznie wszystko, co da się naśladować. Od początku życia. Cóż robi człowiek tuż po urodzeniu, żeby nawiązać relację? Jakie jest jego pierwsze zachowanie społeczne? Już w 72. godzinie życia człowiek zaczyna naśladować innych ludzi – inne płaczące dzieci. Niemowlę jeszcze nie wie, że jest na świecie, że istnieje jakieś otoczenie społeczne. Ale w genach ma zakodowaną informację: jeśli zaczniesz płakać z innymi, masz większe szanse na przeżycie.

Bycie z innymi, poruszanie się z nimi, współodczuwanie jest niezwykle silnie w nas wdrukowane. Słuchając koncertu w filharmonii, przeżywamy go znacznie intensywniej, niż odsłuchując z najlepszej aparatury. Więcej, lubimy, gdy inni się naśladują, lubimy ich obserwować – stąd np. powszechne upodobanie do śledzenia parad wojskowych czy też – w przypadku osób wierzących – udziału w obrzędach religijnych, owym wspólnym klękaniu, wstawaniu, chóralnych modlitwach czy śpiewach.

Po co nam to? Żeby zwiększyć swoje szanse na przeżycie?
Cokolwiek robią zwierzęta, robią to w jednym z dwóch celów służących przeżyciu: by zjeść albo – by nie być zjedzonym. Niejadowity wąż wygląda jak jadowity, by inne zwierzęta się go bały. Stado wilków naśladuje się podczas polowania. Po co my, ludzie, się do siebie upodobniamy? Klasyczna książka Elliota Aronsona po polsku ma tytuł „Człowiek, istota społeczna”, ale angielski jest trafniejszy: „The social animal”, dosłownie „Zwierzę społeczne”.

My też mamy nowe modne określenie: „animalni”. Jesteśmy animalni?
Tak, człowiek jest zwierzęciem. Ale specyficznym: nie wszystko, co robi, służy wyłącznie temu, by zjeść lub nie być zjedzonym. Wiele działań podejmujemy, by tworzyć grupy i budować zaufanie społeczne. Badania pokazują, że jeśli człowiekowi zagraża wykluczenie przez grupę, to tym mocniej zaczyna on naśladować członków owej grupy. Przynależność i zaufanie są nam absolutnie konieczne do życia. Efekt kameleona jest spoiwem społecznym, swoistym social glue; pozwala tworzyć więzi, od tych romantycznych poczynając.

Udowodniono, że wskutek wzajemnego naśladowania gestów ludzie zaczynają sobie bardziej ufać, mówić sobie coraz bardziej intymne rzeczy. Rzecz nie sprowadza się do związków intymnych. Gdy człowieka naśladuje sprzedawca – on więcej kupuje. Naśladujemy ekspresje mimiczne, np. uśmiech. W biznesie uczy się handlowców negocjacji przez telefon: smiledial (uśmiechnij się i dzwoń). Podobno tego rodzaju lekki uśmiech na swój sposób słyszymy i praktycy liczą, że rozmówca „przejmie” pozytywny nastrój sprzedawcy.

Studentom często proponuję tygodniowy eksperyment: zacznijcie się uśmiechać; nie chodzi o uśmiech od ucha do ucha, ale taki, który wynika tylko z tego, że słońce świeci i generalnie jest przyjemnie. Obserwujcie, jak to wpływa na was samych, na codzienne relacje z innymi ludźmi. Działa. Lubimy twarze wyrażające emocje; interakcja z osobą bez ekspresji mimicznej gorzej przebiega. A mówiąc o naśladownictwie ekspresji mimicznych, jesteśmy przecież o krok od teorii neuronów lustrzanych, która została opublikowana wkrótce po psychologicznej teorii efektu kameleona.

Z teorii neuronów lustrzanych wynika, że w tej chwili nasze mózgi – niczym lustra – sprawiają, że pan i ja podobnie się do siebie uśmiechamy, wykonujemy podobne gesty…
…i co najważniejsze – dzięki tej funkcji mózgu współodczuwamy, lepiej się rozumiemy. Bycie z innym człowiekiem jest jak taniec. Najgorsze w interakcji, owym tańcu z drugą ludzką istotą, jest stanąć jak wryty. Ktoś, kto nie naśladuje, jest gorzej oceniany. Budzi podejrzenia, że coś jest z nim nie tak. Dowiedziono, że niektóre choroby upośledzają tę naśladowczą funkcję mózgu. Np. interakcja z osobami chorymi na autyzm może być trudniejsza. Bo one mniej naśladują drugiego człowieka.

Czy można kameleonizm u siebie wzmocnić, nauczyć się go?
Tak. Wydawać by się mogło, że służy też temu modna dziś usługa (co ważne z punktu widzenia mojej profesji, świadczona bez żadnych dowodów empirycznych jej skuteczności): coaching. Wielu krajowych polityków sprawia wrażenie, jakby właśnie jakiś coach wmówił im, że gdy zaczną machać rękoma, to dzięki takim gestom ludzie ich kupią. Ale nie jest to takie proste. Wymaga morderczego, zgoła sportowego treningu: Co naśladować? Jak? Kiedy? Z jakim opóźnieniem?

I nawet jeśli intelektualnie zgłębi się efekt kameleona, to wcale nie przychodzi łatwo kontrolować czynności, które są automatyczne i wrodzone. To jest trochę tak, jak ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Rozmówca jest psychologiem, jednym z laureatów Nagród Naukowych – stypendystów POLITYKI. Pracuje na Uniwersytecie SWPS. W pracy naukowej koncentruje się na zagadnieniu mimikry, czyli naśladownictwa zachowań i mowy ludzi.