POLITYKA

Poniedziałek, 24 lipca 2017

Polityka - nr 31 (2716) z dnia 2009-08-01; s. 72-74

Świat

Adam Szostkiewicz

Zablokowana zwrotnica

Zamiast zrewidować swą politykę wewnętrzną i zewnętrzną, irańska teokracja przystąpiła do rozprawy z opozycją i konsolidacji status quo.

To pobożne życzenie, że teraz w Iranie już nic nie będzie tak jak przed ukradzionymi wyborami 12 czerwca. Kiedy masowe protesty ustały, a Musawi i inni liderzy opozycji umilkli, reżim zaczął przywracać islamistyczny porządek. Ten scenariusz znamy dobrze w naszej części Europy z czasów bloku radzieckiego.

Autorytaryzm może mieć różne formy i oblicza, ale jego istota jest ta sama. Kto pamięta, jak władze stanu wojennego w Polsce próbowały dyskredytować Solidarność, jej przywódców z Lechem Wałęsą na czele, zwłaszcza kiedy dostał pokojowego Nobla, ten nie zdziwi się kampanii nienawiści rozkręcanej dziś przeciw irańskiej pokojowej noblistce, obrończyni praw człowieka, szczególnie kobiet, i praworządności Szirin Ebadi.

Jak zniesławić Ebadi w oczach Irańczyków, z których duża część ulega łatwo propagandzie rządowej? Władze sugerują – twardych dowodów oczywiście się nie przedstawia – że pani Ebadi za zachodnie srebrniki atakuje obecny rząd pod pozorem obrony praw ludzkich. Noblistka, zresztą praktykująca umiarkowana muzułmanka, miała czelność krytykować brutalność sił bezpieczeństwa, pacyfikujących pokojowe demonstracje w Teheranie i innych miastach.

Na dodatek konsultowały się z nią w tej sprawie instytucje międzynarodowe, które chciały wyrobić sobie zdanie o irańskim kryzysie. Tego już za wiele dla reżimu: pod koniec czerwca opublikowano list zbiorowy oskarżający Ebadi, że swymi wypowiedziami gwałci porządek konstytucyjny republiki islamskiej. Nazwisk sygnatariuszy nie ujawniono. Cała akcja ma poderwać autorytet dzielnej pani Ebadi, jednej z nielicznych, a znanych w świecie twarzy innego Iranu, zdolnego do reform zbliżających kraj do standardów przyjętych w wolnym demokratycznym świecie.

Szirin Ebadi jest nękana, ale władze nie odważyły się jak dotąd jej aresztować lub wydalić z kraju. Wobec innych, mniej znanych uczestników protestów, uważanych za najpoważniejsze od obalenia szacha w 1979 r. i zaprowadzenia w Iranie islamokracji, nie mają zahamowań. Portale internetowe wielkich organizacji praw człowieka, takich jak Human Rights Watch i Amnesty International, a także witryny podobnych organizacji nastawionych wyłącznie na Iran, pełne są alarmujących doniesień.

Po stłumieniu protestów irańskie służby specjalne zaczęły polowania na tych, których uznały za wrogów systemu. Zatrzymywano i ludzi z najbliższego otoczenia Musawiego, i innych wyborczych rywali prezydenta Ahmadineżada, działaczy praw człowieka, dziennikarzy, pracowników wyższych uczelni i zwykłych obywateli. Traktowano ich różnie, w zależności od statusu społecznego i planów taktycznych, jak rozbić ruch protestu. Każdy reżim autorytarny dzieli swe ofiary na takich zasadach.

Jednym urządza się pranie mózgów, innych szantażuje lub zastrasza. Na niektórych wymusza się publiczne przyznanie do współpracy z zachodnimi szpiegami lub prowokatorami albo generalną samokrytykę: byłem naiwny, dałem się nabrać graczom politycznym. I tak dowiadujemy się z cenzurowanych mediów państwowych, że Amir Hossein Mahdawi, redaktor reformistycznej gazety „Andishe No”, jeszcze na długo przed wyborami 12 czerwca wiedział o przygotowywanych protestach.

A Irańczyk współpracujący w Teheranie z „Newsweekiem” Maziar Bahari, zatrzymany 21 czerwca, już dziewięć dni później wyznał na specjalnej konferencji prasowej, że potępia media zachodnie, które dążyły do podburzenia narodu irańskiego do aksamitnej rewolucji i że sam w tym spisku uczestniczył, przygotowując materiały o nielegalnych demonstracjach. „Newsweek” jakoś nie dał temu wiary i stanął w obronie swego korespondenta. Od momentu aresztowania Bahari, mający obywatelstwo Iranu i Kanady, był trzymany w izolacji, bez dostępu do adwokata.

Jednak nie ze wszystkimi specsłużbom się udaje. Prawnika i działacza praw człowieka Mohammada Mostafaela oskarżono o spisek wymierzony w bezpieczeństwo państwa i propagandę antypaństwową, ale zwolniono po wpłaceniu przez niego kaucji w astronomicznej jak na Iran wysokości ponad 100 tys. dol. Mimo że grozi mu proces i więzienie, Mostafael oświadczył, że aresztowanie umocniło w nim chęć obrony praw człowieka. Dotąd zajmował się obroną młodocianych, skazanych na karę śmierci lub nią zagrożonych. Prawo irańskie pozwala pociągnąć do odpowiedzialności karnej chłopców powyżej 14 lat i 7 miesięcy oraz dziewczynki powyżej 8 lat i 9 miesięcy. Mostafael prowadzi kampanię na rzecz niewykonywania wyroków śmierci na osobach poniżej 18 roku życia.

Mniej szczęścia niż prawnik mieli studenci i młodzież aresztowana po protestach. Siedemnastolatek zwolniony z początkiem lipca opowiadał działaczom praw człowieka, jak go traktowano w więzieniu. Z zawiązanymi oczami zaprowadzono go do garażu, gdzie wraz z innymi zatrzymanymi musiał stać przez dwie doby. Aresztantom związano ręce i bito ich pałkami. Obrzucano wyzwiskami. Nie pozwalano zasnąć ani iść do toalety. Tak rozmiękczonych poddawano wielogodzinnym szczegółowym przesłuchaniom, wciąż z zawią...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]