POLITYKA

środa, 27 września 2017

Polityka - nr 28 (3118) z dnia 2017-07-12; s. 12-15

Temat tygodnia

Joanna PodgórskaŁukasz Wójcik

Zachód znowu zgniły

Dla PiS Zachód jest najważniejszym punktem odniesienia – jak dla wszystkich rządów po 1989 r. Tyle że dziś odgrywa on rolę obcego. Wroga, który ma pomóc stworzyć nowego Polaka. Z małą pomocą Donalda Trumpa.

Pod koniec czerwca Jerzy Czerwiński, senator PiS, przedstawił Polakom swoją wizję świata. „Próby narzucania tzw. płci społecznej, czyli gender, skończą się tragicznie – alarmował w Senacie. – Być może już widzimy ten tragizm. W Europie mężczyźni przestają być mężczyznami, a kobiety przestają być kobietami – to się łączy. I efekt jest taki, że wchodzi islam z »prawdziwymi« mężczyznami”.

Wtóruje mu niezastąpiona posłanka Krystyna Pawłowicz. Niedawno napisała na Facebooku: „Nastały w Europie czasy: bezczelnych zdrajców, niemieckich szmat, V kolumn, skorumpowanych alkoholików, lewaków i faszystowskich bojówek, zbłąkanych kosmopolitów bez ojczyzn, matek i ojców, zabójców dzieci i rodziców, zniewieściałych facetów w rurkach i różowych baletkach, adoptujących pszczoły, drzewa i małpy, politycznych szantażystów i islamu, wielbicieli kóz, satanistów, bogobójców i ćpunów, genderowego terroru, politycznych bejsbolistów, kłamców, polityków bez właściwości i zdolności honorowej… Katolicka Polska trwa, broni się”.

Czerwiński i Pawłowicz nawet wśród parlamentarzystów PiS mają opinię radykałów, ale to nie oznacza, że twierdzą coś niekanonicznego – ich radykalizm dotyczy formy, a nie treści. 5 lipca Jarosław Kaczyński, broniąc szefa MSW Mariusza Błaszczaka, mówił nieco tylko przypudrowanym Czerwińskim: „…wy chcecie polskie społeczeństwo przekształcić, tak żeby można je było przekształcić, jak się chce. Żeby grupki mniejszościowe mogły nim rządzić. Niedoczekanie wasze, zanim wy to, co jest dzisiaj rzeczywiście w wielu państwach Zachodu, wprowadzicie w Polsce”. Podobny w tonie światopogląd zaprezentowała również premier Beata Szydło podczas historycznego już przemówienia w Parlamencie Europejskim: „Dokąd zmierzasz, Europo? Powstań z kolan, w przeciwnym razie będziesz codziennie opłakiwać swoje dzieci”.

Przejęcie władzy przez PiS w 2015 r. otworzyło nowy rozdział w polskiej historii, również pod względem naszych aspiracji. Pierwszy raz od upadku komunizmu dla rządzących Polską Zachód nie jest już aksjologicznym punktem odniesienia, wzorem do naśladowania i celem dążeń. Machina integracji europejskiej wciąż postępuje siłą rozpędu, ale na poziomie retoryki już jesteśmy „poza”, bo Zachód wcina się PiS w jego autorytaryzm. Na emocje nakłada się cynizm polityków – stąd powrót do peerelowskiej retoryki „zgniłego Zachodu”. W ustach rządzących Zachód stał się obcym, dzięki któremu będziemy w stanie odbudować naszą prawdziwą tożsamość.

1

Na tę przypadłość jest nazwa – okcydentalizm. I nie chodzi tu o rosyjską XIX-wieczną ideologię zapadnictwa, ale o anglosaskie rozumienie tego terminu – jako zbiór antyzachodnich stereotypów, wytworzonych przez wrogów zachodniej modernizacji. Tak rozumiany okcydentalizm spopularyzowała wydana w 2004 r. książka Iana Burumy i Avishaia Margalita „Okcydentalizm. Zachód i jego wrogowie”. To lustrzane odbicie orientalizmu Edwarda Saida, nie da się zrozumieć tych dwóch pojęć w oderwaniu od siebie. Saidowski orientalizm to zestaw stworzonych przez zachodnie elity stereotypów na temat społeczeństw peryferyjnych – „zacofanego Wschodu”. Taki orientalizm, przyjęty często bezwolnie przez elity Wschodu, jest – według Saida – podstawą kulturowej i politycznej dominacji Zachodu.

Okcydentalizm na zasadzie przeciwieństwa tworzy Zachód zepsuty, dążący do samozagłady, przy tym jednolity i nierzeczywisty. Jak zauważają Buruma i Margalita, taki wymyślony Zachód jest często konsekwencją intelektualnej niestrawności, powstałej przy okazji zbyt szybkiego „połykania” zachodniej cywilizacji. Cierpiało na nią większość państw, które kiedyś próbowały przeskoczyć z peryferii do centrum: Rosja, Japonia, Iran, Turcja. Polska, która w latach 90. „połykała” wszystko, co zachodnie, ma być tego najlepszym przykładem.

„Zachód” według PiS jest więc wymysłem, karykaturą, choć jak każda karykatura składa się z wielu prawdziwych elementów. Jest on mieszczański, zlaicyzowany, duchowo płytki i naiwny, bo nie rozumie rosyjskiego zagrożenia i wraz z Putinem buduje Nord Stream II. To Zachód, który upada na naszych oczach, bo z powodu ideologii multi-kulti i poprawności politycznej przyjmuje uchodźców, którzy go zniszczą od wewnątrz. Dopuszcza się aborcji i eutanazji. Zamienia kościoły w sklepy i dyskoteki, odrzuca Boga, kocha mamonę. Ma swoje bożki – gender, homoseksualizm, dewiacje wszelkiego rodzaju. Nienormalność jest tam już normą, a przeciwnicy – ostatni normalni – są zagłuszani. Chciałoby się dodać: i tylko wysp tych nie ma.

2

Jako że ten konstrukt Zachodu jest wymyślny, można go kształtować w zależności od potrzeb. Do Zachodu według PiS nie należy więc Ameryka, odkąd prezydentem został Donald Trump. Amerykanin, mówiąc tydzień temu w Warszawie o „wojnie cywilizacji”, o tym, że Polska jest „sercem i duszą Europy”, zarysował plan konserwatywnej kontrrewolucji, która marzy się polskiej władzy. Trump – tak ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]