POLITYKA

Wtorek, 26 września 2017

Polityka - nr 33 (3123) z dnia 2017-08-16; s. 18-20

Polityka

Anna Dąbrowska

Zaciąg Ziobry

We wrześniu 270 asesorów wejdzie do sądów. To, czy ostatecznie zostaną sędziami, w dużej mierze zależy od Zbigniewa Ziobry. Jedni zrezygnowali z asesury, inni liczą na szybkie awanse.

Przed budynkiem Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury (KSSiP) nastrój niepewności mieszał się ze złością i zrezygnowaniem. – Po prawie dziesięciu latach nauki do zawodu sędziego za godzinę zdecyduje się moje życie zawodowe, to gdzie będę mieszkał, czy w ciągu kilku tygodni będę musiał organizować przeprowadzkę całej mojej rodziny, być może z jednego końca Polski na drugi – mówi rozgoryczony 30-latek, aplikant KSSiP. I dodaje, że gdyby wiedział, że tak to wszystko będzie wyglądało, to swoje marzenia o tym, by zostać sędzią, już dawno odłożyłby na półkę.

W zeszłym tygodniu 352 aplikantów, po pięciu latach studiów prawniczych, ponadtrzyletniej aplikacji, po kilkunastomiesięcznych stażach referendarskich i wielu z nich po miesiącach oczekiwania na konkurs sędziowski, miało stawić się w Krakowie po etaty asesorskie. Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro przez wiele miesięcy wstrzymywał konkursy na zwalniające się etaty sędziów, kosztem sprawności działania sądów. Dla aplikantów szkoły uzbierały się 323 etaty.

W maju minister przeforsował ustawę, według której droga do zawodu sędziego prowadzi głównie przez asesurę. Dotąd, żeby zostać sędzią, każdy musiał wystartować w konkursie. Od teraz – przewidują sędziowie – konkursów na wolne stanowiska będzie jak na lekarstwo. Każdego roku ze szkoły podporządkowanej ministrowi wyjdzie kilkudziesięciu absolwentów, którzy, jako asesorzy, będą zajmować zwalniane etaty. Asesorzy będą mieli prawie takie same uprawnienia jak sędziowie. Nie będą mogli jednak stosować tymczasowego aresztu, rozpoznawać zażaleń na postanowienia o odmowie wszczęcia śledztwa i zajmować się sprawami z zakresu prawa rodzinnego i opiekuńczego.

Oświadczanie przy kamerach

Zarządzenie Ziobry z listą etatów w sądach rejonowych pojawiło się 6 lipca. Po miesiącu w pierwszych rzędach w auli krakowskiej szkoły zasiedli aplikanci, którzy na egzaminie sędziowskim zdobyli największą liczbę punktów. Mieli przywilej wyboru etatów. Przedtem przemówiła do nich Małgorzata Manowska, powołana na dyrektora szkoły przez ministra Ziobrę, była wiceminister w jego resorcie za pierwszych rządów PiS. „Te rozwiązania są zgodne z konstytucją. (...) Będziecie stanowić korpus doskonałych sędziów, niezależnych od nacisków zewnętrznych i wewnętrznych. Niezawisłość jest stanem ducha”. – Ta przemowa miała nas chyba przekonać, że nie będziemy traktowani jako sędziowie z korpusu Ziobry, ale jest dowodem na to, że będzie wręcz odwrotnie – mówi jeden z aplikantów.

Każdy z wyczytywanych aplikantów podchodził do stołu prezydialnego, okazywał do jednej z czterech kamer zainstalowanych w auli dowód osobisty i oświadczał, w jakim sądzie przyjmuje etat. Reszta w napięciu wykreślała ze swojej listy ten etat, z nadzieją, że ten, który sobie wybrali, zostanie wolny, aż oni staną przed mikrofonem. – Mówi się, że prezesi sądów, którzy lada dzień będą wymienieni przez ministra, nie mają zaufania do procedury rozdzielania tych etatów, stąd chyba to okazywanie dowodów do kamery, które nas trochę szokuje, i nagrywanie całej procedury – opowiada aplikantka, która zdobyła na tyle dużo punktów, że mogła wybrać sąd w mieście swojego dotychczasowego zamieszkania. Między aplikantami krążyła nieoficjalna lista, na której rezerwowali etaty, ale nie dotarła do wszystkich. Kilkunastu wyłamało się z wcześniejszych ustaleń, większość musiała wybrać te sądy, w których etaty pozostały wolne, a nie te, które sobie upatrzyli, zgodne z ich dotychczasowym miejscem zamieszkania.

32 aplikantów w ogóle nie pojawiło się w szkole, 48 oświadczyło, że rezygnuje z prawa wyboru etatu asesorskiego (mogą pozostać na stanowisku referendarskim w dotychczasowym miejscu pracy), 270 przyjęło asesurę.

Bez demonstracji

Dziesięć lat temu Trybunał Konstytucyjny uznał, że instytucja asesora nie jest zgodna z zasadą trójpodziału władzy, bo podlega ministrowi sprawiedliwości. Dwa lata temu asesorzy mieli powrócić w poprawionej, zgodnej z konstytucją, wersji. Prezydent Bronisław Komorowski po konsultacjach zaproponował, by oddzielić asesorów od ministra. Miała ich mianować niezależna Krajowa Rada Sądownictwa, a ślubowanie przyjmować miał od nich prezydent. Jednak wraz z powrotem PiS do władzy, dwa miesiące temu, wróciły niekonstytucyjne przepisy. Dyrektor Manowska publikuje na stronie szkoły oświadczenia, w których wciąż przekonuje o ich konstytucyjności. „KRS ma realny wpływ na udzielanie asesorowi votum do orzekania, przez możliwość sprzeciwu w stosunku do konkretnych asesorów” – napisała na początku sierpnia. Mówi się, że gdzieś w połowie września – MS nie podało jeszcze terminu – asesorzy przyjadą do Warszawy i przed Ziobrą złożą ślubowanie. Rozjadą się po sądach, a Rada bę...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]