POLITYKA

Piątek, 20 października 2017

Polityka - nr 8 (10) z dnia 2017-08-09; Ja My Oni. Poradnik Psychologiczny Polityki. Tom 26. Jak nie oszaleć w szalonym świecie; s. 56-60

My. Razem i osobno

Katarzyna Kazimierowska

Zamiast małżeństwa

Emily Witt Spełnienie bez obrączki

Katarzyna Kazimierowska: – Jak się żyje singlom w USA?
Emily Witt: – W Ameryce ludzie uważają, że nie zarabiają wystarczająco dużo pieniędzy, żeby założyć rodzinę. Dlatego odkładają małżeństwo na później. Ale też niektórzy nie poddają się społecznym oczekiwaniom, że trzeba wziąć ślub, dorosnąć. Nie chcą się podporządkować, iść na kompromis. Wolą poczekać, aż trafią na kogoś, w kim się poważnie zakochają. Na pewno jest to efekt zmian strukturalnych, demograficznych i ekonomicznych. Kiedy zaczęłam research do mojej książki ponad sześć lat temu, akurat rozstałam się z chłopakiem i długo nie mogłam znaleźć kogoś, z kim chciałabym być. Ale wiedziałam też, że nie tylko ja tak mam. Po prostu świat się zmienia, ludzie pobierają się dużo później niż kiedyś albo w ogóle rezygnują ze ślubu.

No tak, w Stanach macie jeszcze kult happy endu, bajkowego „i żyli długo i szczęśliwie”. W Polsce o kobiecie, która nie wyszła za mąż, wciąż mówi się, że „nie ułożyła sobie życia”, nawet jeśli robi oszałamiającą karierę, świetnie zarabia albo rządzi połową świata.
To zabawne, że Ameryka jest bardziej romantyczna niż Europa. Pamiętam swoje zaskoczenie, gdy moi przyjaciele – para po parze – zaczęli się pobierać. Nagle z wyluzowanych ludzi zamieniali się w szaleńców, którzy obsesyjnie zajmowali się listami gości weselnych, organizacją ślubu, jakby to były najważniejsze rzeczy na świecie. Nawet moi przyjaciele single, którzy są mocno po trzydziestce i sporą część ich dotychczasowego dorosłego życia spędzili samotnie – a ich wizja przyszłości raczej nie ma wiele wspólnego z małżeństwem – nadal wierzą w ten jeden kulturowo eksploatowany model życia. I tak też definiują swoje szczęście – że możliwe jest tylko w kontekście małżeństwa.

Eva Illouz, izraelska socjolog, zapytana o przyszłość związków, powiedziała, że może trzeba wyjść poza ograniczenia, jakie nakłada małżeństwo, że w przyszłości związki dwu-, trzy-, czteroosobowe będą na porządku dziennym.
Uwielbiam Evę Illouz. I absolutnie się z nią zgadzam. W Stanach także instytucja małżeństwa jest coraz częściej odrzucana. Dzieje się tak, bo małżeństwo jest tak silnie związane z patriarchatem, że nawet kiedy chcesz od tego uciec, nawet kiedy masz na nie własny pomysł, to i tak w końcu okazuje się, że wpadasz w tradycyjną rolę żony i matki. Niektóre feministki II fali chciały na nowo stworzyć definicję małżeństwa, odświeżyć instytucję. Na mnie ogromny wpływ wywarła Simone de Beauvoir, która powtarzała, że nie może wejść w małżeństwo z Sartre’em, nie może mieć dzieci, bo wtedy historia dopadnie ją i ograniczy, a ona skończy, myjąc toalety.

W swojej książce zastanawiasz się, czy jest miejsce na udane życie seksualne – ba, na udane życie w ogóle – poza instytucją małżeństwa. Sama zadajesz sobie pytanie, czy możesz uznać się za dorosłą. Bo przecież dorosły to ktoś, kto ustatkował się i wziął ślub.
W Ameryce do głosu dochodzi pokolenie tzw. millenialsów. Nie identyfikuję się z tą kategorią, ale uważam, że młodym ludziom jest coraz trudniej osiągnąć taki poziom życia, jaki mieli ich rodzice w ich wieku. Moi rodzice przed trzydziestką wzięli ślub, mieli dom, dzieci, czyli wszystko to, co składa się na dorosłe życie. Ja mieszkam w Nowym Jorku, podobnie jak większość moich znajomych, co wydaje się ekstremalnie trudne, bo życie tu jest naprawdę drogie. I może połowa z nich osiągnęła tyle, co moi rodzice wówczas, może nawet mniej. Dziś młodzi muszą sprostać kombinacji studenckich kredytów do spłaty, rosnących cen nieruchomości i własnej niechęci do wzięcia ślubu z kimś, kogo nie są pewni. Wiele osób w wieku trzydziestu lat mieszka ze współlokatorami, bo tak jest po prostu taniej. Można powiedzieć, że to też rodzaj rodziny, miejskiej rodziny. Kiedy jesteś singlem, cały czas szukasz innych ludzi, towarzystwa, więc znajdujesz różne sieci i formy braterstwa i wsparcia.

Dużo eksperymentowałaś, szukając różnych form spełnienia seksualnego, które nie wymagają bycia w stałym związku. W książce czytamy np., że uczestniczysz w grupie praktykującej medytację orgazmiczną, randkujesz przez internet, jedziesz na festiwal Burning Man. Które z tych doświadczeń było dla ciebie najbardziej wyzwalające?
Każde z nich było na swój sposób odkryciem, bo nigdy wcześniej nie dokonywałam żadnych założeń dotyczących mojej seksualności. Nie wiedziałam, jak ją zdefiniować, i nigdy nie próbowałam wyrazić swoich fantazji, ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]