POLITYKA

środa, 26 lipca 2017

Polityka - nr 5 (7) z dnia 2017-05-24; Ja My Oni. Poradnik Psychologiczny Polityki. Tom 25. Mężczyzna: instrukcja obsługi; s. 39-41

My. Mężczyzna jako syn, partner, rodzic

Przemek Berg

Zanik przed czasem

Jak starzeją się mężczyźni

Włosy, ciało, twarz, ruchy i spojrzenie są już nie te co kiedyś – nie ma co do tego wątpliwości. Cała postać jakby się zapadła trochę, chociaż raczej istotnie nie straciła na wadze. Poza niewielkim, ale wyraźnie dostrzegalnym brzuszkiem – ten to się nie zapada. O wiele częściej niż kiedyś trzeba do toalety. Poza tym nie chce się już rzeczy, których kiedyś często się chciało, bo też – w rzeczy samej – wielu z nich zrobić nie sposób: na przykład wykazać się szybkością lub sprawnością fizyczną, nie mówiąc już o seksualnej. Chociaż pożądanie jeszcze czasami puka do bram – to prawda – ale często nie w tych momentach co trzeba. Zmarszczki... Pół biedy, najgorsze jest to, że w ogóle nie widać w oczach napotykanych ludzi błysku zainteresowania, który dostrzegało się jeszcze jakiś czas temu. Zero spojrzeń, więc żadnych błysków.

Albo kobiety. Z jednej strony ich atrakcyjność jest jakaś mniej wyraźna i mniej pociągająca. Jakby zamglona. Z drugiej strony one same przestały patrzeć, zwracać uwagę, przechodzą teraz zupełnie obojętnie mimo.

Także umysłowo nie jest najlepiej. Bywa, że – co wcześniej się nie zdarzało – przy książce trzeba ciągle wracać do zdań wcześniejszych, by w ogóle uchwycić sens przekazu, a to strasznie wydłuża czytanie. Poza tym to irytujące zapominanie słów, nazw i nazwisk. Czy to już alzheimer? Może jeszcze nie, ale dobrze nie jest.

Niewidzialność

W starożytnej Grecji stary mędrzec, a nawet tylko człowiek w słusznym wieku, był kimś. Przyjmowano go z uwagą i szacunkiem, a on sam mógł wiele. Cieszył się poważaniem, ponieważ z racji tego, że zgromadził w swoim umyśle mnóstwo wspomnień i spostrzeżeń, miał zwykle coś ważnego lub ciekawego do przekazania. Później – choć właściwie nie wiadomo dokładnie kiedy – to podejście się diametralnie zmieniło: w rezultacie wiekowy mędrzec stał się schulzowskim emerytem.

Istotą starości dziś jest to, że się na nią totalnie nie godzimy, a to oznacza, że jest ona jednym z niewielu zjawisk na świecie postrzeganych i odczuwanych wyłącznie poprzez ich negację. Powszechny, wręcz ogólnoświatowy, zbiorowy bunt przeciw starzeniu przybiera formy kuriozalne. Ludzie, i to masowo, robią naprawdę wiele i płacą naprawdę dużo za to, by starość odrobinę opóźnić lub jej obecność odrobinę ukryć, co oczywiście zwykle zdaje się na nic. A jednak oszukańczy rynek tak zwanych usług i zabiegów przeciwstarzeniowych kwitnie.

Starość stała się okropną chorobą w rodzaju widocznej gołym okiem, skórnej dolegliwości. Podobnie jak śmierć. To coś, co dotyka innych, nie nas – oczywiście tylko do czasu. Ale póki jeszcze trzymamy się życia, absolutnie nie chcemy patrzeć na nią, mówić o niej, myśleć, słuchać.

Potworną niechęć do zakończenia życia ewentualnie można zrozumieć. Ale dlaczego do starości? Bo jest tuż przed śmiercią, dosłownie o jeden wąski stopień przed nią. Dlatego starsi i starzy ludzie stają się nagle po prostu niewidzialni. A jeśli nawet się ich dostrzeże – przypadkowo wpadnie się na nich na ulicy, to tylko na moment i wyłącznie przez spektroskop ich wieku: jako pomarszczonych, niedołężnych, zbliżających się do kresu.

Aż chciałoby się zakrzyknąć: przecież to wciąż są ludzie! Przecież prawie nie różnią się od reszty. A może jednak trochę? A może chodzi o to, że dzisiaj – dzięki postępom medycyny i wysokiemu poziomowi życia – starość stała się istotnie starsza – jak to mówią: bardziej zaawansowana. Starzy są już po prostu starzy aż do granic i przez to stają się obcy?

– W pojmowaniu starości zaszła w ostatnich dekadach radykalna zmiana – mówi dr Andrzej Wajs, historyk idei i filozof. – Przestaliśmy postrzegać ją jako naturalną fazę rozwoju osobniczego, jako nieuchronną i domagającą się uwagi konsekwencję upływu czasu. Rozumiemy ją dzisiaj i oceniamy jako fenomen społeczny i kulturowy, silnie związany z utratą statusu i rangi. Kult młodości, w szczególności sprawności fizycznej na wielu polach, skorelowany jest z marginalizacją ludzi starych. Mamy więc do czynienia ze swoistą denaturalizacją zjawisk absolutnie naturalnych. Starość zaczyna funkcjonować w naszych społeczeństwach ze zdecydowanie ujemnym indeksem wartości, ba, niemal z etycznym potępieniem. Utylitaryzm spycha starość do skansenu osobliwości, nad którym nadzór sprawuje biowładza, swoista dyktatura młodości.

Ciężar czasu

Starość ma gdzieś, że się na nią nie zgadzamy, i nieubłaganie nas dopada. Jean Améry, belgijski pisarz i eseista pochodzenia austriackiego, w swoim przejmującym eseju „O starzeniu się. Bunt i rezygnacja” wyznacza trzy ściśle określone pola, na któ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]