POLITYKA

Czwartek, 18 grudnia 2014

Polityka - nr 46 (2478) z dnia 2004-11-13; s. 80-81

Historia / Kult jednostki w II RP

Janusz Tazbir

Zasłużony, niestrudzony, genialny

Również w Polsce międzywojennej pojawiły się różne formy kultu jednostki – stawianie pomników jeszcze za życia Wodza, nazywanie ulic i placów jego imieniem, pisanie hagiograficznych biografii.

Kult marszałka Piłsudskiego, zarówno ten szczery, wynikający z prawdziwego żalu po jego śmierci (1935 r.), jak i ten lizusowski, mający na względzie przyszłe awanse, osiągnął w drugiej połowie lat 30. niebywałe rozmiary. Naczelny Komitet Uczczenia Pamięci Marszałka (przewodniczył mu sam prezydent Ignacy Mościcki), obawiając się ośmieszenia i dewaluacji kultu, uznał nawet za stosowne przestrzec nadgorliwców przed szafowaniem „imieniem Marszałka przy nadawaniu nazw domom ludowym, parkom, ulicom, bursom, ochronkom itp.”.

Jak wynika z propozycji nadsyłanych do Biura Planów tegoż Komitetu, uwielbienie dla Komendanta przybierało nieraz osobliwe formy: od zamiarów starań o kanonizację Piłsudskiego i uznania go za patrona Polski, aż do przemianowania Ziemi Wileńskiej na Ziemię Piłsudskiego, a samego Wilna – na Ziuk. Na szczęście dla autora tego pomysłu Marszałek już nie żył, bo wpadłby bez wątpienia we wściekłość, zważywszy na jego przywiązanie do historycznych tradycji byłej stolicy Wielkiego Księstwa.

Kult wodza zaczął być przenoszony również i na następcę Piłsudskiego. Poprzestano skromnie na przemianowaniu przełęczy Chyżówki koło Limanowej na przełęcz Rydza-Śmigłego oraz osady Żurawka pod Zaleszczykami na Śmigłowo. (Wbrew powszechnemu przekonaniu – Mościska w obwodzie lwowskim były nazwą od dawna istniejącą i nie miały nic wspólnego z nazwiskiem prezydenta Mościckiego). Zarówno jednak Rydzowi jak i Mościckiemu nie skąpiono popiersi, tablic i płaskorzeźb. Ponadto, jak wynika z obliczeń Elżbiety Kaszuby („System propagandy państwowej obozu rządzącego w Polsce w latach 1926–1939”, Wyd. Adam Marszałek, Toruń 2004 r.), aż 18 obiektów – domów ludowych, świetlic, klubów sportowych, jedna ulica itp. – zdążyło otrzymać imię marszałka Rydza-Śmigłego.

Kult wodza kształtował się pod pewnym wpływem tego, co się działo u zachodnich i wschodnich sąsiadów, choć oczywiście nie osiągał takich rozmiarów co kult Hitlera i Stalina. Jeśli się jednak przyjrzymy planom budowy Dzielnicy Piłsudskiego, w której miał m.in. stanąć jego pomnik, wysokości 13 metrów, trudno oprzeć się wrażeniu, iż projektodawcy czerpali natchnienie także z planów przebudowy Rzymu za Mussoliniego lub projektów Speera dotyczących wielkiego Berlina.

Już współcześni zdawali sobie z tego sprawę, choć nikt oczywiście nie ośmieliłby się wyrazić takich poglądów w druku. Jedynie więc w rękopiśmiennych notatkach generała Lucjana Żeligowskiego czytamy o Rydzu: „Robi się wodzem narodu, Marszałkiem, Hitlerem, Mussolinim”. Słowa te były pisane jeszcze przed tym, zanim oficerowie dwukrotnie ciężko pobili Stanisława Cywińskiego, profesora Uniwersytetu im. Stefana Batorego w Wilnie, za domniemaną obrazę czci Piłsudskiego (luty 1938 r.). Wszystkim aż nadto dobrze były jednak znane losy Tadeusza Dołęgi-Mostowicza, ciężko pobitego z tych samych powodów we wrześniu 1927 r., czy Adolfa Nowaczyńskiego, któremu oficerowie legionowi wybili oko.

Niewątpliwie pod wpływem sprawy Cywińskiego w kwietniu 1938 r. została wydana ustawa o Ochronie imienia Józefa Piłsudskiego Pierwszego Marszałka Polski. Już jednak wcześniej, w roczniku „Małego Dziennika” z 1937 r., można znaleźć informację, iż jednemu z księży katechetów spod Łomży, który odmówił zwolnienia uczniów z lekcji w dniu imienin Marszałka, używając przy tym jakoby słów mu uwłaczających, wymierzono karę sześciu miesięcy więzienia.

Mały Piłsudczyk

Długo pozostawały w rękopisie pamiętniki Wincentego Witosa, który trafnie uchwycił ważny aspekt sanacyjnej propagandy. Po 1926 r. nastąpiła radykalna zmiana treści programów nauczania historii w szkołach podstawowych i średnich. W podręcznikach na czoło wybito zbrojną walkę o niepodległość z podkreśleniem, iż tylko czyn legionowy przywrócił ją Polsce. Osadzonego w twierdzy brzeskiej Witosa poddano intensywnej reedukacji; dano mu tam do przeczytania „Historię 156 pułków polskich”. Odnotował z niej, że „wszystko niemal bez wyjątku zrobił zasłużony, niestrudzony, genialny komendant. Zrobił to wszędzie, a więc na Murmaniu, we Francji, Włoszech, nie mówiąc już oczywiście o Wiedniu, Berlinie, Magdeburgu”. Za szkodników państwowych uznano natomiast generałów: Sikorskiego, Hallera, Szeptyckiego i innych. Marszałek musiał likwidować skutki klęsk spowodowanych ich nieuctwem, lenistwem i lekkomyślnością. Nie wspomina się też, pisze dalej Witos, o zasługach Paderewskiego dla sprawy polskiej, jakie miał w okresie, kiedy ci inni, obecnie „trzon elit stanowiący, ubiegali się u rządu austriackiego o stanowiska albo parę manlicherów (...) wycierali kancelarie i biura urzędników niemieckich i austriackich”. Oczywista aluzja do poczynań Piłsudskiego.

We wręcz znakomity sposób upowszechniał tezy propagandy sanacyjnej Tadeusz Michał Nittman (1896–1942), dziennikarz i ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]