POLITYKA

Czwartek, 23 lutego 2017

Polityka - nr 10 (10) z dnia 2016-11-10; Pomocnik Historyczny. Nr 5. Polska broń. Dzieje oręża i przemysłu zbrojeniowego; s. 6-11

Prolog

Tomasz Targański

Zbrojny Sarmata

Rzeczpospolita Obojga Narodów była mocarstwem, a na polach bitew jej żołnierz potrafił dokonywać cudów. Ale skąd brał broń w epoce przedprzemysłowej? Jak fabrykowano husarskie kopie, gdzie odlewano działa, kuto szable i kościuszkowskie kosy?

Magia husarii. Polacy i Węgrzy to w Europie dwa narody, które odczuwają szczególną więź ze sztuką wojenną prowadzoną z wysokości końskiego grzbietu. Nie da się przy tym zaprzeczyć, że Rzeczpospolita Obojga Narodów dysponowała świetną kawalerią. W okresie staropolskim składało się na nią wiele formacji z różnorodnym uzbrojeniem i ubiorem. Polskie imaginarium najskuteczniej skolonizowała jednak husaria. Stanowiła niewielką część armii Rzeczpospolitej, inne formacje kawalerii wielokrotnie przewyższały ją liczebnością, ale nad kwestią uzbrojenia żołnierzy koronnych w XVI i XVII w. nieodmiennie dominuje wizerunek skrzydlatych jeźdźców.

Kopie. Najważniejszym atrybutem wyróżniającym husarza była jednak przeznaczona do przełamywania szyków wroga kopia. Jej śmiercionośną skuteczność opiewał Wespazjan Kochanowski: „Husarz kopie jeno co swe złoży/Niejeden na szpil zostaje wetchniony”. W XVII w. zdrobniale nazywano je drzewkami. Długość niektórych wynosiła ponad 5,5 m. Stanowiły one miejscowy wariant rozwojowy kopii typu węgierskiego. Był to przy tym jedyny element uzbrojenia, który towarzysz husarski otrzymywał na koszt państwa. W Koronie kopie produkowano pod Lwowem, a na Litwie najprawdopodobniej pod Wilnem. Do ich wyrobu używano zazwyczaj lekkiego drewna osikowego (z gatunku topola osika). Technologia produkcji opierała się na drążeniu drzewca, aby zredukować wagę broni. Kopie dodatkowo oplatano rzemieniem i oblewano smołą, co miało wzmocnić ich wytrzymałość na uderzenie. Mimo wszystko była to broń jednorazowego użytku, więc gdy w środku kampanii brakło kopii, husarze ścinali młode sosny, które opalone i zaostrzone na czubku zastępowały im drzewka.

Skóry tygrysie i pióra sępie. Najbardziej zmitologizowane elementy wyposażenia husarza to rzecz jasna skrzydła oraz narzucane na zbroje skóry wilcze, gepardzie bądź niedźwiedzie. Bez wątpienia pełniły one funkcję ideową albo nawet magiczną. „Miały przekształcać wojownika w istotę niezwykłą, ponadnaturalną, wyposażoną w wielką moc. Wzorem miały być drapieżne ptaki (stąd skrzydła) i zwierzęta (stąd skóry)” – pisze znawca husarii dr Radosław Sikora. Egzotyczne skóry, m.in. tygrysa czy rysia perskiego, jak nazywano geparda, sprowadzano z Turcji.

Wierzchowce krwi ognistej. Przed nastaniem ery silnika parowego i pojazdów mechanicznych na polach bitew niepodzielnie panowały konie. W Rzeczpospolitej, gdzie kawaleria przeważała nad piechotą, wierzchowiec w dobrej kondycji miał niebagatelny wpływ na wynik potyczki. Sukcesy husarii w równym stopniu polegały na sile i szybkości koni, co na ich wyszkoleniu. Trening wałacha przysposabianego do służby w kawalerii obejmował wykonywanie trudnych ewolucji, np. zwrotu w pełnym biegu o 180 stopni w kole o średnicy zaledwie 2 m. W warunkach bojowych, kiedy trzeba jak najszybciej zawrócić i ponownie uderzyć na przeciwnika, wyrobienie odpowiedniej zwinności i szybkości w nawrotach miało znaczenie fundamentalne.

Ważnym źródłem dobrych wierzchowców były Kresy Południowo-Wschodnie. Tam w dobrach magnackich świetnie prosperowała hodowla na dużą skalę – nie brakowało terenów pod pastwiska, a kontakty ze Wschodem ułatwiały dostęp do szlachetnych ras orientalnych. Zajęcie musiało być wielce opłacalne, co potwierdza staropolskie powiedzenie: „Klaczka, pszczółka, pszenica/Wywodzą z długów szlachcica”. Wedle wyliczeń Radosława Sikory „najdroższe rumaki husarskie kosztowały nawet 1500 dukatów, a była to wówczas równowartość 1031 muszkietów lub też 22 lekkich dział”.

Na rynku krajowym w konie zaopatrywano się przede wszystkim na jarmarkach – kilka dużych, najczęściej wielodniowych, odbywało się co roku w każdym z województw. Najsłynniejsze z nich gościły w Białej Cerkwi, Berdyczowie, Buczaczu, Jarmolińcach i Barze, a więc na wspomnianych już Kresach Południowo-Wschodnich. Nie wszystko było jednak hodowlą rodzimą. Już w początkach XVI w. niektórzy handlarze regularnie podróżowali do Stambułu, by wybierać tam dla możnych zleceniodawców z Polski najlepsze rumaki. Wśród Sarmatów istniało przekonanie, że konie hodowane w ciepłym i suchym klimacie miały „krew ognistą” i bardziej nadawały się do boju. Założyciel polskiej nauki o koniach Marian Czapski wywodził słowo rumak od nazwy osmańskiej prowincji Rumelii, i traktował jako dowód wielkiego wpływu Turcji na staropolską hippikę. Faktem jest, że handel końmi między Imperium Osmańskim a Rzeczpospolitą kwitł przez wiele wieków.

Szable. Krzywa szabla, będąca na wyposażeniu wszystkich jednostek kawalerii, przywędrowała ze Wschodu. Głownie (czyli części tnące, zwane też brzeszczotami, klingami, żelazem) były pochodzenia krajowego i wytwarzano je w rozsianych po całym kraju szabelniach. Bogate tradycje w tej dziedzinie miały zakłady suchedniowskie, szable produkowano też w Baranowie, Ogonowie, Majkowie i Parszowie. Inne ważne manufaktury znajdowały się w Staszowie (własność ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]