POLITYKA

Piątek, 18 sierpnia 2017

Polityka - nr 32 (3122) z dnia 2017-08-09; s. 48-49

Świat

Marek Ostrowski

Zielony papież

Francja ma szczęście. Ministrem ochrony środowiska jest prawdziwy miłośnik przyrody. Nicolas Hulot.

Nazwisko ministra kojarzy się za granicą ze starą francuską komedią „Wakacje pana Hulot”; każdy nieporadny ruch bohatera safanduły wywołuje katastrofę. Nagradzany reżyser Jacques Tati sportretował podobno dziadka dzisiejszego ministra. Wnuk jednak ma diametralnie inny charakter, ma w genach żądzę przygód, ojciec był poszukiwaczem złota w Wenezueli, o pierwszej żonie – Isabelle Patissier – dziś można zobaczyć w internecie zdumiewające filmy; wspinała się na skały nad przepaściami, bez żadnych lin, jakby szydząc z praw ciążenia. Mówiono o niej „kobieta-pająk”, była dwukrotną mistrzynią świata we wspinaczkach skalnych.

Nicolas wcześnie stracił ojca, potem rodzony brat popełnił samobójstwo; może dlatego zaczął pracować zaraz po ukończeniu paryskiego liceum. Był fotografem, kelnerem, instruktorem żaglodeski. Robił dobre zdjęcia – w 18. roku życia zdobył pracę we francuskiej agencji fotograficznej Sipa i zaczął przemierzać świat jako reporter – od wielkiego trzęsienia ziemi w Gwatemali po wojnę w Rodezji w latach 70. Hulot przyjaźnił się z największym chyba współczesnym żeglarzem francuskim Erikiem Tabarly, tym, który wygrał oceaniczne regaty samotnych żeglarzy przez Atlantyk w 1964 r.; napisał nawet o nim pierwszą swą książkę. Potem w rozgłośni France-Inter wypracował swój styl – wielkiej przygody i dla radia wykorzystał swoją specjalność – osobisty udział w rozmaitych wyczynach. Czegóż tam nie było! Drugie miejsce w głośnym rajdzie Paryż–Dakar (w kategorii samochodów ciężarowych), spływ afrykańską rzeką Zambezi na wiosłach, potem kajakiem po oceanie. Do dziś pamięta się jego największy wyczyn – po dwu latach przygotowań lądowanie miniawionetką na biegunie północnym w 1987 r.

Z radia – z podobnymi pomysłami – przeszedł do telewizji, gdzie prowadził najkosztowniejszy podobno w produkcji program „Ushuaïa”, magazyn wyczynów ekstremalnych. Ushuaïa, stolica Ziemi Ognistej, to najdalej na południe wysunięte miasto kuli ziemskiej, ale program pokazywał najpiękniejsze i najbardziej oryginalne zakątki Ziemi. Miał trwać kilka miesięcy; w istocie telewizja TF1 pokazała 48 odcinków (od 1998 do 2014 r. – od 7 do 9 mln widzów każdego odcinka). Ale nie chodzi o samą przygodę. Hulot napisał książki „Ces enfants qui souffrent” (Dzieci, które cierpią) i „Pour que la Terre reste humaine” (By Ziemia pozostała ludzką), założył fundację Ushuaïa (potem zmienił nazwę organizacji po prostu na swoje nazwisko), by uwrażliwić rodaków, a zwłaszcza świat polityczny i gospodarczy na problemy środowiska naturalnego.

W sondażach prasowych zajmuje 60. miejsce wśród „największych Francuzów wszystkich epok”. Prezydenci zaczęli zabiegać o jego względy, ale Hulot stroni od polityki i polityków. „Żyć ponad marzenia” – taką z poety Paula Eluarda wziął sobie inwokację do autobiografii.

Przed wyborami prezydenckimi w 2007 r. Hulot opublikował jednak obszerną książkę programową „Na rzecz paktu ekologicznego”, by – jak napisał – przyszłość stała się czymś, o czym sami zadecydujemy, a nie by zadecydował za nas bieg wypadków. Zwrócił się z listem otwartym do wszystkich kandydatów na prezydenta: nie chce kandydować, ale domaga się, by wszyscy odważnie ratowali naszą planetę przed kryzysem ekologicznym. Zawrzyjmy pakt – proponuje. Udzielimy wam poparcia, jeśli złożycie konkretne zobowiązania dotyczące nie tylko energetyki, głównie redukcji emisji cieplarnianych, ale i poprawy produkcji rolnej, urbanistyki, transportu, ochrony zdrowia i różnorodności biologicznej.

Nawiasem mówiąc, ówcześni kandydaci w wyborach, m.in. Nicolas Sarkozy i Ségolène Royal, podpisali ten pakt. Hulot jest przekonany, że rozwój na Ziemi idzie w złym kierunku, o czym świadczą tytuły następnych książek – „Syndrom Titanica” (napisanej wspólnie z Jeanem-Albertem Lièvre, przyjętej potem za podstawę filmu) i „Ile katastrof zanim zaczniemy działać?”. Był też autorem apelu o wprowadzenie karty ochrony środowiska do francuskiej konstytucji, do czego doszło w 2005 r.

W kolejnych wyborach prezydenckich Hulot zdecydował się wystartować – z listy Partii Zielonych. Pełna nazwa partii od 2010 r. brzmi: Europa Ekologia Zieloni, a jej poparcie to około 4–5 proc. elektoratu (historycznie wysoki wynik – 16 proc. uzyskała w wyborach europejskich w 2009 r., kiedy liderem był Daniel Cohn-Bendit). Jednak w prawyborach Zieloni wybierają inną kandydatkę: Evę Joly, byłą sędzię śledczą, znaną ze zwalczania korupcji. Od tej porażki Hulot już więcej nie startował. Bez dyplomu szkoły wyższej, bez doświadczenia politycznego Hulot jest politykiem nietypowym. Sam się nazywa wolnym elektronem i dotąd – poza programami telewizyjnymi – pożytkował energię na pisanie książek. Wydał ich kilkanaście. Dopiero przed głośną konferencją paryską w sprawie klimatu (której zobowiązania odrzucił niedawno Donald Trump) przyjął funkcję specjalnego wysłannika Pałacu Elizejskiego na rzecz Ziemi.

W świetnej formie sportowej 62-letni Hulot w czasie wolnym, poza nurkowaniem, uprawia sporty wielkich przestrzeni – kitesurfing, motolotnie, baloniarstwo. Znajduje też czas na inne przyjemności. Jego biografka Bérengère Bonte dawała do zrozumienia, że Hulot miał ogromne powodzenie u kobiet ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]