POLITYKA

Niedziela, 4 grudnia 2016

Polityka - nr 5 (2741) z dnia 2010-01-30; s. 40-42

Rynek / Ogląd i pogląd

Leokadia Oręziak

Zlikwidować OFE!

Niedawno Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej przedstawiło projekt zmian w istniejących od 11 lat otwartych funduszach emerytalnych (OFE). To pomysły może i niezłe, ale na pewno niewystarczające. Co należy zrobić, żeby nasz system emerytalny rzeczywiście usprawnić?

W projekcie przewidziano, że od połowy 2010 r. do OFE będzie się wpłacać na ubezpieczenie emerytalne składkę w wysokości nie 7,3 proc. miesięcznego wynagrodzenia jak dotychczas, ale 3 proc., a różnica zostanie zaksięgowana na koncie Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (FUS). Po tej małej rewolucji do OFE w dalszym ciągu wpływałyby jednak miliardy pochodzące ze składek pracowników, a istota wzajemnych rozliczeń i zasady inwestowania gromadzonych pieniędzy nie uległyby zmianie.

Inne propozycje zawarte w projekcie dotyczą możliwości jednorazowej wypłaty środków zgromadzonych w OFE po przejściu na emeryturę lub przekazania tych składek do FUS. Te próby łagodzenia nieracjonalności obecnych rozwiązań w istocie przyczyniają się do jej utrwalenia. Nasz wielki wspólny kłopot wcale nie znika.

Polska, jako jedna z niewielu (obok kilku państw Ameryki Łacińskiej i niektórych krajów Europy Środkowej i Wschodniej), wprowadziła powszechny obowiązek wpłacania przez wszystkich pracujących części składki emerytalnej do funduszy zarządzanych przez prywatne instytucje finansowe. Obecnie coraz więcej krajów odchodzi jednak od tego rozwiązania. Większość państw rozwiniętych nie zdecydowała się na stworzenie obowiązkowych funduszy emerytalnych, nie chcąc dopuścić do ubytku gigantycznej kwoty z sektora finansów publicznych oraz narażania emerytów na ewentualność strat w wyniku kryzysów finansowych i inflacji.

W Polsce OFE zarządzane są przez 14 Powszechnych Towarzystw Emerytalnych (PTE). Ze składki emerytalnej wynoszącej 19,52 proc. miesięcznego wynagrodzenia do OFE trafia ponad jedna trzecia (podział składki: OFE 7,3 proc., ZUS 12,22 proc.). Z kwoty otrzymanych składek PTE pobierają sobie od razu opłatę 3,5 proc. (do końca 2009 r. sięgała ona aż 7 proc., a poprzednio nawet 10 proc.). Stanowi ona dla nich stałe, atrakcyjne źródło dochodu. Co miesiąc PTE pobierają też opłaty za zarządzanie aktywami OFE, co oznacza ostatecznie utratę nawet kilkunastu procent z ogólnej kwoty składek wpłaconych przez przyszłego emeryta w okresie ponad 40 lat.

Według stanu na koniec grudnia 2009 r., składki do OFE odprowadza 14,3 mln osób. Od 1999 r. do końca grudnia ubiegłego roku ZUS przekazał do funduszy składki emerytalne (wraz z odsetkami) w kwocie 139,2 mld zł. Pieniądze te zostały więc wyjęte z systemu finansów publicznych i trafiły do prywatnych instytucji finansowych. Zatem o tyle mniej było środków na finansowanie sfery publicznej. O taką kwotę trzeba było emitować więcej obligacji skarbowych. Faktycznie jednak dług publiczny zwiększył się nie tylko o tę nominalną kwotę składek przekazanych do OFE, ale także o jej oprocentowanie za okres od 1999 r., co daje dodatkowo kilkadziesiąt miliardów złotych. Ponadto niedostatek środków w budżecie oznaczał dla ZUS m.in. konieczność płacenia OFE odsetek z tytułu opóźnień w przekazywaniu składek (co dla funduszy jest dobrą inwestycją!), a także konieczność zadłużania się wysokim kosztem w bankach komercyjnych.

W ciągu 11 lat istnienia OFE przyczyniły się do zwiększenia długu publicznego o ok. 13 proc. PKB. Dług ten mógłby więc teraz wynosić ok. 37 proc. PKB, a nie ok. 50 proc. PKB. W 2010 r. przekroczy on wyraźnie poziom 700 mld zł. Najbardziej niepokojące jest to, że system oparty na OFE skutkuje nieustannym narastaniem zadłużenia publicznego (rocznie o ok. 2 proc. PKB). Ten samonapędzający się mechanizm tworzenia długu publicznego jest jednym z głównych czynników zagrażających bezpieczeństwu ekonomicznemu kraju.

W nieodległym czasie dług publiczny może przekroczyć kolejne progi ostrożnościowe. Chodzi o limity 50 proc. oraz 55 proc. PKB, określone w ustawie o finansach publicznych, oraz próg zapisany w konstytucji, wynoszący 60 proc. PKB.

Obecnie wyraźnie widać, że istnienie OFE w obecnym kształcie jest nie do pogodzenia z tymi progami. Zważywszy na mechanizm automatycznej kreacji długu, niedopuszczenie do przekroczenia progu konstytucyjnego wymaga nie tylko zlikwidowania deficytu w budżecie, ale doprowadzenia do trwałej wysokiej nadwyżki budżetowej. Nie negując zalet posiadania takiej nadwyżki, trzeba jednak postawić pytanie, czy osiągnięcie jej po to, by utrzymać OFE, warte jest obcięcia wielu wydatków istotnych dla życia społeczeństwa. Przed rządzącymi staje zatem kluczowa decyzja: co poświęcić, by nie dopuścić do załamania się wiarygodności kredytowej Polski? Czy państwo ma nadal rezygnować z ważnych wydatków na służbę zdrowia, domy dziecka, wojsko, policję, podnieść podatki, czy może jednak pozamykać OFE? By odpowiedzieć na te pytania, trzeba wziąć pod uwagę następujące zależności.

1 Ponad dwie trzecie środków będących w OFE było dotychczas lokowanych w polskie obligacje skarbowe, zaś około 30 proc. w akcje (bezpośrednio lub pośrednio). Przy ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]